PIOTR GURSZTYN: Wygląda na to, że urządził pan Polakom wielkie zawracanie głowy swoim Stronnictwem Demokratycznym. Na początku roku zapowiedział pan wielkie halo, a nic do tej pory się nie wydarzyło.
PAWEŁ PISKORSKI*: Wszystko jest tak, jak zaplanowano. Świadomie podjęliśmy decyzję o niestartowaniu w wyborach europejskich. Nie byliśmy do nich przygotowani, więc nie było sensu marnować głosów Polaków. Do połowy wakacji uporządkujemy sprawy wewnętrzne, po wakacjach przedstawimy propozycje programowe, w początku przyszłego roku przygotowania do wyborów samorządowych i prezydenckich. Do nich będziemy przygotowani.

Reklama

Słowa „byliśmy nieprzygotowani do wyborów” brzmią jak przyznanie się do porażki. Inne małe ugrupowania przegrały, ale przynajmniej walczyły.
To jest raczej objaw naszego rozsądku. Gwarantuję zarówno członkom SD, jak i tym, którzy rozważają oddanie na nas głosu, że będziemy gotowi do następnych wyborów.

Czy to nie była zmarnowana okazja? Choćby po to, by się pokazać? Pan był eurodeputowanym, więc naturalne byłoby dalsze zainteresowanie sprawami unijnymi. Wspomnę też słowa Jarosława Sellina. Powiedział, że błędem Polski XXI było niestartowanie, bo przykład Marka Jurka pokazał, że bez struktur i pieniędzy można było zdobyć sporo głosów.
Sellin ma prawo sądzić, że popełnił błąd, a ja uważam, że nie popełniłem. Nie mogłem startować w wyborach europejskich, bo byłbym nieuczciwy w stosunku do mojej deklaracji, którą wygłosiłem na kongresie SD. Poza tym byłoby to nierozsądne, bo z Brukseli nie da się stworzyć projektu politycznego. Wiem, jaka jest tam intensywność pracy. Zaś osiem osób z SD kandydowało z list Porozumienia dla Przyszłości.

Więc co pan robi jako polityk? Udział w kongresie rzemiosła nie jest epokowym wydarzeniem.
To nie tak mało. Rada naczelna SD uchwałą zamknęła sprawy formalne. Dzięki temu możemy uporządkować nasze sprawy materialne i finansowe, tak by PKW mogła przyjmować nasze sprawozdania. Wiele środowisk chce z nami współpracować. Np. podpisaliśmy umowę o współpracy z Federacją Związków Branżowych Producentów Rolnych. To gigantyczna organizacja, druga po kółkach rolniczych, zrzeszająca podmioty, które na wsi prezentują nasz sposób myślenia o rolnictwie.

I porzucili dla was PSL?
Oni nie odnajdują partnera w PSL, które chce bronić najmniejszych gospodarstw i traktuje rolnictwo jako działalność socjalną państwa. A my chcemy traktować je jako działalność gospodarczą. Z wieloma takimi organizacjami zacieśniamy współpracę, co będzie widać jesienią. Wtedy będziemy pokazywać twarze – kto z nami, kto pisze program dla Stronnictwa, kto będzie się wypowiadał.

Więc zapytam o twarz wszystkich twarzy SD. Co z Andrzejem Olechowskim?
Sądzę, że byłby świetnym prezydentem. W odróżnieniu od Tuska i Kaczyńskiego, którzy są kłócącymi się liderami partii politycznych, Olechowski reprezentuje sposób podejścia, który sam nazwał „dziekanem klasy politycznej”. Czyli osoby zdolnej do wzniesienia się ponad podziały partyjne, mediowania i rozstrzygania sporów. Jeśli Olechowski się zdecyduje, to nie sądzę, by jego decyzja mogła zapaść wcześniej niż na początku przyszłego roku. Bardzo gorąco byśmy go wspierali. On ma nadal olbrzymi potencjał polityczny.

Mam wrażenie, że on jest dla was takim samym mirażem, jakim był dla lewicy Cimoszewicz.Mam inne wrażenie.

Pana wrażenie opiera się na nadziei czy wiedzy?
W „Mistrzu i Małgorzacie” powiedziano, że nie jesteśmy w stanie zaplanować tego, co będziemy robić dziś wieczorem.

Podobno liczy pan, że udział Olechowskiego w wyborach prezydenckich ma Stronnictwu zbudować pozycję i w następnych wyborach parlamentarnych przynieść 15 proc. głosów i 50 miejsc w Sejmie?
Wybory prezydenckie odpowiedzą, czy polska scena polityczna będzie zamknięta, czy otwarta. Jeśli potwierdzi się miażdżąca przewaga Platformy, która w następnych po prezydenckich wyborach może też zdobyć 60 – 70 proc. mandatów w Sejmie – bo obecny sposób liczenia głosów daje PO taką przewagę przy obecnym 40-proc. poparciu – jeśli zostanie małe, zepchnięte do defensywy PiS i śladowe, na granicy progu wyborczego, SLD i PSL, to wszystko oznacza zabetonowanie polskiej sceny politycznej. To bardzo źle, bo konkurencja – niezależnie czy prawicowa, czy lewicowa – zmusza do aktywności intelektualnej. I rządzących, i opozycję, każdy wtedy musi się starać. Mam wrażenie, że dzisiaj polityka PO polega na odcinaniu kuponów od tego, że jest główną zaporą przed powrotem PiS. Dlatego powinniśmy startować w wyborach prezydenckich, by nasz kandydat otworzył scenę polityczną. A potem na tej fali uczestniczyć w wyborach parlamentarnych. To nic nagannego, tak zresztą powstała PO. Platforma, o czym Donald Tusk bardzo chce dziś zapomnieć, powstała na bazie wyniku Olechowskiego z 2000 r.

Co będzie, gdy Olechowski wam odmówi?
On ma do podjęcia ważne decyzje. Pierwsza, gdzie ulokować swoją aktywność polityczną, a druga, w jaki sposób ją realizować. Dziś gdy go oglądam i słucham w mediach, to widzę, że jest coraz bardziej krytyczny wobec PO.

Wspomniał pan o rosnącej potędze PO. Ale mówił pan też o wewnętrznych podziałach w tej partii. Czy inne ugrupowania mogą opierać na tym swoje kalkulacje?
Balon PO bardzo rośnie. Teraz gdy dowiaduję się, kto ostatnio przystąpił do PO, to włosy mi się jeżą. Odnajduję tam ludzi, którzy nigdy nie mieli nic wspólnego z ideami PO. To klasyczna partia władzy, ale w sensie poglądów to AWS w porównaniu z dzisiejszą Platformą był zintegrowanym ideowo ugrupowaniem. Dzisiejsza PO to balon, opiera się na silnej osobowości Tuska i jego zdolności zabiegania o przychylność opinii publicznej. Ale nie ma podstaw ideowych ani podstawy w postaci realnego kierownictwa, które po ewentualnym odejściu Tuska może sprawić, że partia przetrwa. PO w tym momencie zacznie się sypać, bo odezwą się partykularyzmy. Przeciąganie liny o przywództwo już się zaczęło. Czy Grzegorz Schetyna, czy ktoś inny? Będzie problemem, kto po Tusku ma być premierem. Jeśli Tusk przegra wybory prezydenckie, to też będzie problem, bo się okaże, że jako „looser” nie może kontynuować swej misji.

Pamiętam program w TVN 24, gdy PO wysłała Janusza Palikota, by się tam z panem boksował. A skończyło się prawie pieszczotami.
Nie, mam wrażenie, że Palikot bardzo się starał zrobić mi jakąś krzywdę. Prawdą zaś jest to, że Palikot w kolejnym programie powiedział, że nie przyjdzie do SD, ponieważ uważa Tuska za genialnego wodza. Więc mu odpowiedziałem, że coś niedobrego się z nim dzieje, bo to pean nie z tej epoki, źle świadczący o samodzielności jego myślenia.

Palikotowi jest blisko do Olechowskiego.
Z tego, co wiem, Palikot ma dwóch dobrych politycznych znajomych. Jeden to Olechowski, a drugi Bronisław Komorowski.

Pan też dobrze żyje z Komorowskim.
Tak, ale nie mam kontaktu. Bronku! Zapewniam, że nie przysporzę ci żadnego kłopotu w oczach Donalda! Ale tak, Komorowskiego lubię i szanuję.

Czyli da się budować na takich powiązaniach różne kalkulacje polityczne.
Kluczowa w Polsce kalkulacja jest taka: Tusk i częściowo Kaczyński są zainteresowani tym, by te dwie partie zdominowały scenę polityczną. Uważam, że to zły, demoralizujący scenariusz i zrobię wszystko, by wybudować ugrupowanie centrowe skutecznie zabiegające o głosy ludzi zawiedzionych.

Nie szuka pan sojuszników z innej strony?
Bardzo bym chciał, by politycy centrowi skupili się w jednym miejscu, i by było to SD. Wyciągam obie ręce.

Do Dariusza Rosatiego?
Oczywiście.

Do Marka Borowskiego?
Też. Jeśli zechce.

Partia Demokratyczna?
Absolutnie tak. Uważam, że nie ma sensu byśmy byli w różnych inicjatywach politycznych.

Józef Pinior już do pana przyszedł.
To nie tak. Zadeklarował, że jeśli będzie się wiązał z jakąś inicjatywą polityczną, to z SD i Pawłem Piskorskim. Przyjąłem to z wielką radością.

Co z legendarnym majątkiem Stronnictwa? Kamienicami w centrach miast?
W ostatnią sobotę rada naczelna podjęła decydującą uchwałę o uporządkowaniu spraw finansowych, w tym sprzedaży majątku. Zdajemy sobie sprawę, że będzie to komentowane i może być przedmiotem ataku przeciwników, więc będziemy robić to maksymalnie transparentnie. Dziennikarze będą mogli obserwować procedurę. Jedynym kryterium sprzedaży będzie cena. Niedługo ukażą się ogłoszenia w tej sprawie.

W kryzysie ceny nieruchomości spadają. Czyli kilkadziesiąt milionów złotych mniej na kampanię wyborczą.
Nie sprzedamy poniżej wartości. Ale niewątpliwie wolałbym, by to było sprzedawane trzy lata temu.

*Paweł Piskorski, były polityk PO, przewodniczący Stronnictwa Demokratycznego