Dziennik Gazeta Prawana logo

W Afganistanie zaczyna się dla Polaków piekło

22 sierpnia 2008, 00:37
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
W Afganistanie zaczyna się dla Polaków piekło
Inne
Do Afganistanu pojechaliśmy na wojnę, a nie misję stabilizacyjną jak w Iraku. I mamy ją w całej krasie. Walczymy w szpicy wojsk NATO, na najbardziej zagrożonych terenach. Jesienią Polska obejmuje dowodzenie w prowincji Ghazni, do niedawna względnie spokojnej. Ale dziś jest już ona jednym z głównych ośrodków partyzantki. Ostatni atak na Polaków to prawdopodobnie zwiastun nadchodzących krwawych miesięcy - pisze w DZIENNIKU Andrzej Talaga.
d_talaga_31114a_57746.jpg
W Afganistanie zaczyna się dla Polaków piekło

Zimą w rozmowie z DZIENNIKIEM ówczesny dowódca sił NATO w Afganistanie, generał Dan McNeil ostrzegał przed takim rozwojem wypadków. Przyjął mnie w urządzonym w orientalnym stylu gabinecie dowództwa sił zachodnich w Kabulu. Stanowczy, z zaciśniętymi ustami. Nie pozostawiał złudzeń. Mówił, że najbardziej zacięte walki trwają na wschodzie Afganistanu, a nie na południu, o którym tak wiele pisano w prasie. I jest to tendencja narastająca. Wszystko, co mówił, teraz potwierdza się na naszych oczach. Kilka dni temu ledwie pięćdziesiąt kilometrów w kierunku wschodnim od Kabulu w regularnej bitwie z talibami zginęło dziesięciu Francuzów. Miesiąc wcześniej w prowincji Kunar rebelianci niemal opanowali bazę amerykańską, zabijając w walce dziewięciu żołnierzy USA.

Przejechałem znaczną część Afganistanu i pograniczną prowincję w Pakistanie. Na wielkich obszarach trudno szukać tam jakiejkolwiek władzy. Nie są w stanie narzucić jej nawet kolejne ofensywy armii pakistańskiej i afgańskiej ani tym bardziej NATO. Kolejne pokolenia Pasztunów rosną bez szkolnej edukacji, w kulcie oręża. Nie są to Irakijczycy, których do walki zmuszają okoliczności. Pasztuni cenią broń i tych, którzy się nią sprawnie posługują. Jeszcze nigdy żadne wojska inwazyjne nie pokonały Afganów. Warto o tym pamiętać. Teraz to my stajemy naprzeciw części z nich.

Jesteśmy lojalnym członkiem NATO. Sojusz wezwał nas na wojnę pod Hindukuszem, stawiliśmy się więc i nie szczędzimy wysiłku podobnie jak Amerykanie, Brytyjczycy, Kanadyjczycy czy Holendrzy i Francuzi. Ale nie wszyscy są równie solidarni. Po śmierci trzech Polaków chciałoby się zapytać: czy aby na pewno licznie reprezentowani w Afganistanie Niemcy, Hiszpanie i Włosi ryzykują równie wiele? Nie. Ich rządy pod presją opinii publicznej wyłączyły swoje wojska z walki. My zaś uczestniczymy w operacjach ofensywnych. Skoro NATO jako całość wzięło na siebie ciężar odpowiedzialności za Afganistan, warto, by wszyscy jego członkowie po równo wylewali pot i krew w tej wojnie.

Inna sprawa, czy w ogóle można ją wygrać. Wątpliwe, by kiedykolwiek udało się zapewnić w Afganistanie stabilność wyłącznie przez działania zbrojne. Potrzebny jest plan polityczny i ekonomiczny wsparcia pasztuńskiej ludności pogranicza. Zbudowania jej samodzielności gospodarczej, dania do ręki wędki, aby talibowie stali się dla niej nie gwarantem ładu, ale przeszkodą w bogaceniu się. Bez takich działań kolejni żołnierze będą umierać na próżno.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj