Dziennik Gazeta Prawana logo

Durczok: Nie ma bezpartyjnych prezydentów

15 czerwca 2009, 16:27
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Durczok
Durczok/TVN
Nasi prezydenci mają wyraźne sympatie polityczne. Trudno jest im się odciąć od swojej politycznej przeszłości. Wydaje się jednak, że wolimy żyć w politycznej iluzji, że prezydent jest osobą ponadpartyjną - mówi DZIENNIKOWI Kamil Durczok, szef "Faktów" TVN.

Nie od dziś wiadomo, że od orzekania o prawomocności czegokolwiek w Polsce są sądy i Trybunał Konstytucyjny. Teoretycznie konstytucja jasno stanowi coś dokładnie odwrotnego niż to, co powiedział wicepremier Grzegorz Schetyna. A mianowicie - że przyszły prezydent będzie mógł zachować nie tylko swoją legitymację partyjną, ale i przewodnictwo. Na razie mamy zapis, według którego prezydent nie powinien pełnić innych funkcji publicznych poza sprawowaniem prezydentury.

Pojawia się jednak pytanie, czym jest funkcja publiczna, bo nie mamy jednoznacznej definicji. Wątpliwości mają prawnicy i konstytucjonaliści. Wniosek z tego prosty: wicepremier powinien wypowiadać mniej kategoryczne sądy na ten temat.

Do tej pory . Tak jak Lech Wałęsa był reprezentantem "Solidarności", a prezydenta Kwaśniewskiego wysunął na najwyższy urząd SLD. W drugiej turze wyborów w 2000 roku jasne było, że startuje on jako polityk lewicy. Prezydenci Polski to osoby, które nie biorą się z politycznej próżni, ale zawsze z konkretnych partii politycznych. Są też przykłady na to, że tzw. kandydaci ponadpartyjni nie zdobywają w wyborach liczącego się wyniku. W tym konkretnym sensie Grzegorz Schetyna opisuje sedno problemu i ma rację. Kolejni prezydenci w Polsce nie są ponadpartyjni. Ale jedną sprawą jest mechanizm, który prowadzi ich do urzędu, a czym innym już sam urząd prezydenta.

Nasi prezydenci mają wyraźne sympatie polityczne. Trudno jest im się odciąć od swojej politycznej przeszłości. Jedynie Aleksander Kwaśniewski regularnie wchodził w spory z własnym środowiskiem. Co więcej, najostrzejszy konflikt miał z Leszkiem Millerem - ze swoim politycznym współpracownikiem, a wcześniej partyjnym kolegą. W tym sensie prezydentura Lecha Kaczyńskiego jest przełomowa. Aktualny prezydent już nie kryje, że przede wszystkim jest prezydentem Prawa i Sprawiedliwości. Nie ma też szansy, by otwarcie wyraził inną opinię niż PiS. Być może ? . A prawdę mówiąc nic by się przecież nie zmieniło.

Ludzie nie zagłosują na prezydenta - szefa partii. Najwięcej straciłby na tym Donald Tusk. Poza tym, jeśli Platforma uzasadnia, że tylko podąży drogą utartą przez PiS, to niech ryzykuje. Nikt nie będzie mógł im przecież zarzucić, że robi to, czego nie praktykowali ich poprzednicy. Przypomnę tylko, że Wyborcy natomiast mogliby powiedzieć, że nie to im obiecano i pomysł prezydenta - szefa partii obróciłby się przeciwko Platformie.

Ciekawe, czy Schetynie to wszystko się tylko wymsknęło, czy konsekwentnie będzie on brnął w ten temat? Być może jest to tylko element strategii, nietypowy sposób zorientowania się, czy takie połączenie funkcji mogłoby przynieść premierowi Tuskowi i Platformie większe poparcie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj