Dziennik Gazeta Prawana logo

"Nie ma lewicy, są postkomuniści"

12 października 2007, 13:27
Ten tekst przeczytasz w 18 minut
Dokument porozumienia wyborczego SLD-SdPl-UP-PD, postrzegany jako porozumienie lewicy, budzi zdumienie. Wynika z niego, że całe nieszczęście, jakie się Polsce przydarzyło, związane jest z PiS.

Co więcej, Janusz Onyszkiewicz jakby chciał potwierdzić najdalej idące oskarżenia prawicy mówi, że jego środowisko zawsze było razem z postkomunistami. Twierdzi, że podział historyczny nie ma żadnego znaczenia. Liczy się stosunek do transformacji. Postkomuniści zostali tym samym zaproszeni do salonu, choć w tym salonie honory domu czyni panna bez posagu.

Lewica, czyli co?

By w tym tekście uniknąć nieporozumień trzeba najpierw odpowiedzieć na pytanie: lewica, czyli co? Przyjmuję, że lewica ma trzy niezbywalne cechy: dąży do ograniczenia nierówności i szuka szansy na rozwój we współdziałaniu ludzi, chce demokracji, w której ludzie nie tylko korzystają z osobistych wolności, ale też zbiorowo decydują o swoich losach, chroni suwerenność państwa, bo jest ono niezastępowalnym instrumentem osiągania celów wcześniej wymienionych. Lewica opowiada się też przeciw wszelkiej dyskryminacji (z powodu religii, płci, pochodzenia etnicznego, orientacji seksualne itp.), ale pod tym względem nurt lewicowy nie różni się od nurtu liberalnego.

Po wielkim sukcesie w roku 2005 partii prawicowych budowa lewicy w Polsce stała się szczególnie ważna. Możliwe były teoretycznie dwie drogi: „zaczynanie od początku i przekształcenie w lewicę środowisk postkomunistycznych: SLD, SdPl i UP, która w okresie współrządzenia podporządkowała się SLD. Ludzie lewicy także niżej podpisany stanęli przed dylematem. Zaczynanie od początku wobec dość szczelnego zamknięcia sceny politycznej (organizacja, pieniądze, media) nie mogło być oceniane optymistycznie. Dołączenie do obiecujących odnowę SLD i SdPl zakładało przyjęcie optymistycznych założeń co do ewolucji środowiska postkomunistycznego: wymuszało tryumf nadziei nad doświadczeniem.

Jeszcze kilka miesięcy przed wyborami 2005 „spiskowałem z grupą przyjaciół i znajomych (większość podobnie jak ja odeszła z Unii Pracy, gdy ta skierowała się w 1998 roku w objęcia Sojuszu). Wyprodukowaliśmy duży dokument programowy, trochę różnych oświadczeń, przygotowaliśmy statut dla partii o nazwie Forum Pracy Polskiej, a nawet zebraliśmy wymagane do rejestracji podpisy. Jednak muszę przyznać, że nie było nas wielu, a próby zainteresowania naszą inicjatywą opinii publicznej przyniosły mizerny rezultat. I właśnie wtedy ówczesne kierownictwo UP zwróciło się do mnie i kolegów, by wrócić do partii. Choć nie wszyscy i po wahaniach, zdecydowaliśmy się na ten krok. Kongres nieomal jednomyślnie wybrał mnie na przewodniczącego Rady Politycznej (o szerokich kompetencjach), kilku moich przyjaciół do Rady Krajowej. Kongres przyjął też uchwałę zawierającą uznanie błędów, deklarującą powrót do autentycznej lewicowej tożsamości i niezależność od SLD.

„Konstytucja lewicy

Przyznam, uwierzyłem, że przynajmniej UP podejmie próbę odbudowy swojej tożsamości, ale wiedziałem, że rozstrzygające znaczenie będzie miała ewolucja SLD. Tam zresztą w szoku przed- i powyborczym dokonywały się zmiany budzące nadzieję. Pojawili się młodzi liderzy, a przede wszystkim wydawało się, że działacze zrozumieli, iż postkomunistyczna struktura nie daje już szans. Szybko się jednak okazało, że ten kierunek przemian zarówno w SLD, jak i UP nie jest trwały. Stare wracało. W SLD wypróbowani towarzysze odzyskiwali pole, wyprodukowano „konstytucję lewicy: całkowicie wolną od rachunku sumienia i ociekającą ogólnikami.

Ministrowie Millera szczególnie Szmajdziński i Kalisz bez jakiejkolwiek żenady piętnowali antydemokratyczne praktyki PiS. Każdy, kto ich słuchał, musiał odnosić wrażenie, że „dobrze już było kiedy oni rządzili. Unia Pracy okazała się strukturą prawie nieistniejącą, a działacze tacy jak była wiceminister zdrowia (Ewa Kralkowska) czy były kierownik Urzędu ds. Kombatantów (Jan Turski) skutecznie nawoływali do zacieśniania więzi z Sojuszem (i poparcia Marka Borowskiego w Warszawie), choć SLD, a tym bardziej SdPl oganiały się od UP. Z pierwszego podejścia do porozumienia wyborczego SLD SdPl PD została wyeliminowana Unia Pracy: o ile wiem, ze względu na stanowisko Borowskiego. Została dokooptowana dopiero ostatnio pewnie dlatego, że PD zaczęła się rozpadać.

