Dziennik Gazeta Prawana logo

McCain to katastrofa

31 października 2008, 02:17
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
Temat Rosji pojawił się w amerykańskiej kampanii prezydenckiej na chwilę, podczas wojny w Gruzji. I szybko zniknął wypchnięty przez ekonomiczny kryzys. Stanowiska kandydatów w kwestii relacji z Rosją są jasne. McCain zapowiadał zaostrzenie kursu. Obama prezentował się bardziej jako zwolennik kompromisu. Obaj chcą wejścia Gruzji do NATO. Nic dziwnego, że żaden z nich nie wzbudza entuzjazmu prokremlowskiego politologa Siergieja Markowa, z którym rozmawia DZIENNIK.


Nikogo. Powodów jest kilka. Po pierwsze Rosja jest za słaba, żeby mieć tu coś do powiedzenia i w ogóle się do spraw amerykańskich wtrącać. Po drugie - i to o wiele ważniejsza przyczyna - nie obstawiamy żadnego z kandydatów, bo żaden się nam szczególnie nie podoba. Obaj są słabi.


Proszę się tylko przyjrzeć. Republikanin McCain wygląda kiepsko nawet na tle Georgea Busha, a Bush w ogóle jest fatalnym prezydentem. Nie boję się nawet powiedzieć, że jest najgorszym prezydentem w całej historii Stanów Zjednoczonych. McCain to katastrofa.


Tak. Jeśli chodzi o jego poglądy, to jest rasista, ale rasista specyficzny. Jego nienawiść nie jest skierowana przeciwko czarnym, ale przeciw Rosjanom - opętała go antyrosyjska mania. Jest chyba oczywiste, że McCain to ostatnia osoba, którą chcielibyśmy widzieć w Białym Domu. Poza tym to człowiek nieodpowiedzialny. Wystarczy spojrzeć, kogo wybrał sobie na wiceprezydenta. Sarah Palin, którą wyciągnął jak królika z kapelusza, to szalona kobieta - nie trzeba długo się zastanawiać, żeby to stwierdzić. A kiedy się jej posłucha, zyskuje się absolutną pewność, że wstępna diagnoza była słuszna. McCain ma 72 lata, jest więc zupełnie realne, że jeśli z jakiegoś powodu nie będzie mógł pełnić funkcji prezydenta, jego obowiązki przejmie właśnie Palin. Nie mówię w tej chwili tylko o Rosji, ale czy ktokolwiek na świecie jest gotowy, by tej kobiecie powierzono kierowanie amerykańskim rządem?


Obama to też nic atrakcyjnego dla nas. Przyciąga uwagę, to prawda. Ma styl celebryty i w rzeczywistości jest bardziej gwiazdorem niż politykiem. Oczywiście świat dał się uwieść temu gwiazdorskiemu stylowi, ale ja pytam: co w tym dobrego? Czy coś naprawdę pozytywnego wynika z tego dla polityki? Skoro świat chce celebrytów, to niech głupia Paris Hilton zostanie prezydentem. A czemu nie?


Muszę z przykrością stwierdzić, że też nie jest dobrze. Obama wciąż powtarza jedno magiczne słowo "change", zmiana. I wszyscy oczywiście chcą zmiany, bo po ośmiu latach rządów Georgea Busha można chcieć tylko zmiany. Ale co Barack Obama konkretnie ma na myśli, zapowiadając tę swoją change? Tego nikt nie wie. I rację mają jego przeciwnicy, którzy zarzucają mu, że będąc przez cztery lata senatorem w Illinois, był zupełnie bezbarwny i nic nie zrobił. Zaletą Obamy jest jedynie to, że jest lepszy niż wszyscy inni kandydaci. I znacznie lepszy od Busha.


Wśród jego doradców jest Zbigniew Brzeziński, ale powiedzmy sobie szczerze: czy Rosja może oczekiwać czegoś dobrego od Brzezińskiego? Nie może. Kandydat na wiceprezydenta Joe Biden to człowiek, który pokazał swoje prawdziwe oblicze, gdy otwarcie poparł przestępcę Micheila Saakaszwilego, który wysłał gruzińską armię do ataku na Osetię Południową. Istnieją przecież jakieś granice przyzwoitości. Oni wszystkie te granice przekroczyli. Można nie kochać Rosji, można ją krytykować, ale popierać zbrodniarza wojennego to już za wiele. Mówiąc krótko, obydwaj kandydaci są źli. I dla Ameryki, i dla świata, i dla Rosji. Choć oczywiście McCain jest o wiele gorszy.


Jeśli wygra McCain, nie będzie wielkich zmian treści, nastąpi raczej zmiana natężenia. I jak mówiłem już wcześniej, może to mieć groźne konsekwencje dla świata. Za McCainem stoi ta sama ekipa co za Bushem. Ja osobiście nazywam ich trockistami XXI wieku - to ekstremistyczne ugrupowanie. Pod względem mentalności to są amerykańscy Żyrinowscy. To niebezpieczni ludzie, którzy w 2003 roku, posługując się oszustwem, rozpoczęli wojnę w Iraku, a dzisiaj marzą o tym, by rozpętać kolejny konflikt - tym razem z Iranem.


Jeśli wygra McCain, będzie to ze szkodą nie tylko dla Rosji, lecz także dla Unii Europejskiej. Bo McCain jest super-Bushem, superneokonserwatystą. Paradoksalnie daje to Rosji większe pole do politycznego manewru, co na swój sposób może się nam nawet opłacać. I tak nie oczekujemy już ze strony Ameryki niczego dobrego. W ostatnim czasie Ameryka jest tylko i wyłącznie źródłem kłopotów - nawet kryzys finansowy zaczął się właśnie tam. Myślę, że z tym, iż nic dobrego nie może stamtąd nadejść, zgodzą się chyba wszystkie kraje świata. Gdy ktoś zadaje mi pytanie, czy Rosja ma problem z Ameryką, odpowiadam, że tak. Mamy problem z Ameryką, jak wszystkie inne kraje świata. Może z wyjątkiem Polski i Gruzji. Tylko im podoba się McCain, a jedynym możliwym powodem tej sytuacji, którego potrafię się dopatrzyć, jest to, że jest on antyrosyjskim rasistą.


Myślę, że jeśli McCain wygra wybory, to światu może grozić wojna atomowa. On jest wariatem, wystarczy na niego popatrzeć. Zresztą świadczy o tym wiele jego stwierdzeń i działań. Najbardziej niebezpieczne jest to, że McCain chce otoczyć Rosję pierścieniem wrogich państw, sterowanych z Waszyngtonu reżimów, i wykorzystać do tego wojskową potęgę USA.


Oczywiście, ale nie chodzi tylko o to. Sprawa jest o wiele poważniejsza. Amerykańscy politycy w czasie wojny na Kaukazie mówili: "Wszyscy jesteśmy Gruzinami". To oznacza, że są gotowi iść z nami na wojnę. Zresztą republikańska kandydatka na wiceprezydenta Sarah Palin w jednym z wywiadów powiedziała wprost, że jeśli trzeba będzie, USA pójdą na wojnę w obronie Gruzji.


Powinien uczyć się szanować rosyjskie idee i interesy. Amerykańskie pomysły są zupełnie szalone - oni chcą, żeby rosyjskie wpływy ograniczały się do terytorium Rosji. Ale czy można czegoś takiego oczekiwać od wielkiego mocarstwa? Rosja nim jest i nie będzie zamykać się w swoich granicach. A USA odmawiają nam prawa nie tylko do statusu supermocarstwa, ale nawet mocarstwa. To już czyste szaleństwo. Jak można w ogóle wpaść na pomysł, żeby Ukraińcy, którzy żyją z nami od tysiąca lat (Kijów był w końcu pierwszą stolicą Rusi) byli nie naszymi przyjaciółmi, lecz wrogami. I jeszcze próbować zrobić z Ukrainy kolonię Waszyngtonu…


Oczywiście. Takie są prawa mocarstwa.


Nie, my ciągle jesteśmy gotowi ten sojusz zawrzeć. Zawsze tego chcieliśmy i nadal będziemy do tego dążyć. Jeśli za Obamy USA wyleczą się, wyleją tę czarę goryczy, która nazywa się neokonserwatyzm, to jest szansa na zbliżenie, a nawet strategiczny sojusz.


Myślę, że zweryfikuje swoje wcześniejsze deklaracje dotyczące wycofania się Amerykanów z Iraku. Powód jest prosty: tamtejsza sytuacja poprawiła się i dlatego Obama będzie przede wszystkim kontynuować dotychczasową politykę.


Myślę, że ważną rzeczą, której Obama może dokonać, jest zbliżenie z Unią Europejską. Jest szansa, że USA będą się bardziej starały budować sojusz z UE, odchodząc od jednostronnych działań na scenie międzynarodowej. Będzie mniejsze parcie na rozwiązania militarne.


Na pewno obywatelom podoba się, kiedy państwo jest światowym liderem. Ale polityka budowania militarnej hegemonii realizowana przez całą prezydenturę Busha zabrnęła w ślepy zaułek, bo była zbyt kosztowna dla Amerykanów. Właśnie dlatego sądzę, że w tych wyborach wybiorą jednak Obamę.


"Odpocząć" to nie jest dobre słowo. Amerykanie chcą jak najszybciej zapomnieć o Bushu i jego prezydenturze jak o najczarniejszym sennym koszmarze.


Oczywiście, że tak. Te wybory to wielki i piękny polityczny spektakl. Trudno byłoby go nie zauważyć. To międzynarodowe przedstawienie i wydarzenie ogromnej wagi, obok którego po prostu nie da się przejść obojętnie. Rosyjscy obywatele są bardzo świadomi, więc jestem pewien, że wiedzą o tych wyborach całkiem sporo.


Może i tak, ale śledzić a orientować się to dwie różne sprawy. Zapewniam panią, że doskonale wiedzą, kto w tych wyborach kandyduje, i potrafią wskazać podstawowe różnice między McCainem i Obamą. Nie można jednak wymagać zbyte wiele. Wybory w Ameryce to jednak dla nas odległa sprawa. A poza tym obaj kandydaci są dość dziwni i wzbudzają mieszane uczucia. To prawda, łatwo zapadają w pamięć, ale żeby stanąć po którejś ze stron, trzeba się z nią utożsamiać. Identyfikować się z szalonym McCainem bardzo trudno, a z kolei utożsamiać się z Murzynem też nie jest łatwo.


Bardzo dobrze. Uważają, że to rzeczywisty dowód na istnienie demokracji. O ich sympatii dla czarnoskórego kandydata najlepiej świadczy to, że w naszych rosyjskich sondażach Obama wygrywa z McCainem.

*Siergiej Markow, ur. 1958, politolog, doradca Kremla, dyrektor Instytutu Badań Politycznych. Obok Gleba Pawłowskiego uchodzi za czołowego technologa politycznego. W latach 90. był związany ze środowiskami liberalnymi. W roku 2004 współorganizował kampanię wyborczą prorosyjskiego kandydata na prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza. Od grudnia 2007 roku jest deputowanym do Dumy Państwowej FR z listy ugrupowania Jedna Rosja.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj