Dziennik Gazeta Prawana logo

Lustracja jest potrzebna

18 września 2008, 23:53
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Paweł Reszka
Paweł Reszka/Inne
Poparcie DZIENNIKA dla lustracji nigdy nie oznaczało, że wrzucamy wszystkich tajnych współpracowników do jednego worka. Każdą sprawę należy rozpatrywać indywidualnie. Jednych szantażowano, innym grożono, jeszcze inni donosili dla pieniędzy albo dlatego, że wierzyli w komunizm - pisze w DZIENNIKU Paweł Reszka.

Po wczorajszym tekście dotyczącym współpracy z SB profesora Aleksandra Wolszczana dostaliśmy dużo listów, w tym niektóre z pytaniem, czy redakcja DZIENNIKA zmieniła stanowisko w sprawie lustracji. Otóż redakcja stanowiska nie zmieniła. Uważamy, że współpraca z komunistycznymi służbami specjalnymi, donoszenie na przyjaciół były złem. Wierzymy, że otwarcie archiwów, opisywanie teczek i otwarta dyskusja są jedynym sposobem na rozliczenie się z przeszłością. Zamiatanie spraw pod dywan, wynajdywanie kolejnych tematów tabu, milczenie - to droga donikąd. Teczki próbowano już zamknąć na cztery spusty. Straszono, że ujawnienie prawdy wyzwoli w nas największe demony. Zacznie się polowanie na czarownice i coś na kształt końca świata.

I co? To, że 20 lat po upadku komunizmu ciągle dyskutujemy o esbeckich archiwach. Gdyby sprawę rozwiązano 10 albo 15 lat temu, dziś mielibyśmy to z głowy. Dziś lustracja wzbudza tysiąc razy więcej emocji wśród publicystów niż wśród ich publiczności. Nie ukrywajmy - większość obywateli ma do teczek stosunek bliski obojętności. A świat, chwała Bogu, się nie kończy.

Poparcie DZIENNIKA dla lustracji nigdy nie oznaczało, że wrzucamy wszystkich tajnych współpracowników do jednego worka. Każdą sprawę należy rozpatrywać indywidualnie. Jednych szantażowano, innym grożono, jeszcze inni donosili dla pieniędzy albo dlatego, że wierzyli w komunizm. Niektórzy szkodzili, niektórzy szkodzili mniej, a inni lawirowali tak, żeby SB nie powiedzieć ani słowa. Trudno ferować wyroki, ale można chłodno opisywać zawarte w archiwach historie. Dając prawo do wypowiedzi tajnym współpracownikom, ich przyjaciołom i ich ofiarom.

Taki był tekst Tomasza Butkiewicza o profesorze Wolszczanie w DZIENNIKU. Reporter dokładnie przeanalizował opasłe teczki naukowca, rozmawiał z nim i z jego kolegami z uniwersytetu, próbował dotrzeć do esbeków. Wyszło na to, że Wolszczan podpisał zobowiązanie dobrowolnie i mówi o tym otwarcie: "Dla mnie tamta decyzja była warta tyle samo co rutynowe podpisywanie zobowiązań do wierności PRL przed wyjazdem za granicę". Brał od SB pieniądze i podarunki. Jednocześnie - co wynika z archiwów - dostarczał esbekom informacje bezwartościowe. Taka jest prawda, do której dotarł po tygodniach pracy dziennikarz. Oceny moralnej postępowania profesora Wolszczana musi dokonać każdy w swoim sumieniu. I taka jest linia naszej gazety w tej sprawie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj