MARIA PRZEŁOMIEC: Dlaczego Anna Politkowska została zamordowana?
LILIA SZEWCOWA: To proste. Ania Politkowska dla nas wszystkich była więcej niż dziennikarzem: była uczciwą kronikarką wydarzeń na Kaukazie Północnym, sumieniem Rosji, obrońcą praw
człowieka. Dzięki niej nagłośniono wiele popełnionych w Czeczenii zbrodni. Interesował ją nie tylko Kaukaz. Napisała także bardzo krytyczną książkę o Rosji Putina. Mimo że wydrukowano
ją tylko za granicą, wywołała wielkie niezadowolenie naszych władz i nie tylko władz.
Ania była także rasowym dziennikarzem śledczym, bardziej skutecznym niż nasze organy ścigania. Ostatnio intensywnie pracowała nad dwoma tematami: kulisami słynnego zajęcia Teatru Na Dubrowce
przez czeczeńskie komando i krwawą interwencją rosyjskich sił bezpieczeństwa, a także obecnym premierem Czeczenii Ramzanem Kadyrowem i działaniami jego słynnej gwardii. Z tego, co wiem, obie
prace były na finiszu.
Czyli wielu ludziom w Rosji mogło zależeć na jej śmierci?
Ania bardzo wielu nastąpiła na odcisk: i naszym organom, i tym z Północnego Kaukazu – wszystkim.
Powtarzam, w Czeczenii starała się ujawniać nie tylko rosyjskie przestępstwa, ale także zbrodnie, jakich dopuszcza się promoskiewski reżim Ramzana Kadyrowa, obecnego premiera, który właśnie
skończył 30 lat i pewnie będzie chciał zostać prezydentem. Politkowska miała naprawdę wielu wpływowych wrogów, którzy chcieli zmusić ją do milczenia. Na uciszeniu Ani mogło zależeć w
takim samym stopniu ludziom z Moskwy, co z Groznego. Z tego, co wiem, zebrane przez nią materiały miały być publikowane w najbliższych numerach „Naszej Gazety”.
I będą?
W tej sytuacji naprawdę nie wiem, mam jednak nadzieję, że koledzy Ani z „Nowej Gazety” te materiały opublikują. Była profesjonalistką i
myślę, że zdążyła wszystko odpowiednio przygotować. W wywiadzie udzielonym po tym, jak kilku oficerów z Sachalina wydało na nią wyrok za jej reportaże o Czeczenii, Politkowska
stwierdziła, że nie obawia się ludzi, którzy głośno grożą, boi się tylko cichych rad, aby umilkła. W pewnym momencie wyjechała nawet do Wiednia. Ale szybko wróciła, bo na Zachodzie
według niej było nudno. Myślę, że Politkowska należała do najodważniejszych ludzi w Rosji. Nie tylko napisała jedną z najlepszych książek o kadencji prezydenta Putina, ale stale
drukowała bardzo ostre artykuły w „Naszej Gazecie”. Usunąć ją próbowano już wcześniej, ja wiem o jednym wypadku próby otrucia jej na pokładzie samolotu, którym leciała
do Biesłanu, gdy Czeczeńcy zajęli tam szkołę.
Czy jest szansa, że kiedykolwiek poznamy sprawców tego zabójstwa?
A czy poznaliśmy sprawców zabójstwa znanej demokratycznej działaczki z St. Petersburga Galiny
Starowojtowej? Śmierć Starowojtowej miała być ostrzeżeniem dla radykalnych rosyjskich demokratów, śmierć Ani to przestroga dla niepokornych, zbyt wścibskich dziennikarzy, którzy próbują
mieszać się w zachodzące właśnie u nas procesy, którzy chcą pisać o rzeczach dla władzy niewygodnych.
Czy to ostrzeżenie może być skuteczne?
Obawiam się, że w wielu wypadkach tak. Dziennikarze mają rodziny, dzieci... Dlatego u dużej liczby naszych żurnalistów coraz
częściej włącza się mechanizm autocenzury. Zostanie pewnie jeszcze kilku kamikadze, ale takiego człowieka jak Ania już nie będzie, nikt nie jest w stanie jej zastąpić. Politkowska była
wyjątkowym człowiekiem i wyjątkowym dziennikarzem: odważnym, ale jednocześnie obiektywnym, bardzo uczciwym jako człowiek i jako dziennikarz.
