Dziennikarze nie zawsze wszystko mogą napisać. Gdy dwa tygodnie temu objaśnialiśmy z Anną Wojciechowską powody szczególnie wielkiego ostatnio stresu Donalda Tuska, wspomnieliśmy tylko: .
Wiedzieliśmy, że ten zdawkowy opis nie wystarczy, że po kilku ciężkich operacjach, które przeszła, . Wiedzieli to wszyscy, którzy znali lepiej premiera, ministrowie, współpracownicy, prywatni znajomi. Gdybyśmy napisali bardziej otwarcie, może łatwiej byłoby zrozumieć, dlaczego szef rządu częściej niż zwykle się denerwuje, to znów popada w przygnębienie, i dlaczego tak mocno wyrywa się na weekendy do Gdańska. Ale przecież nie pisze się, że jest źle, gdy pozostaje choć odrobina nadziei.
>>> Zmarła matka Donalda Tuska
"Matka była i jest jak niebo. To trzeźwa i bardzo dzielna osoba. . Blond włosy, oczy niezapominajki, zgrabna figura. Podobna była do Romy Schneider" - tak opowiadał o swojej matce Donald Tusk w jednym z prasowych wywiadów.
Jego znajomi relacjonują zgodnie, że była dla obecnego szefa rządu . On sam zaskakująco szczerze zwierzał się autorom swojej biografii Andrzejowi Stankiewiczowi i Piotrowi Śmiłowiczowi, że w dzieciństwie (Tusk to rocznik 1957) mama chroniła go, ile mogła, przed surowym ojcem. Potem, po jego śmierci dyskretnie czuwała nad losem jego i jego starszej o dwa lata siostry Soni.
Nie przeszkadzała synowi we wczesnym usamodzielnieniu się - już podczas studiów historycznych dzielił czas między pełną ryzyka działalność w antykomunistycznej opozycję i wesołe życie towarzyskie, potem dość szybko się ożenił. Biegał na manifestacje, zarobkował w założonych przez opozycjonistów spółdzielniach, wydawał podziemne pisemka, wreszcie w latach 90. przeniósł się jedną nogą do Warszawy. A jednak wbrew zgiełkowi świata to ona, cicha, trochę wycofana, pozostała dla niego cały czas ważnym doradcą, do niej przychodził z wszystkim. ": porzucenie Unii Wolności, kolejne wybory, trudna decyzja, kłopot, . Mniej nawet chodziło o rozstrząsanie polityki, rozmawiali o niej mało, bardziej o ładowanie akumulatorów. Często go podtrzymywała na duchu, mówiła miłe rzeczy, zwracała mu po kobiecemu uwagę na drobiazgi. Potrzebował tego" - opowiada bliski współpracownik z kancelarii premiera.
"Jej taktowna tolerancja była dla niego przez całe życie najlepszą motywacją" - uważa dawny kolega Tuska z gdańskiej opozycji. "Nasi rodzice często nas przestrzegali, powstrzymywali, straszeni przez esbecję, ale nie mama Donalda" - dodaje inny towarzysz konspiracyjnej działalności poseł Antoni Mężydło. Sama Ewa Tusk pytana w jednym z niewielu wywiadów przez dziennikarzy "Dużego Formatu", czy , w czasach gdy wiązała się ona z zagrożeniem, odpowiedziała jak każda mądra matka: .
Była żywym dowodem na skromne pochodzenie obecnego szefa rządu. Przepracowała dziesiątki lat w gdańskiej Akademii Medycznej - jako . Jej matka pracowała tam wcześniej jako salowa. Od roku 1956 do czasów współczesnych mieszkała w , w domu z czerwonej cegły w centrum Gdańska, 400 metrów od pomnika stoczniowców. Ostatnio z drugim mężem, córką i wnuczką.
. Ale wyszła za mąż także za Polaka, a właściwie Kaszuba - Donalda Tuska seniora. Wcześniej jej ojciec, dawny piłkarz kolejarskiego. polskiego klubu Gedania Gdańsk, dokonał wbrew rodzinie żony twardego wyboru - wybrał pozostanie w Polsce zamiast emigracji.
Wreszcie , który z wiekiem coraz chętniej wracał do korzeni, siadając w wielopokoleniowym gronie krewnych przy biesiadnym stole. Ona miała przy tym stole poczesne miejsce. Z tym, że w ostatnim czasie to życie rodzinne zmieniło się w ciąg wypraw z mamą do lekarzy i do szpitali. - "Ani się nad tym nie rozwodził, ani nie ukrywał, traktował to jako naturalną część swego życia" - tak to opisuje współpracownik. Od kilku miesięcy podczas weekendów premier przesiadywał w sali szpitalnej także nocami.
Nie lubił, gdy jego rodzina była nagabywana przez dziennikarzy. A Ewa Tusk trzymała się z boku, tylko parę razy przerywając milczenie. Unikała politycznych komentarzy, ograniczając się do zrelacjonowania kilku trudnych chwil z własnego życia - spokojnie i bezpretensjonalnie.
Panie premierze, my dziennikarze DZIENNIKA, często pana kontrolerzy i krytycy, składamy panu wyrazy głębokiego współczucia.