Nielewicowy SLD

Trudno dziś mieć jakiekolwiek złudzenia co do przebudowy środowiska postkomunistycznego w jakąś mniej więcej autentyczną lewicę. Zupełnie nie mogę więc pojąć, na czym opiera swoją ocenę Józef Pinior, który napisał w „Dzienniku (31.08.2006 r.), że do odrodzenia lewicy przyczyni się również lewica postpezetpeerowska, która ma za sobą rzeczywistą ewolucję socjaldemokratyczną. Pinior nie może nie wiedzieć, co dzieje się z Sojuszem, który jest przecież dzisiaj dalej od lewicy niż był kiedykolwiek. Zresztą, mając jako szefa swojej partii Borowskiego, a jako kolegę eurodeputowanego Rosatiego, chyba wie, że jest w partii liberalnej. Zamiast robić dobrą minę do złej gry, należy się zastanowić, dlaczego mimo klęski obozu postkomunistycznego zasadnicze zmiany tam nie zachodzą. Widzę cztery tego powody: nadal wielką siłę starego pezetpeerowskiego aparatu, słabość i nieautentyczność młodych działaczy, politykę obecnie rządzących stwarzającą nadzieję (uzasadnioną), że za 2 3 lata nawet niezmieniony SLD będzie dla wyborców mniejszym złem, i koło ratunkowe, jakie Sojuszowi bez stawiania jakichkolwiek warunków rzuciła PD.

„Młodzi Sojuszu Olejniczak, Napieralski okazali się nie młodymi przywódcami, ale ludźmi postkomunistycznego aparatu. Nie mają kwalifikacji przywódczych, nie widać, by mieli jakikolwiek pomysł na lewicową politykę. „Rzeczpospolita niedawno ujawniła finansowe nadużycia Olejniczaka. Nie słychać, by partia go rozliczała, ale można spokojnie przyjąć, że „towarzysze wiedzą.

Rządzące PiS pomijam tu kwestie pryncypialne, które różnią mnie od partii narodowo-konserwatywnej dostarcza coraz więcej powodów, by zbrzydzić się wyborcom. Niedopuszczalne oskarżenia Macierewicza, wyczyny Giertycha itd. wszystko to nieuchronnie idzie na konto PiS.

Ale szczególne znaczenie ma koło ratunkowe Partii Demokratycznej. Przecierałem oczy, czytając dokument porozumienia wyborczego, pod którym podpisał się Janusz Onyszkiewicz (a popiera je Jan Lityński!), a w którym całe nieszczęście, jakie się Polsce przydarzyło, związane jest z PiS. Żadnej krytyki rządów SLD, żadnych warunków na przyszłość. Co więcej, Onyszkiewicz jakby chciał potwierdzić najdalej idące oskarżenia prawicy mówi, że jego środowisko zawsze było razem z postkomunistami: przy Okrągłym Stole, uchwalając konstytucję, wprowadzając Polskę do Unii. I mówi, że podział historyczny nie ma żadnego znaczenia. Liczy się stosunek do transformacji, ujmując rzecz nieco trywialnie do Balcerowicza. Cóż, coś jest na rzeczy. W każdym razie akces PD choć jego znaczenie praktyczne będzie pewnie niewielkie to świadectwo moralności dla środowiska postkomunistycznego. To jeszcze jeden powód, dla którego to środowisko nie musi się zmieniać. Wszak dostali zaproszenie do salonu do Onyszkiewicza. W zamian mają dostarczyć trochę miejsc w samorządach.

***

Dziś już wiem, że wracając do UP, dałem dowód naiwności. Opuszczam tę firmę, by się więcej wstydu nie najeść. Budowa potrzebnej Polsce lewicy pozostaje wyzwaniem. Trzeba to robić mniej więcej „od początku. Czas jest i zły (mała skłonność ludzi do angażowania się w przedsięwzięcia ryzykowne), i dobry (wielu ludzi jeszcze nie zapomniało rządów Sojuszu i już doświadcza rządów PiS). Ale tego czasu jest na pewno mało. Próbę trzeba podjąć, ale rezultat niełatwo przewidzieć.

Ryszard Bugaj, polityk, ekonomista. Przed 1989 r. działacz KSS KOR, internowany w 1981 r.; poseł na Sejm z ramienia OKP. W 1991 r. współzałożyciel Unii Pracy, z kórej wystąpił siedem lat później. Wiosną 2006 r. powrócił do Unii Pracy; obecnie znów z niej wystąpił

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj