Dziennik Gazeta Prawana logo

"Waldemar Pawlak przeciwko IV RP"

12 października 2007, 13:48
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Zbigniew Ziobro powinien odejść z Ministerstwa Sprawiedliwości - taka była jedna z pierwszych personalnych sugestii Waldemara Pawlaka we wstępnych koalicyjnych konsultacjach z liderami Prawa i Sprawiedliwości. Politycy PiS byli zaskoczeni.
Spodziewali się targów wokół resortów gospodarczych, żądań oddania ludowcom Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, cennego ze względu na rozdział unijnych pieniędzy. Szykowali się do obrony minister Grażyny Gęsickiej, sprawnej szefowej tego resortu. Na razie PSL zdawało się zadowalać wicepremierostwem i Ministerstwem Gospodarki dla samego Pawlaka oraz resortem rolnictwa. Ale sugestia dotycząca Ziobry, który jest antyprzestępczą, antykorupcyjną twarzą PiS i który negocjuje właśnie ekstradycję z USA Edwarda Mazura, podejrzanego o zlecenie zabójstwa Papały... To brzmiało szokująco.

Jarosław Kaczyński nie odpuści Ziobry. A gdy do tego dodać ogłoszoną wczoraj możliwość wspólnego marszu PSL z PO w wyborach samorządowych, trudno nie zrozumieć zniecierpliwienia pisowców. Jeszcze zanim wróciło widmo sojuszu Pawlaka z Tuskiem, w otoczeniu premiera Kaczyńskiego pojawił się alternatywny pomysł. Może jednak przyjąć przeprosiny Andrzeja Leppera i przyjąć go znów do koalicji jak proponuje Roman Giertych?

Dwa kiepskie wyjścia

A więc powrót syna marnotrawnego? Czyżbyśmy mieli wkrótce oglądać powtórkę komedii pomyłek? Sprzedawaną przez pisowskich specjalistów od politycznego marketingu hasłem „Pan Andrzej się ukorzył, poszedł do politycznej Canossy.

Tylko że to hasło nie będzie już tak przekonujące, gdy PiS straci realny wybór: PSL lub Samoobrona. Lepper znowu podniesie głowę. Rzecz w tym, że oba rozwiązania są tak naprawdę dla partii rządzącej skrajnie niekorzystne. Oba grożą jej dalszym pogrążaniem się w wewnątrzpartyjnych waśniach, gorszących targach niezrozumiałych dla wyborców. Oba skazują na kompromisy, które uczynią z resztek sztandaru IV RP pośmiewisko. Jedyną receptą polityczną, choć bolesną i ryzykowną, wydaje się dziś dla Kaczyńskiego zgoda na rozwiązanie Sejmu. Jest i recepta ustrojowa: zmiana ordynacji wyborczej, aby wreszcie uniezależniać politykę kraju od ambicji i interesów pomniejszych partyjnych watażków. To pierwsze jest możliwe decyzja leży w rękach Kaczyńskiego. To drugie skrajnie trudne do osiągnięcia. Sugestia Pawlaka dotycząca Ziobry pokazuje, jakie PiS czekałyby kłopoty z tym nowym koalicjantem. To nie tylko słynna już zachłanność ludowców, traktowanie życia publicznego jak wielkiego boiska, gdzie trzeba partnera okiwać. Tego nauczyli się już wszyscy tych, co nie wierzą, warto odesłać do taśm Renaty Beger. Ale jeśli przyjąć założenie, że partia Kaczyńskiego, choćby unurzana w brudnych kompromisach, nie zrezygnowała całkiem ze swych postulatów czyszczenia administracji, tworzenia lepszych warunków do walki z aferami i przestępcami, walki z korporacjami, to PSL będzie ciężkim partnerem, nieskłonnym do popierania takich pomysłów.

Partia ta ma dziś mało wyrazisty pogram społeczno-gospodarczy (patrz deklaracje Pawlaka, że staje się liberałem), ale jest to w dużym stopniu partia III Rzeczpospolitej. Do Trybunału Konstytucyjnego kieruje Józefa Zycha, który zawsze występował w imię racji prawniczej korporacji, a przecież PiS próbuje jej wszechwładzę ograniczyć. A już ewentualny zamach na Ziobrę jednego z tych ministrów, którzy w tym średnim rządzie próbują zrobić coś, co byłoby spełnieniem obietnic praworządnościowej rewolucji to najlepszy przykład kierunku, w jakim ludowcy spychaliby wspólny rząd.

A ich pozycja byłaby przecież mocna jak nigdy. Po porażce szorstkiego braterstwa z Lepperem Kaczyński po prostu nie może sobie pozwolić na rozwód z kolejnym partnerem. Bo byłoby to potwierdzeniem i tak już głoszonej malowniczej tezy o jego niezdolności do współpracy i destrukcyjnych skłonnościach. To prawda, ludowcy są zarazem bardziej obliczalni niż Samoobrona i mają lepsze kadry. Mają też inną zaletę. Nie chcą szybkich wyborów, podczas gdy Lepper ustawicznie rozważał, czy ich nie sprowokować, choćby na wiosnę przyszłego roku. Tyle że jak widać ci sami ludowcy nie zrezygnowali z pozycji rozkroku: między PiS i PO. W tej sytuacji stają się powoli dla wszystkich sojusznikiem wirtualnym. Lub chcą wytargować od jednej ze stron jak najwięcej. W dodatku zaś rządowe przymierze z nimi wciąż nie gwarantuje większości. Wymaga dalszych targów z pojedynczymi posłami Samoobrony, którzy coraz tłumniej chcą opuścić Leppera, ale delikatnie mówiąc obciążą nową koalicję: swoją opinią i apetytami.

Powtórny sojusz z Lepperem wydaje się z kolei skrajnie niepoważny i trudny do zrozumienia przez wyborców, choćby w kontekście zapowiedzi Kaczyńskiego ze Stoczni Gdańskiej, że z ludźmi o złej reputacji nie ma co negocjować. Niemniej lansuje go doradca prezydenta Andrzej Urbański i słuchają coraz uważniej członkowie komitetu politycznego Prawa i Sprawiedliwości, łącznie z premierem.

Lepper spokorniał tylko na chwilę

Sam Lepper pojął chyba, że jego pomysł rozbijania tego parlamentu pospołu z Platformą stał się nieczytelny dla jego wyborców i dla partyjnego aktywu, a rezygnacja z miłego kostiumu wicepremiera i ministra rolnictwa czyni go prawie nagim wobec wiejskiego elektoratu. Jeśli zaś sam tego nie zrozumiał, pomogły mu sondaże. Dziś podobno wydzwania rozpaczliwie do prezydenta, oczekując pośrednictwa w trudnej operacji przywrócenia status quo po tym wszystkim, co się stało. Dziś wydzwania. Jest równie pokorny jak na początku pierwszej koalicji. Ale czy będzie wydzwaniał jutro? Czy wytrwa w tej roli, gdy Pawlak odwróci się do PiS plecami? Ale też możliwe, że miraż sojuszu ludowców z PO to tylko pokerowe zagranie Pawlaka mające przestrzec PiS przed wchodzeniem do tej samej rzeki, czyli uleganiem Lepperowi. To już nie komedia pomyłek, ale jakaś karuzela, gdzie bluff goni bluff, a odpowiedzią na szantaż jest inny szantaż.

Coraz słabsze partyjki wirują wokół tych głównych PiS i PO jak ćmy w upiornym tańcu. Kaczyńskiemu zarzuca się często, że to jego usposobienie niszczy kolejne pakty i koalicje. Nie ma co ukrywać to trudny polityk. Widać to po jego niespójnych wypowiedziach i zbyt brutalnych zagraniach, które nie zawsze przynoszą mu korzyść, a bywają jak wystąpienie w stoczni przedmiotem ostrych kontrowersji moralnych. Ale gdy osądzać walkę o wyłonienie, a potem zachowanie parlamentarnej większości, kluczem jest co najwyżej grzech pierworodny: rozejście się z PO. Ile tu winy zbyt mocarstwowego Kaczyńskiego, a ile sfrustrowanego Tuska osądzi historia. Wszystko, co potem, to próba zachowania równowagi między dwoma celami: posiadaniem odpowiedniej liczby posłów popierających rząd i możliwością prowadzenia jakiejś polityki w miejsce dryfowania, „belkizacji. Fakt, że niesforni sojusznicy rzadko odrzucali pisowskie ustawy, nie tłumaczy wszystkiego. Sama konieczność nieustannego szarpania się, odpowiadania na sprzeczne komunikaty kolicjantów nastawione na bicie w tego największego stawiały lidera PiS na straconej pozycji. Miał nieustannie negocjować i tłumaczyć się w mediach, zamiast rządzić. Każdy miałby z tym problemy, nie tylko Kaczyński. Być może i PO przekona się o tym niedługo, negocjując z PSL blok w wyborach samorządowych.

Kaczyński w politycznym narożniku

W tej sytuacji Kaczyński doszedł już chyba do momentu, kiedy udział w międzypartyjnej grotesce nie tylko uniemożliwia rządzenie, ale ośmiesza wszystkie strony. Odpowiedzią naturalną wydaje się zgoda na przedterminowe wybory, nawet za cenę oddania władzy w nowym parlamencie. Jeśli ugrupowanie Kaczyńskiego chce zachować pozycję poważnej partii z dwucyfrowym wynikiem wyborczym, nie może powtórzyć błędu Buzka i Millera. Bezwładne trwanie przy rządach nie jest żadną wartością. Kolejnych wielotygodniowych pląsów między Lepperem i Pawlakiem, pytań, kto z potencjalnych koalicjantów jest szczery, a kto bluffuje, wyborcy PiS mogą po prostu nie wytrzymać, o państwie nie wspominając.

Wniosek ustrojowy brzmi jeszcze bardziej kategorycznie. Proporcjonalna ordynacja wyborcza ma wiele zalet, pozwalając wejść do parlamentu różnym nurtom ideowym i społecznym. W warunkach polskich stała się jednak receptą na zagładę demokracji. Czy podstawą naprawy powinien być pomysł PiS, aby oprzeć się na włoskim wzorze: pierwsza partia, nawet z 25-procentowym poparciem, dostaje większość? Byłoby to chyba zbyt wielkie wyzwanie dla poczucia sprawiedliwości Polaków. Groziłoby podważaniem wyników w ulicznych demonstracjach.
Sprawiedliwsze byłyby normalne wybory większościowe, gdzie pojedynczy kandydat musi wygrać w pojedynczym okręgu i nie zawdzięcza tego żadnej wyborczej premii. Prowadzą one zarazem do tworzenia się wielkich bloków, które wchłaniają mniejsze nurty i grupy polityków. Wspólną cechą obu scenariuszy jest jednak wniosek: niech jakaś polityka wreszcie wygra. Mieszanka pomysłów antyprzestępczych Ziobry z poglądami Pawlaka i Zycha nie doprowadzi do niczego. Tak jak trudno byłoby rozliczać Platformę z jej podatkowych pomysłów, gdyby przyszło jej rządzić z SLD.

Rzecz w tym, że te ustrojowe wnioski to dziś przynajmniej czysta abstrakcja. PiS nie poprze wyborów większościowych, bo odrzucają je z przyczyn doktrynalnych bracia Kaczyńscy. PO nie poprze żadnej zmiany ordynacji zgłaszanej przez PiS. Jesteśmy skazani na zły system wyborczy. Niech więc przynajmniej premier Kaczyński przetnie bezsensowne gry parlamentarne, ratując własną partię przed całkowitą marginalizacją osiągniętą przy pomocy Leppera, Giertycha i Pawlaka.

*Piotr Zaremba, publicysta, komentator polityczny. Absolwent Wydziału Historii UW, od początku lat 90. dziennikarz m.in. „Życia Warszawy, „Życia, „Rzeczpospolitej, „Nowego Państwa i „Gazety Polskiej. Obecnie jest komentatorem politycznym tygodnika „Newsweek. Ostatnio opublikował (wspólnie z Michałem Karnowskim) „O dwóch takich... Alfabet braci Kaczyńskich (2006).
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj