Dziennik Gazeta Prawana logo

"Na Węgrzech zaatakowały nieduże grupy lumpów"

12 października 2007, 13:35
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
W Budapeszcie zaatakowały nieduże grupy radykałów i lumpów - mówi węgierski socjolog Pál Tamás w rozmowie z DZIENNIKIEM.
Tomasz Pompowski: Jakie będą Węgry po masowych protestach?
Pál Tamás*: Jakich masowych? Trzy tysiące w Budapeszcie, po dwa tysiące w sześciu innych miastach na prowincji to jest masa?! W dodatku są to jedynie grupki radykałów i lumpów. Ci w stolicy zaatakowali tylko jeden obiekt.

Dlaczego ludzie protestują?
Nazwałbym to nie protestem, tylko aktami przemocy. Obecnie jesteśmy na etapie określania ram dialogu między opozycją i rządem. Nasza lewica jest podobnie skłócona z prawicą. Niemal jak pies z kotem. Jak w Polsce PiS i PO. Jednak u nas widzę szansę porozumienia, ponieważ obie siły zgadzają się, że najważniejsza jest demokracja i demokratyczne instytucje. I mówią, że nie ulica, lecz parlament to odpowiednie miejsce dla debaty politycznej. Jeśli dojdą do porozumienia na tej płaszczyźnie, wtedy polityka będzie trudna, ale możliwa. To jest scenariusz różowy.

A jak wygląda czarny?
Zdarzy się wtedy, gdy rząd dojdzie do wniosku, że parlamentarne poparcie jest wystarczające i zechce siłowo rozprawić się z autorami zamieszek. Tego typu działania mogłyby doprowadzić do ostrej konfrontacji. W dodatku przy tak złym budżecie, jeśli nie będzie zapowiadanych cięć, może nas czekać załamanie gospodarcze. I z tym właśnie z oczekiwanymi cięciami wiąże się sytuacja na ulicach węgierskich miast. Obaj dzisiejsi polityczni wrogowie prowadzili politykę rozpasanych wydatków i teraz przyszła pora, by je ograniczyć.

Ale premier dodatkowo kłamał, co sam przyznał zresztą bardzo niekulturalnie członkom swojej partii.
Tak, ale opozycja kłamała w taki sam sposób. Przedstawiała siebie jako partię aniołów, która z jednej strony ograniczy wydatki, a z drugiej sprawi, że wszyscy będą zadowoleni. Czy to nie jest kłamstwo? Trzeba podjąć niepopularne decyzje i stąd protesty.

Jednak krytycy mówią, że postkomuniści kontrolują węgierską gospodarkę.
Nasza gospodarka jest w rękach zachodnich koncernów. IBM, Coca-Cola czy Ford są międzynarodowymi przedsiębiorstwami. W pierwszych czterech latach transformacji niemal cały przemysł węgierski trafił do zachodnich firm. I to one kontrolują nasz rynek. Ich przedsiębiorstwa produkują 70 proc. towarów na eksport. Dlatego Węgry są najlepiej oprócz Słowenii prosperującą gospodarką spośród wszystkich krajów postkomunistycznych.

Dlaczego zatem ludzie wyszli na ulicę?
Najważniejsze jest to, co się stanie jutro. Wtedy bowiem są planowane największe protesty studentów w Budapeszcie, do których dołączą się zapewne inni. Dziś jednak węgierska Rada Bezpieczeństwa postanowiła zamknąć miasteczko uniwersyteckie i oddzielić je od miasta. Po to, żeby zapobiec gorszym zamieszkom. A protestować będą grupy radykalnych nacjonalistów. Zobaczymy jeszcze, ilu ludzi do tej gry się włączy.


Pál Tamás - socjolog, związany z lewicą. Był wykładowcą na University of Massachusetts, konsultantem programu odbudowy Afganistanu z ramienia ONZ. Wykładał w Kanadzie, Meksyku, Boliwii i Rosji. Mieszka w Budapeszcie




Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj