Dziennik Gazeta Prawana logo

"Lepper wszedł w buty PiS"

12 października 2007, 13:38
Ten tekst przeczytasz w 10 minut
Nie jest łatwo zrozumieć, dlaczego tym razem Jarosław Kaczyński tak radykalnie zareagował na wypowiedzi Andrzeja Leppera. Z całą pewnością PiS i Samoobrona mogły jeszcze szukać kompromisu umożliwiającego kontynuowanie współpracy. Niekorzystną uchwałę Sejmu w sprawie Afganistanu rząd mógł łatwo zablokować przy pomocy Platformy. Żądania budżetowe Leppera też nie stanowiły wielkiego problemu, bo w Sejmie wicepremier nie znalazłby dla nich większości, a gdyby mimo wszystko Samoobrona nie poparła budżetu, też nie byłoby jeszcze dramatu. Rząd mający poparcie prezydenta mógłby trwać, działając w oparciu o prowizorium. Dlaczego więc PiS zdecydowało się na zerwanie koalicji?

W oczywisty sposób narzuca się wyjaśnienie natury emocjonalnej. Premier poczuł się dotknięty słowami wicepremiera. To wyjaśnienie jest prawdopodobne, ale jednak niewystarczające. Bo człowiek, który jak Jarosław Kaczyński uważa, że ma do spełnienia historyczną misję, gotów jest wiele przełknąć, żeby ją wypełnić. Szef PiS parę razy wykazał tę gotowość. Nie tylko przez blisko rok oswajając Andrzeja Leppera, także dość skutecznie szlifując Romana Giertycha i cierpliwie próbując okiełznać opornego Antoniego Macierewicza. Coś więc spowodowało, że tym razem PiS zabrakło cierpliwości i Lepper „wyleciał z roboty.

Gwiazda i ciupaga

Czy stało się tak dlatego, że Lepper domagał się większych wydatków na rolnictwo? Chyba jednak nie tylko, bo Giertych też żądał dodatkowych pieniędzy, tyle że dla nauczycieli. Czy dlatego, że Lepper zagroził zerwaniem koalicji? Raczej nie, bo Giertych też o tym wspominał. Czy z powodu tego, co Lepper mówił o Afganistanie? Giertych mówił podobnie. Więc o co w istocie poszło? Odpowiedź na to pytanie jest ważna, jeśli chce się zrozumieć problemy szefa rządu i polityczny kierunek, w którym zmierza.

Poparcie przez Samoobronę wniosku o zbadanie SKOK-ów w sejmowej komisji śledczej PiS musiało odebrać, jak nóż wbity przez sojusznika w plecy. Spotkanie z Donaldem Tuskiem zapewne zwielokrotniło obawy, że nie był to przypadek i że Andrzej Lepper dąży do podważenia reputacji PiS jako nieskazitelnego szeryfa, który przywróci uczciwość w polskiej polityce.

Myślę, że to byłoby jeszcze do wytrzymania dla PiS, bo przecież można się było spodziewać, że Trybunał podważy nazbyt szeroki zakres zainteresowania Komisji i że nie będzie się ona mogła zajmować SKOK-ami. Granica tolerancji została przekroczona, gdy Samoobrona niemal jednocześnie ze zmianą frontu w komisji Zawiszy zaczęła podważać drugi fundamentalny element tożsamości PiS: jego opowiedzenie się za państwem solidarnym (czyli dbającym o słabszych) będące przeciwwagą dla Polski liberalnej i reprezentującej interesy bogatych Platformy. W gruncie rzeczy nie poszło chyba o to, czego Lepper żądał, lecz o to, z jakich pozycji zaczął występować. Popierając badanie związku SKOK-ów z politykami PiS i głośno domagając się pieniędzy dla grup upośledzonych społecznie, Andrzej Lepper wszedł bowiem w buty Prawa i Sprawiedliwości i zaczął się prezentować dokładnie w tej roli, którą PiS wymyśliło dla siebie.

Bracia Kaczyńscy wygrali ubiegłoroczne wybory i zamierzają wygrać także tegoroczne, błyszcząc gwiazdą niezłomnego szeryfa, który rozpędzi nieuczciwe układy, i wymachując ciupagą Janosika odda biednym to, co układ im zabrał. Takie połączenie Janosika z szeryfem jest dziś w Polsce najlepszym możliwym wehikułem politycznego sukcesu. PiS, który ów wehikuł stworzył, nie mógł więc się zgodzić, by Samoobrona mu go odebrała. A takie niebezpieczeństwo powstało i gdyby Lepper pozostał wicepremierem, byłoby dużo większe.

Samotny opór PiS przeciw badaniu SKOK-ów sugerowałby, że także szeryf ma coś na sumieniu. Dopóki o SKOK-ach mówiła wyłącznie opozycja, można było skutecznie przekonywać wyborców, że to tylko brudna gra polityczna prowadzona przez układ powiązany z nieuczciwymi bankami. Kiedy do opozycji dołączył jeden z koalicjantów i to akurat taki, którego trudno podejrzewać o zmowę z bankierami wersję spisku „układu bankowego trudno już było utrzymać. Reputacja szeryfa została podważona i aby jej destrukcję zatrzymać, trzeba było Samoobronę zepchnąć do opozycji. Teraz znów można mówić, że „sprawę SKOK-ów zmyślili przeciwnicy IV Rzeczpospolitej częściowo z politycznych pobudek, częściowo ze strachu przed ujawnieniem ich własnych grzechów albo nawet przestępstw. Andrzeja Leppera, który „wyleciał z rządu, dużo łatwiej w tę argumentację wpisać niż wicepremiera Leppera, który jako minister rolnictwa zbierał dobre recenzje w Polsce i za granicą. Gdy linia podziału w „sprawie SKOK-ów pokrywa się z podziałem na opozycję i rządową większość, cała sprawa traci moc demaskatorską i staje się tylko kolejną kartą brudnej gry politycznej prowadzonej przez tych, którzy przegrali walkę o władzę w Polsce. Bez względu na to, jak wygląda prawda o SKOK-ach i jaki wpływ na działanie komisji ma wyrok Trybunału, szeryf musiał rozbić koalicję, żeby chronić swoją reputację. Na jakiś czas to się może udać.

Przemiana Janosika w Hrabiego

Pisowski Janosik jest w gorszej sytuacji niż szeryf. Trudniej mu będzie walczyć z Andrzejem Lepperem o ciupagę trybuna Polski solidarnej niż szeryfowi o gwiazdę nieprzekupnego. Zwłaszcza że PiS daleko odeszło od solidarnościowego radykalizmu, który prezentowało w kampanii wyborczej, i który zbliżył je do Samoobrony. Jarosław Kaczyński ma coraz większy kłopot z przekładaniem swojej janosikowej twarzy na polityczne i legislacyjne konkrety. Nie chodzi tylko o to, że nawet jeżeli większości wyborców Zyta Gilowska kojarzy się dziś głównie z „Beatą, to wielu z nich pamięta ją dobrze jako główną promotorkę podatku liniowego. Istota rzeczy polega raczej na tym, że w sprawach gospodarczych i w budżetowych decyzjach PiS robi dziś co innego, niż mówi. W kampanii wyborczej nietrudno będzie wykazać, że partia Polski solidarnej daleko odeszła od swoich obietnic i w istocie rzeczy zwróciła się ku polityce Polski liberalnej wyraźnie, choć może w mniej radykalnym wydaniu, niż proponuje to Platforma.

Symbolem tego radykalnego zwrotu jest powrót Zyty Gilowskiej, a jego wyrazistym dowodem stał się projekt zniesienia podatku spadkowego. Gdyby taki projekt forsowała Platforma jako reprezentant Polski liberalnej, trudno by było się dziwić, choć można by jak w Ameryce spierać się, czy nie jest on zbyt radykalny i czy dobrze będzie służył gospodarce. Kiedy likwidację podatku spadkowego popiera Prawo i Sprawiedliwość, rozdźwięk między legislacyjnym konkretem a wyborczymi hasłami staje się oczywisty. I to z dwóch rzucających się w oczy powodów.

Po pierwsze, zniesienie podatku spadkowego utrwali w gospodarce postkomunistyczny podział władzy, który jest jednym z głównych przedmiotów kontestacji obu braci Kaczyńskich. Jeśli jak twierdzą Kaczyńscy po roku 1989 Polska została rozkradziona przez postkomunistów i ich popleczników, to trudno zrozumieć, dlaczego koalicja chce teraz tę sytuację uwiecznić, ułatwiając przejęcie „zagrabionego majątku przez dzieci twórców „postkomunistycznego układu, z którym podobno PiS walczy. Żeby „uczciwym Polakom ułatwić zatrzymanie mieszkania po rodzicach albo letniego domku, nie trzeba przecież znosić podatku spadkowego. Wystarczy wyłączyć z niego dobra osobistego użytku. Nie trzeba go także znosić, by umożliwić przejęcie rodzinnego sklepiku czy warsztatu. Można to zrobić, ustanawiając wartości zwolnione z podatku. Jego likwidacja posłuży zaś przekazaniu fortun, których nieuczciwa geneza jest jednym z fundamentów oficjalnej ideologii PiS.

Po drugie, trudno ten projekt wytłumaczyć hasłami sprawiedliwości społecznej. Jego realizacja doprowadziłaby do sytuacji, w której część młodego pokolenia szczęśliwie urodzona w bogatych rodzinach wkraczałaby w dorosłe życie, dysponując nieopodatkowaną fortuną, która pozwala na luksusowe, beztroskie i bezczynne życie, a „dzieci z biednych domów zanim zdobędą własne cztery kąty, muszą zapłacić państwu haracz od każdej zarobionej złotówki. Jak rozumiana musiałaby być sprawiedliwość, żeby w jej imię solidarne państwo sankcjonowało tego rodzaju projekty?

Manewr Millera

Objawów programowego zwrotu ku liberalizmowi widocznego w polityce PiS można by wskazać więcej, choć trudno o przykład bardziej wyrazisty niż zmiana prawa spadkowego. Manewr PiS odróżnia od podobnego zwrotu dokonanego cztery lata temu przez Leszka Millera niezmienna dla Prawa i Sprawiedliwości retoryka. Podczas gdy Miller głośno deklarował zwrot SLD ku liberalizmowi, PiS wciąż eksploatuje figurę starcia Polski solidarnej z Polską liberalną. Likwiduje podatek spadkowy i zapowiada obniżenie bogatym podatków, co wszędzie na świecie stanowi sztandarowy postulat ultraliberałów, stawia na czele ZUS ultraliberalnego Roberta Gwiazdowskiego, a na czele finansów liberalną prof. Gilowską, ale retorycznie trwa przy solidaryzmie.

Manewr liberalny w wykonaniu PiS mógł być niezauważalny dla jego antyliberalnego elektoratu dopóty, dopóki Jarosław Kaczyński skutecznie trzymał Andrzeja Leppera na koalicyjnej smyczy i nikt nie atakował PiS z lewej strony. Gdy Lepper zaczął z pozycji wicepremiera (a więc osoby dobrze poinformowanej oraz znającej plany koalicji) głośno kontestować przejście Janosika na stronę Hrabiego, sytuacja zrobiła się śmiertelnie niebezpieczna. PiS doskonale pamięta, jaką cenę Leszek Miller zapłacił za zwrot ku liberalizmowi. Chcąc zmniejszyć ryzyko, premier musiał więc pozbyć się z rządu Leppera. Choćby po to, żeby odebrać mu część wiarygodności, ograniczyć jego obecność w mediach i utrudnić działanie.

Lepper-Janosik atakujący rząd z lewej strony jest dla PiS oczywiście bardziej niebezpieczny niż Lepper lojalnie pracujący w rządzie. Jest jednak nieporównanie mniej groźny od Leppera, który jako wicepremier występuje w roli Janosika przeciwko premierowi obsadzonemu w roli bezdusznego Hrabiego. Andrzej Lepper musiał rozstać się z rządem, by PiS mogło bezpieczniej rozstawać się z radykalizmem swoich wyborczych obietnic. To z pewnością otwiera drogę do porozumienia z Platformą lub choćby z kolejnymi jej ludźmi, ale nie wiadomo, czy przypadkiem nie zamknie drogi wyborczego sukcesu, bo nie wiadomo, jak się zachowa spora część wyborców wciąż szukających nowego Janosika.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj