Dziennik Gazeta Prawana logo

Oleksy: Wierzę w miłość, ale ona mija

28 stycznia 2009, 17:10
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Były premier Józef Oleksy w rozmowie z DZIENNIKIEM opowiada, jak trudno mężczyźnie pogodzić się z utratą władzy i wrócić na ziemię. I przyznaje: "Władza jest afrodyzjakiem, bez wątpienia".

: Widzę, że bardzo jest zafascynowany obecnym etapem swojego życia. Zarówno pieniędzmi, jakie dostawał w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju, jak i tymi które dostaje teraz, a które z pewnością są nieporównywalne z uposażeniem rządowym. Z tego wynika znaczny skok komfortu życia i możliwości finansowych. Ta fascynacja wyraźnie przebija z tego, co premier Marcinkiewicz mówi o sobie i o nowym etapie swojego życia. Utrwala się tym samym jego wizerunek jako polityka zdatnego wszędzie, ale też politycznie zmiennego. To sprawa elastyczności i filozofii życia. Być może jego poszukiwanie radości życia będzie dalej owocować różnymi formami.

Nie chcę przesądzać, ale z czasem przychodzi umiłowanie zbytku, chęć dorównywania innym. Wszystko zależy od tego, na ile jest się przygotowanym na nagły wzrost możliwości materialnych i na ile ma się do tego dystans, a na ile się w tym pławi. Żyjemy przecież w czasach rozpasanej konsumpcji, choć kryzys ją pewnie znacznie przytępi.

Nie, ale widziałem jego przykłady. Ja akurat nigdy nie cierpiałem na pragnienie wielkich pieniędzy. Nie żyję w biedzie, ale nie zazdrościłem tym, co mieli więcej. Mam umiarkowane potrzeby, które trzymam w ryzach. Nigdy nie miałem przecież takich dochodów, jakie ma dziś Marcinkiewicz.

Bez wątpienia. Ja akurat odchodziłem z funkcji premiera w dramatycznych okolicznościach, nieporównywalnych z nikim innym. Moje przeżycia były więc innego typu, bo deptano publicznie cały mój życiorys i dorobek. Premier Marcinkiewicz odchodził w wyniku układanek politycznych, ale wyczuwam, że musiał to źle przeżyć. To było odejście nagłe i przecież niezbyt uzasadnione. Potem miał perturbacje z prezydenturą Warszawy, której nie osiągnął. To wszystko na ambitnego polityka silnie działa i wywołuje frustracje różnego rodzaju: poczucie niespełnienia, pragnienie dopełnienia życiowego. Potem… potem wiele sytuacji normalnego życia przyrównuje się do tamtego okresu honorów i błyszczenia.

Brakuje. Może mnie nie tak bardzo brakowało błyszczenia, co publicznej obecności. Premierostwo to w końcu najwyższa wykonawcza władza w państwie. Nie chodzi nawet o fascynację samą władzą, ale o rolę publiczną. Kazimierz Marcinkiewicz wyraźnie ją polubił i wyraża to w oryginalnych formach. Być może te możliwości finansowe jakie zyskał rekompensują mu trochę tę stratę, ale też szuka form innej rekompensaty. Osobowość wyraźnie woła za utraconym prestiżem.

Pewnie wszystko razem. On jest wystarczająco młody, żeby źle znosić rozłąkę z rodziną. Ale jak sam twierdzi z żoną ta rozłąka trwała już dłużej. To są bardzo osobiste sprawy, ale rzeczywiście nie podoba mi się ich publiczny wymiar i epatowanie opinii publicznej sobą w sprawach bardzo intymnych. Nie potępiam tego, że ktoś się zakochuje i zmienia partnerkę, chociaż rozstawanie się z rodziną nie pasuje akurat do ideologii politycznej Kazimierza Marcinkiewicza. Pamiętam przecież zawzięte elegie ZChN na temat rodziny, małżeństwa, miłości, jedynej i wiernej. On to też głosił i firmował, a teraz pokazuje się niemalże w negliżu. Nie wiem, ile jest w tym chęci publicznego zaistnienia, ale wydaje się, że ta pokusa też jest silna. Dziś faktycznie kto nie jest medialny, ten nie istnieje. Marcinkiewicz odgrywa już w naszej rzeczywistości rolę celebryty, który nie tylko nie skrywa swoich miłosnych przeżyć, ale je eksponuje. Widać taka epoka.

Widziałem wiele przypadków, w których sprawowanie władzy wywoływało szczególną dozę samowyrozumiałości. Władza jest afrodyzjakiem, bez wątpienia. I na jej szczytach z pewnością działa triada wartości, które ogarniają całą osobowość człowieka: miłość, władza i pieniądze. Interakcje między tymi trzema żywiołami i ich siła oddziaływania na człowieka jest ewidentna.

Jak jest pomyślnie, to znaczy władza zapewnia zarówno harówę, jak i satysfakcję, to może stać się czynnikiem mocno zaspokajającym inne potrzeby. Jeżeli jednak władza frustruje, to być może trzeba się rzucić w wir innych doznań z tej triady.

Premier Marcinkiewicz w sposób niepraktykowany dotąd powszechnie objawia sekrety swojego życia osobistego. Badania pokazują, że większości ludzi to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, chcą jak najwięcej wiedzieć o prywatnym życiu polityków. Nie sądzę jednak, żeby sam Marcinkiewicz nastawiał się na karierę polityczną w Polsce. Jak przypuszczam mocno zasmakował w mirażach Brukseli czy Londynu. Nie wiem więc, co będzie dalej. Nikt nie wie, jak trwała okaże się jego nowa miłość. Wierzę w miłość, ale w takich historiach bywa ona niestety zjawiskiem przejściowym.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj