Ja akurat nigdy nie słyszałem, że jestem na liście do zdymisjonowania przez premiera. Nigdy przez 14 miesięcy swojej działalności nie spadłem poniżej piątego
miejsca w rankingach ministrów, które przeprowadzały czasem media. Nigdy też nie czytałem o sobie w prasie, że jestem do zdymisjonowania.
Owszem.
Ale dymisja nie ma często nic wspólnego z tym, czy ktoś jest słaby, czy nie. Polityka to nie jest zajęcie dla mięczaków. Można być zdymisjonowanym politycznie, a nie merytorycznie. Pragnę
przypomnieć, jaki był wtedy atak medialny, że to już trzecie samobójstwo w sprawie o zabójstwo Krzysztofa Olewnika. Nikt się wdawał w merytoryczne rozważania, które z tych samobójstw było
naprawdę ważne dla sprawy. Mam satysfakcję, że nie wykazano, bym to ja za to odpowiadał. Premier uznał jednak, że powinna wchodzić w grę odpowiedzialność polityczna.
Czasem jednak jest takie przesilenie, że lepiej, żeby ktoś zrezygnował, niż żeby pastwiono się przez parę dni nad całym rządem.
Sądzę, że pozostanie. Znam mechanizmy, które prowadzą do wprowadzenia inwestora zagranicznego i wiem, że nawet bardzo się starając, nie można zmusić inwestora do wyłożenia pieniędzy.
Ja z tą wypowiedzią premiera dotyczącą daty 31 sierpnia nie zgadzam się. Minister naprawdę może stawać na głowie i tak w określonych warunkach nie osiągnie efektu. Wiem, jak wygląda
przemysł stoczniowy. W końcu trzeba powiedzieć dość wpompowywaniu tam pieniędzy bez efektu, a dziś niestety nie ma kolejki chętnych na stocznie.
Trzeba by zapytać premiera o motywacje. Oczywiście nie jest tak, że premier wychodzi na konferencję prasową nieprzygotowany. Ale jak każdemu mogą mu się zdarzyć wypowiedzi, które później
trzeba łagodzić.
To już naprawdę nie pytanie do mnie. Ktoś mi kiedyś powiedział: nigdy nie mówi pan więcej, niż chciałby pan powiedzieć. W związku z tym będę się trzymał tej zasady. Nie spekuluje.
Trzeba by zapytać premiera.
Trudno mówić, czy niepoważnie. Ale czasami warto przeczekać te ataki medialne i nie wypowiadać się w sposób tak kategoryczny. Często rzeczy, które z punktu widzenia oglądu opinii publicznej
wydają się proste, prostymi nie są. Takie wypowiedzi premiera na pewno mobilizują. Sam pamiętam, że jak premier mówił, że się nie zawaha przed dymisją, to wszyscy prężyli się w fotelach
i zastanawiali kogo ta wypowiedź dotyczy. Ale przesada w żadną stronę nie jest dobra. Czasami oczywiście żałuje moich kolegów z rządu, bo uważam, że nie zasługują na te słowa krytyki.
Jeżeli ktoś jest przekonany wewnętrznie, że nie zasługuje na dymisję, może czuć się skrzywdzony takimi wypowiedziami premiera. Jeśli chodzi o ministra Grada, wiem, jak trudne jest to
zadanie i nie winiłbym go za to, że nie ma inwestora. Pamiętajmy, że premier jest pod naciskiem stoczniowców, mediów, oczekiwań społecznych i może też być czasem poirytowany.
Nie o to chodzi. Ministrowie nie powinni czuć się graczami politycznymi, walczyć o punkty polityczne dla siebie. Ja tak przynajmniej podchodziłem do swojego urzędowania.
To jest zupełnie normalne, że na pierwszej linii frontu są ministrowie. Minister chce czy nie, jest zderzakiem. Zawsze tak było, jest i będzie.
... To go zmieniał. Albo dawał mu ostrzeżenie.
Ale jest wiele sukcesów ministrów. Pytanie jest takie, czy zmiana zawsze jest lepszym rozwiązaniem.
Rekonstrukcje bardzo źle działają na sprawność rządu. Powodują wiele negatywnych konsekwencji. Nie jest tak, że można wziąć innego ministra i od jutro wszystko będzie funkcjonowało trzy
razy lepiej. Są też doświadczenia z rządów PiS, kiedy całą masę ministrów wymieniano.
Bo taka wymiana to często zatrzymanie pracy resortu na trzy miesiące.
Ale nie wiem, czy premier uważa ministra Grabarczyka za nieudolnego. Ja tak nie uważam. Tak jak też sądzę, że np. minister Klich jest dobrym ministrem.
Powiedziałem, że wymiana ministra nie jest receptą na całe zło.
To już trzeba pytać pana premiera. Pan premier ma swoją wizje rządzenia. Mnie się z nim bardzo dobrze pracowało.
*Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości