Zastanawiam się, komu zależy na likwidacji, marginalizacji, deprecjonowaniu mediów publicznych? , których głównym celem nie jest szybkie zarabianie szmalu, ale wszechstronna informacja, edukacja, wyjaśnianie złożoności tego świata, przedstawianie konsekwencji różnych wyborów, produkcja programów dla dzieci, filmów dokumentalnych, programów kultury wyższej i wartościowej rozrywki, propagowanie tychże, aktualizowanie historii i tradycji narodowej, tradycji europejskiej, pobudzanie inicjatyw społecznych, obywatelskich itd., itp.
Twierdzenie, że wszystkie te zadania wypełniają media komercyjne z TVN 24 na czele, świadczy bądź o naiwności, bądź o złej woli i niezrozumieniu, na czym polega społeczna edukacja i
sposób funkcjonowania mediów we współczesnym świecie.
, że Polska obejdzie się bez niej, że wystarczą telenowele, tańce z gwiazdami,
amerykańskie filmy klasy B z lektorem, muppet show z Nelly Rokitą, Kurskim, Palikotem czy Cymańskim (ulubieni goście TVN 24) i transmisje sportowe. Kto im wmówił, że ludzie kultury, w tym
kilkaset wybitnych osób, które podpisały list otwarty w sprawie mediów publicznych, to banda darmozjadów, harpaśnych lobbystów, którzy w nosie mają dobro społeczne, chodzi im bowiem
wyłącznie o własne kabzy i posady, i wakacje na Majorce.
Piszę te oczywiste oczywistości, ponieważ śledząc aktualną debatę wokół dogorywających za sprawą polityków mediów publicznych, Widać z tego wywiadu, że Platforma zabetonowała się w uporze, że idzie w zaparte, że jej politycy nie chcą się dać przekonać i gotowi są stąpać po gruzach, byle tylko osiągnąć szczytny cel: zniszczyć w Polsce możliwości istnienia silnych mediów publicznych. Czy powodem tej determinacji jest brak wrażliwości na społeczne skutki zaniedbań w sferze kultury i edukacji, czy doktrynalny liberalizm rynkowy, czy jeszcze coś innego, skutek jest jeden: pani poseł otwarcie przyznaje, że los, rozwój, siła mediów publicznych jej kompletnie nie obchodzą, a czyni to w tak aroganckiej i pełnej pogardy formie, że przypominają mi się odlegle czasy komuny.
– choć widać gołym okiem, że zapowiedź jego likwidacji była przedwczesna i że nie
ma pomysłu na inne finansowanie misji – bo to była nasza obietnica wyborcza (jakby inne obietnice wyborcze Platforma spełniała!), ekspertów słuchamy tylko wtedy, kiedy mają takie
samo zdanie jak my, mamy prawo robić, co chcemy, bo mamy władzę. A ci, co mają zdanie przeciwne, mówią o kulturze narodowej i lobbują za publicznymi mediami, mają w tym swój mały
interesik.
Dostaje się więc intelektualistom, twórcom, dziennikarzom, nauczycielom, którzy głośno wołają, by te media zmienić, zreformować, przeorganizować, ulepszyć, odchudzić, naprawić
zarządzanie nimi i zasady ich funkcjonowania, uniezależnić je od polityków, ale nie niszczyć, nie likwidować! Nie przyszło pani poseł do głowy, że nam wszystkim może chodzić o coś
więcej niż o własne kariery i honoraria? Że może nam chodzić o widzów, o ludzi, o nasze dzieci i wnuki? O rozwój narodowego IQ? O forum publiczne do wymiany wartości i poglądów?
A j Jakby nie udowodnił tego upolitycznienia przed kilku dniami premier Tusk, jednym ruchem odbierając mediom publicznym jakiekolwiek gwarancje stałego finansowania! Pokazał jak na dłoni, na czym ma polegać finansowanie mediów publicznych według nowej recepty polityków: koniunkturalny interes partyjny czy polityczny może je błyskawicznie zakneblować, jeśli taka będzie potrzeba czy wola rządzących. Kto więc jest tu łgarzem, pani poseł, i kto ściemnia?
Trudno bez emocji mówić o logice, jaką wobec mediów uprawiają kolejne ekipy rządzące wolnej Polski: najpierw skorumpujemy je, obsadzimy w nich naszych ludzi, niekompetentnych i serwilistycznych. Potem, kiedy kolejna władza wyrzuci naszych politruków i nasadzi swoich, będziemy ubolewać, że media są źle zarządzane i nie wypełniają swej społecznej misji. A jak niby miałyby ją wypełniać, skoro na życzenie kolejnych ekip na ich czele stoją najczęściej ludzie mający słabe pojęcie o zarządzaniu, radiu, telewizji, kulturze, ludzie bez wiedzy, odwagi, wizji, za to kompletnie pozbawieni skrupułów, by tym dobrem publicznym manipulować, łupić i wykorzystywać dla politycznych celów swych mocodawców?
i że po co nam takie media, jak gdyby to nie my sami, to znaczy politycy, posłowie i senatorowie kolejnych kadencji, byli odpowiedzialni za ich degrengoladę.
I zamiast opracować i uchwalić ustawę, która te aberracje raz na zawsze uniemożliwi, która odpolityczni media, wprowadzi prawdziwą kontrolę społeczną, ustali kryteria misyjności, zamiast wprowadzić sprawne mechanizmy zarządzania wspólnym dobrem Polaków, robi się wszystko, by to dobro najpierw zdekapitalizować, zdezorganizować, a potem całkiem zniszczyć, używając przy tym najbardziej populistycznych i demagogicznych opozycji: kultura wyższa albo głodne dzieci, edukacja na europejskim poziomie albo upadek szpitali.
A może by tak inaczej, pani poseł? A może jednak jest tak, że wyższa kultura, nauka, edukacja, czytelnictwo mogą grać ważną rolę w zwalczaniu głodu, wykluczenia, analfabetyzmu i pomóc
nam lepiej radzić sobie również z kryzysami służby zdrowia?
Może zamiast puszyć się, że ma się władzę i można z nią zrobić, co się żywnie spodoba, lepiej by było przypomnieć sobie, że ma się przede wszystkim odpowiedzialność?