Przede wszystkim szkodzą samemu Marcinkiewiczowi. Nie było w historii Polski po 1989 r. premiera, który tak źle rozstawał się z rodakami. I nie chodzi tu o kwestie
obyczajowe, lecz pracę dla instytucji, która wręcz chwaliła się tym, że prowadziła działania na szkodę naszego kraju. Goldman Sachs zatrudniający Kazimierza Marcinkiewicza w takiej czy
innej roli zagrał na nosie polskiemu rządowi, polskiemu prezydentowi, polskiemu systemowi bankowemu, ludziom mającym kredyty. Zabójczymi dla Polski operacjami finansowymi obniżył siłę
nabywczą złotówki. Praca byłego premiera dla instytucji o tak marnej reputacji byłaby niewyobrażalna w jakimkolwiek kraju Europy. Choć jest normą kulturową w krajach postradzieckich o
słabych, nieukształtowanych instytucjach państwa.
>>>Marcinkiewicz - doradca, ale na niby
Naturalne jest wynajęcie dobrej agencji PR, która zarządziłaby sytuacją kryzysową. Przed ponad 10 laty najpoważniejsza agencja tego typu wycofała się jednak z polskiego rynku. Szefostwo
uznało, że nie jest to rynek zbyt głęboki, nie jest on zbyt rozwojowy. Wynajęcie agencji o najwyższej renomie w tej branży na świecie, przygotowanie na sytuację kryzysową, z jaką firma ma
dziś do czynienia, stanowiłoby dla zarządu Goldman Sachs wystarczający argument dla rady nadzorczej: mamy najlepszych na pokładzie, poradzimy sobie z każdym problemem, wyjdziemy i z tego. Tak
prostej odpowiedzi Goldman Sachs dziś jednak nie ma. Ale sytuacja jest do opanowania, także siłami polskimi, przy niezbędnym - z uwagi na skalę zagrożeń i skomplikowania projektu - wsparciu
specjalistów z zagranicy.
To nie jest największym problemem. Nikt nie podejmuje decyzji wartych kilkaset milionów euro na podstawie informacji pozyskanych z ogólnodostępnych i łatwych do zmanipulowania stron internetu.
Problemem jest zagranie na nosie polskiej klasie politycznej przez Goldman Sachs nieszczęsnym komunikatem o manipulacjach polską walutą. Nie dziwię się, że premier Donald Tusk nakazał
ministrowi skarbu Aleksandrowi Gradowi zaniechanie wszelkich kontaktów z Goldman Sachs do czasu wyjaśnienia tych żenujących zdarzeń. Spotkanie, do którego miało dojść w Londynie między
polskim ministrem skarbu a szefostwem tej firmy, byłoby wizerunkowym samobójstwem dla polskiego rządu. Samobójstwo Marcinkiewicza już się dokonało, jeszcze chwila, a podobny los spotkałby
Aleksandra Grada. Donald Tusk uratował ministra skarbu przed największą wpadką w jego życiu.
>>>Jak Goldman Sachs strzelił sobie w stopę
To elementarz skutecznego biznesu. Kazimierz Marcinkiewicz wraz ze swoją urokliwą partnerką na szczęście dla byłego premiera skupili uwagę na jakości ich poezji. Zostawili poważniejsze dla
siebie zagrożenia z boku. Z nimi musi się jednak uporać Goldman Sachs, o ile chce jeszcze być przyjmowany poważnie w Polsce. Stratę skutecznego w prowadzeniu po korytarzach władzy
"door keepera" jest w stanie przeżyć. Na odwojowanie złej reputacji będzie potrzebował o wiele więcej czasu.
*Eryk Mistewicz jest konsultantem politycznym, specjalistą public relations