Nie, nie boimy się. Po pierwsze Zachód niewiele może zrobić. Niezależna Abchazja i Południowa Osetia z całą pewnością nie zagraża jego interesom. Tak naprawdę ma w
nosie i separatystyczne republiki, i samą Gruzję, i na pewno nie będzie się wplątywać w poważny konflikt z ich powodu. Owszem, będą mocne słowa, zresztą one już padły. Ale nikt na
Zachodzie nie będzie "umierać za Gruzję". Tam najważniejsze jest to, by Rosja nie stała się militarnym wrogiem.
To prawda, ale jestem pewien, że to tymczasowe zjawisko. Inwestorzy są bojaźliwi - reagują na wojnę. Wkrótce sytuacja się uspokoi i wrócą. Tym bardziej, że Rosję czeka wzrost
ekonomiczny.
Myślę, że sytuacja się uspokoi. Jest tylko jedna poważna obawa, że nastąpią kolejne prowokacje Waszyngtonu. Europa chce pokoju na Kaukazie, wojny chce Waszyngton. To oni stali za ostatnim
konfliktem na Kaukazie. Chodziło o kampanię wyborczą Johna McCaina. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że za całym tym zamieszaniem stoi republikańska administracja Białego Domu, a
dokładnie Dick Cheney i Condoleezza Rice.
Zasada jest prosta - dzięki stworzeniu imitacji zimnej wojny w USA narastają antyrosyjskie nastroje i poczucie niestabilności. Korzysta na tym kandydat negatywnie nastawiony do Rosji, czyli
McCain, który pobił Obamę tylko w jednej dziedzinie: bezpieczeństwa. To jego większość Amerykanów widzi w roli naczelnego wodza. Dlatego zmieniono agendę kompanii wyborczej i zrobiono to
skutecznie. Po wojnie na Kaukazie notowania McCaina podskoczyły. Mamy poważne obawy, że teraz przyjdzie kolej na następne prowokacje, które będą miały przedstawić Rosję w złym świetle.
Jesteśmy prawie pewni, że ich ofiarą padnie Ukraina. Cel jest ten sam. Ale tu nasze cele pokrywają się z celami UE, która również nie jest zainteresowana wojną domową na Ukrainie.
A jakie jeszcze można mieć wątpliwości? Gruzińska armia w amerykańskich mundurach, z amerykańską bronią, wyszkolona przez Amerykanów. Oni nie mogli nie wiedzieć o tym, że planowana jest
wojna. Amerykanie przez dwa lata zabraniali Saakaszwilemu rozpętywać ten konflikt. A teraz nie tylko przestali go powstrzymywać, ale wręcz popchnęli go do tej decyzji. Uznali, że to świetna
okazja do wojny błyskawicznej: początek igrzysk, gdy uwaga wszystkich jest skupiona na czym innym. Dlatego Cheney i Rice powinni - podobnie jak Saakaszwili - stanąć przed trybunałem za zbrodnie
wojenne.
Rozkazu zabijania Osetyjczyków nie wydał Saakaszwili, tylko Dick Cheney. A prawdziwym celem jest niedopuszczenie do prezydentury Baracka Obamy. Jeśli to on zostanie prezydentem, zacznie się
śledztwo w sprawie Iraku i wówczas okaże się, że nie było podstaw do rozpoczynania wojny, że Cheney, a także Donald Rumsfeld i inni powinni siedzieć w więzieniu. Oni chcą powstrzymać
Obamę za wszelką cenę, a imitacja zimnej wojny im w tym pomaga.
Zachód prowadzi przeciwko nam wojnę informacyjną. Jeśli ktoś ma dostęp tylko do tamtejszych mediów, to nic z tego nie zrozumiecie. Chcemy dobrych relacji z UE, ale jeśli Unia chce złych
relacji z nami, to je dostanie - tak powiedział prezydent Miedwiediew. Jesteśmy przeciw zimnej wojnie, ale jeśli będą chcieli nam ją narzucić, to nie ustąpimy. Jesteśmy gotowi na każdy
scenariusz.
To nie są warunki, to jest zdrowy rozsądek. Powtarzam jeszcze raz: my zimnej wojny nie chcemy. Mamy nadzieję, że nie chce jej też Zachód. Ale zasada jest taka: jeśli nie chcesz walczyć, to
przynajmniej opuść lufę karabinu.
Przestać zbroić zbrodniarzy wojennych, takich jak np. Saakaszwili. Zachód powinien osądzić zbrodnie, do których doszło w Cchinwali i zaprzestać wojny informacyjnej z Rosją.
Różnica między Południową Osetią i Abchazją a Czeczenią polega na tym, że te dwie republiki zawsze chciały się uniezależnić od Gruzji. Czeczenia dzisiaj to zupełnie inny przypadek.
Poparcie dla Władimira Putina jest tam wręcz większe niż w innych regionach Rosji. Obecnie nie grozi nam z pewnością wybuch separatystycznych tendencji w tej republice. A to wynika między
innymi z silnej pozycji Rosji. Ona chroni tych, którzy są razem z nią.
W tej wojnie nie chodziło o zwycięstwo czy udowodnienie czegoś. Rosja pokazała, że nie pozwoli bezkarnie zabijać swoich obywateli. Pokazaliśmy, że nie pozwolimy się zaatakować, że agresor
otrzyma odpowiedź. Obawiamy się, że Ameryka nie poprzestanie na Kaukazie, ale spróbuje sprowokować wojnę domową na Ukrainie. To może mieć katastrofalne skutki. Tragizm sytuacji polega na
tym, że większość mieszkańców Ukrainy uważa, że Rosja to przyjaciel, brat. Innego zdania jest tylko prezydent Wiktor Juszczenko. To z pewnością najbardziej niebezpieczny scenariusz i jestem
pewien, że jeśli do niego dojdzie, to wmieszają się tam militarnie zarówno Rosja, jak i NATO. Wówczas imitacja zimnej wojny stanie się prawdziwą wojną.
p
*Siergiej Markow, doradca rosyjskiego rządu, deputowany z ramienia Jednej Rosji, dyrektor Instytutu Studiów Politycznych.