Na polityce to się lepiej zna redaktor Karnowski.
Oczywiście nie, bo Lech Wałęsa od zawsze właściwie odwołuje się do świata wartości. Nie tylko nosi obraz Matki Bożej w klapie, ale też stale mówi, że ani Europa, ani świat sobie nie
poradzi odrzucając chrześcijański system wartości. W tym stwierdzeniu go absolutnie popieram. Trzeba wpływać na Europę, więc cieszę się, że został cżłonkiem europejskiej Rady Mędrców.
Bo jeśli on by się z tego wycofał, to tam nie miałby kto przypominać o korzeniach Europy. Ale gdy spotkałem pana Wałęsę po jego rzymskim występie na mityngu Libertas, powiedziałem :
"Wybaczy pan, panie prezydencie, ale dziwię się, że pan tam pojechał."
Powiedział, że różnym ludziom mówi o systemie wartości.
Nie bardzo.
O tym nie chciałem z nim mówić, więc nic nie wiem. Niech się tym zajmują dziennikarze.
Co rozumiemy pod pojęciem polityki, to pan wie najlepiej. Według Kościoła jest to troska o dobro wspólne. I to Lech Wałęsa często robił i do tego ma prawo. Ale jeśli zaczyna popierać w
sposób tak zdecydowany skrajną prawicę, która nie lubi zjednoczonej Europy, to już jest opowiadanie się polityczne.
Zdawać by się mogło niektórym, że sprawa Libertas i Wałęsy, to wyłącznie ich sprawa. Ale to nie prawda. Myślę, że Libertas nie pasuje ani do mentalności polskiej, ani do mentalności
europejskiej. Wydaje się, że dla dobra pana Wałęsy, który odegrał fantastyczną rolę historyczną, lepiej by było, gdyby powstrzymał się od bliskich kontaktów z takim ugrupowaniem jak
Libertas.
Myślę, że po Rzymie nie powinno być już Madrytu ani nic więcej. Można zrozumieć pana Wałęsę, że chciał, nie mieszając się w politykę prezentowaną przez Libertas, tylko przypomnieć
światu o podstawowcyh wartościach. Ale na Rzymie powinien był zakończyć. Kolejny wyjazd, do Hiszpanii, czy gdzie indziej, pod sztandarem Libertasu uważam za niekorzystny dla Wałęsy.
To wszystko jest o tyle zaskakujące, że dzieje się w chwili gdy Lech Wałęsa jest przypominany światu w 20. rocznicę Nobla, w 20. rocznicy odzyskania wolności. Idąc w kierunku Libertasu nie
tylko stawia wielki znak zapytania jeśli chodzi o jego poglądy, ale trochę burzy też myślenie swoich sympatyków o sobie. Bo Lech Wałęsa jest symbolem bezkrwawej walki z komunizmem, symbolem
zdecydowanej postawy gdy chodzi o miejsce Polski w Europie. A ten, kto stał się symbolem, ma obowiązek o tym pamiętać, że to co robi, inni oceniają.
Nie będę się odnosił do tej książki, bo uważam, że jest ona niedobra. Uderzanie w autorytet z pozycji jednak wyraźnie politycznych jest nie do zaakceptowania. Co do poglądu pana Giertycha -
nie sądzę, żeby Wałęsa tak myślał.
Pan Wałęsa sądzi, że nie potrzebuje doradców. A szkoda, bo nie chodzi o to, by doradcy mu doradzali, ale aby z nim dyskutowali. A ten, kto dyskutuje z doradcami łatwiej może sobie urobić
konkretny pogląd.
Mogło być jeszcze gorzej. Jestem wdzięczny Wałęsie, że się wycofał z zamiaru nieuczestniczenia w różnych wydarzeniach związanych z 20-leciem 4. czerwca. Za to, że przyszedł na spotkanie
na Uniwersytecie Gdańskim w którym uczestniczyłem. Byłem mu wdzięczny, bo to sygnał, że wycofał się z decyzji od uchylania się od uczestnictwa we wszelkich uroczystościach.
A niech będzie. Nikt nam nie zabierze Solidarności, która spowodowała zburzenie Muru Berlińskiego, a nie odwrotnie.
Dlatego to był błąd ze strony pana Wałęsy, który jednak nie powinien się mieszać do Libertasu.