Dziennik Gazeta Prawana logo

"W Rosji odżyły upiory przeszłości"

12 października 2007, 13:48
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Śmierć dziennikarza oznacza, że kraj, w którym taka rzecz się dzieje, jest chory, że źle działa prawo, że brakuje swobody słowa, swobody poglądów - mówi w wywiadzie dla DZIENNIKA politolog Lilia Szewcowa po zabójstwie Anny Politowskiej.

MARIA PRZEŁOMIEC: Dlaczego Anna Politkowska została zamordowana?
LILIA SZEWCOWA
: To proste. Ania Politkowska dla nas wszystkich była więcej niż dziennikarzem: była uczciwą kronikarką wydarzeń na Kaukazie Północnym, sumieniem Rosji, obrońcą praw człowieka. Dzięki niej nagłośniono wiele popełnionych w Czeczenii zbrodni. Interesował ją nie tylko Kaukaz. Napisała także bardzo krytyczną książkę o Rosji Putina. Mimo że wydrukowano ją tylko za granicą, wywołała wielkie niezadowolenie naszych władz i nie tylko władz.
Ania była także rasowym dziennikarzem śledczym, bardziej skutecznym niż nasze organy ścigania. Ostatnio intensywnie pracowała nad dwoma tematami: kulisami słynnego zajęcia Teatru Na Dubrowce przez czeczeńskie komando i krwawą interwencją rosyjskich sił bezpieczeństwa, a także obecnym premierem Czeczenii Ramzanem Kadyrowem i działaniami jego słynnej gwardii. Z tego, co wiem, obie prace były na finiszu.

Czyli wielu ludziom w Rosji mogło zależeć na jej śmierci?
Ania bardzo wielu nastąpiła na odcisk: i naszym organom, i tym z Północnego Kaukazu wszystkim. Powtarzam, w Czeczenii starała się ujawniać nie tylko rosyjskie przestępstwa, ale także zbrodnie, jakich dopuszcza się promoskiewski reżim Ramzana Kadyrowa, obecnego premiera, który właśnie skończył 30 lat i pewnie będzie chciał zostać prezydentem. Politkowska miała naprawdę wielu wpływowych wrogów, którzy chcieli zmusić ją do milczenia. Na uciszeniu Ani mogło zależeć w takim samym stopniu ludziom z Moskwy, co z Groznego. Z tego, co wiem, zebrane przez nią materiały miały być publikowane w najbliższych numerach „Naszej Gazety.

I będą?
W tej sytuacji naprawdę nie wiem, mam jednak nadzieję, że koledzy Ani z „Nowej Gazety te materiały opublikują. Była profesjonalistką i myślę, że zdążyła wszystko odpowiednio przygotować. W wywiadzie udzielonym po tym, jak kilku oficerów z Sachalina wydało na nią wyrok za jej reportaże o Czeczenii, Politkowska stwierdziła, że nie obawia się ludzi, którzy głośno grożą, boi się tylko cichych rad, aby umilkła. W pewnym momencie wyjechała nawet do Wiednia. Ale szybko wróciła, bo na Zachodzie według niej było nudno. Myślę, że Politkowska należała do najodważniejszych ludzi w Rosji. Nie tylko napisała jedną z najlepszych książek o kadencji prezydenta Putina, ale stale drukowała bardzo ostre artykuły w „Naszej Gazecie. Usunąć ją próbowano już wcześniej, ja wiem o jednym wypadku próby otrucia jej na pokładzie samolotu, którym leciała do Biesłanu, gdy Czeczeńcy zajęli tam szkołę.

Czy jest szansa, że kiedykolwiek poznamy sprawców tego zabójstwa?
A czy poznaliśmy sprawców zabójstwa znanej demokratycznej działaczki z St. Petersburga Galiny Starowojtowej? Śmierć Starowojtowej miała być ostrzeżeniem dla radykalnych rosyjskich demokratów, śmierć Ani to przestroga dla niepokornych, zbyt wścibskich dziennikarzy, którzy próbują mieszać się w zachodzące właśnie u nas procesy, którzy chcą pisać o rzeczach dla władzy niewygodnych.

Czy to ostrzeżenie może być skuteczne?
Obawiam się, że w wielu wypadkach tak. Dziennikarze mają rodziny, dzieci... Dlatego u dużej liczby naszych żurnalistów coraz częściej włącza się mechanizm autocenzury. Zostanie pewnie jeszcze kilku kamikadze, ale takiego człowieka jak Ania już nie będzie, nikt nie jest w stanie jej zastąpić. Politkowska była wyjątkowym człowiekiem i wyjątkowym dziennikarzem: odważnym, ale jednocześnie obiektywnym, bardzo uczciwym jako człowiek i jako dziennikarz.

Czy ta śmierć ma znaczenie dla samej Rosji?
Oczywiście, śmierć dziennikarza oznacza, że kraj, w którym taka rzecz się dzieje, jest chory, że źle działa prawo, że brakuje wolności słowa, swobody poglądów. A gdy nie można znaleźć zabójcy, oznacza to, że władze wcale tego nie chcą. Przecież to nie pierwsze morderstwo dziennikarza w Rosji. Wcześniej zginął na przykład Jurij Szczekotichin komentator tej samej „Nowej Gazety. Mordercy do tej pory nie znaleziono.

Co w takim razie dzieje się w Rosji?
Najkrócej można powiedzieć, że w naszym kraju odbywa się restauracja starego systemu, wracamy do własnej przeszłości, oczywiście niezupełnie i nie do końca. Rosja w tej chwili jakby zawisła między przeszłością a teraźniejszością. Ten stan jest mało krzepiący. Trudno wierzyć, że obecnie działa prawo, że ludzie mogą czuć się bezpieczni i wolni, bez strachu wyrażać swoje poglądy.
Śmierć Politkowskiej nastąpiła w bardzo złym dla nas momencie, w czasie gdy w naszym kraju zaczynają wracać upiory pogromów. Wydawało się, że słowo pogrom odeszło nieodwracalnie wraz z wiekiem XIX, tymczasem dziś te nastroje w rosyjskim społeczeństwie odżywają, i to wcale nie spontanicznie, wywołują je obecne władze.

Czy to może być groźne?
To jest groźne. Przede wszystkim dla zdrowia i psychiki samych Rosjan. Dotychczas nasz naród zdołał się jakoś ustrzec przed dominacją nacjonalistycznych, ksenofobicznych nastrojów. Takie poglądy reprezentowało 15 16 proc. elektoratu. Żyrinowskiemu z jego nacjonalistyczną retoryką nigdy nie udało się zająć dobrego miejsca w wyborach prezydenckich. Teraz 55 proc. badanych popiera hasło: „Rosja dla Rosjan, a 70 proc. nie chce emigrantów w swoich miastach. Ten rosnący nacjonalizm może wynieść polityków ekstremistów. A rządzący Rosją ekstremista to dramat dla naszego kraju i groźba dla całego świata.

Anna Politkowska była znana w Europie, Stanach Zjednoczonych. Jej ostatnia książka „Rosja Putina narobiła sporo szumu. Czy nie myśli pani, że zabójstwo tak znanej osoby rzuci cień na obecne rosyjskie władze, stanie się sygnałem ostrzegawczym dla Zachodu?
Niestety, to nie pierwsza tego rodzaju śmierć, a jak dotąd żadne podejrzane zabójstwo czy to znanego dziennikarza Władysława Listiewa, czy Galiny Starowojtowej nie zaszkodziło rosyjskim władzom. Oczywiście śmierć Anny jest kolejnym sygnałem, że dzieje się u nas coś złego. Ale to nie powód, aby Zachód miał sobie psuć stosunki z obecnymi władzami na Kremlu. Jest mi bardzo smutno, ale wątpię, by ofiara Politkowskiej mogła w jakikolwiek sposób wpłynąć na to, co dzieje się w samej Rosji, czy na naszą sytuację międzynarodową. Zachód ceni sobie prezydenta Putina, pomoc Moskwy w takich kwestiach jak Iran czy Korea Północna, no i rosyjskie surowce energetyczne.

A może śmierć Anny Politkowskiej będzie w samej Rosji swego rodzaju zimnym prysznicem?
Dla kogo? Niecierpiących jej władz, życzących jej wszystkiego najgorszego generałów? Powiem rzecz straszną, ale trzeba jeszcze wiele takich ofiar, żeby obecna Rosja otrzeźwiała.


Lilia Szewcowa
, politolog, ekspert Moskiewskiego Centrum Carnegie, współpracownik rosyjskich, brytyjskich i amerykańskich ośrodków badawczych. Niedawno ukazała się jej nowa książka „Putin's Russia.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj