, zwany w dawnych czasach po prostu "Kropą". I uważany wtedy za człowieka że do rany przyłóż i w ogóle głębokiej dobroci. Ale od tamtej pory coś się musiało stać ważnego, coś pęknąć, coś gruchnąć, że tak się radykalnie zmienił. Może niektórym źle robi prezydentura. Jakakolwiek. Może taki człowiek pod naciskiem wysokiego stanowiska z dobrze wychowanego faceta, tkliwego i opiekuńczego dla każdego bożego żyjątka na tym łez padole, zmienia się w pełnego agresji i nie tolerancyjnego osobnika płci męskiej.
I jak to z mężczyznami bywa, No, może on sam nie. Ale jego zachowanie. Aż się boję przytoczyć dokładnie słowa pana prezydenta Kropiwnickiego, żeby przez pomyłkę ktoś nieuważny mnie ich nie przypisał.
Więc zamykam oczy i powtarzam za prezydentem Łodzi . Jak to posłyszał strażnik miejski, nie wierzył własnym uszom. Uznał za niemożliwe, by tak ordynarne pytanie skierowane było do niego. Zaczął rozglądać się wokół, patrzeć za siebie. Ale ani z boku ani za plecami nikogo ani śladu. Pustka. Ten fakt przekierunkował myślenie strażnika na inne tory.
A może ta jakaś stała prezydencka przypadłość. Bo przecież Lech Kaczyński w czasach , gdy był jeszcze prezydentem też nie bawił się w językowe subtelności.
P.S. Nie chciałbym też być w Łodzi rzecznikiem biura prasowego urzędu miasta. Wmawiać dziennikarzom, że pan prezydent Kropiwnicki nie zna nawet wulgarnych słów.