Czy ta śmierć ma znaczenie dla samej Rosji?
Oczywiście, śmierć dziennikarza oznacza, że kraj, w którym taka rzecz się dzieje, jest chory, że źle działa prawo, że
brakuje wolności słowa, swobody poglądów. A gdy nie można znaleźć zabójcy, oznacza to, że władze wcale tego nie chcą. Przecież to nie pierwsze morderstwo dziennikarza w Rosji. Wcześniej
zginął na przykład Jurij Szczekotichin – komentator tej samej „Nowej Gazety”. Mordercy do tej pory nie znaleziono.
Co w takim razie dzieje się w Rosji?
Najkrócej można powiedzieć, że w naszym kraju odbywa się restauracja starego systemu, wracamy do własnej przeszłości, oczywiście
niezupełnie i nie do końca. Rosja w tej chwili jakby zawisła między przeszłością a teraźniejszością. Ten stan jest mało krzepiący. Trudno wierzyć, że obecnie działa prawo, że ludzie
mogą czuć się bezpieczni i wolni, bez strachu wyrażać swoje poglądy.
Śmierć Politkowskiej nastąpiła w bardzo złym dla nas momencie, w czasie gdy w naszym kraju zaczynają wracać upiory pogromów. Wydawało się, że słowo pogrom odeszło nieodwracalnie wraz z
wiekiem XIX, tymczasem dziś te nastroje w rosyjskim społeczeństwie odżywają, i to wcale nie spontanicznie, wywołują je obecne władze.
Czy to może być groźne?
To jest groźne. Przede wszystkim dla zdrowia i psychiki samych Rosjan. Dotychczas nasz naród zdołał się jakoś ustrzec przed dominacją
nacjonalistycznych, ksenofobicznych nastrojów. Takie poglądy reprezentowało 15 – 16 proc. elektoratu. Żyrinowskiemu z jego nacjonalistyczną retoryką nigdy nie udało się zająć
dobrego miejsca w wyborach prezydenckich. Teraz 55 proc. badanych popiera hasło: „Rosja dla Rosjan”, a 70 proc. nie chce emigrantów w swoich miastach. Ten rosnący nacjonalizm
może wynieść polityków ekstremistów. A rządzący Rosją ekstremista to dramat dla naszego kraju i groźba dla całego świata.
Anna Politkowska była znana w Europie, Stanach Zjednoczonych. Jej ostatnia książka „Rosja Putina” narobiła sporo szumu. Czy nie myśli pani, że zabójstwo tak znanej
osoby rzuci cień na obecne rosyjskie władze, stanie się sygnałem ostrzegawczym dla Zachodu?
Niestety, to nie pierwsza tego rodzaju śmierć, a jak dotąd żadne podejrzane
zabójstwo – czy to znanego dziennikarza Władysława Listiewa, czy Galiny Starowojtowej – nie zaszkodziło rosyjskim władzom. Oczywiście śmierć Anny jest kolejnym sygnałem,
że dzieje się u nas coś złego. Ale to nie powód, aby Zachód miał sobie psuć stosunki z obecnymi władzami na Kremlu. Jest mi bardzo smutno, ale wątpię, by ofiara Politkowskiej mogła w
jakikolwiek sposób wpłynąć na to, co dzieje się w samej Rosji, czy na naszą sytuację międzynarodową. Zachód ceni sobie prezydenta Putina, pomoc Moskwy w takich kwestiach jak Iran czy Korea
Północna, no i rosyjskie surowce energetyczne.
A może śmierć Anny Politkowskiej będzie w samej Rosji swego rodzaju zimnym prysznicem?
Dla kogo? Niecierpiących jej władz, życzących jej wszystkiego najgorszego
generałów? Powiem rzecz straszną, ale trzeba jeszcze wiele takich ofiar, żeby obecna Rosja otrzeźwiała.
Lilia Szewcowa, politolog, ekspert Moskiewskiego Centrum Carnegie, współpracownik rosyjskich, brytyjskich i amerykańskich ośrodków badawczych. Niedawno ukazała się jej nowa książka „Putin's Russia”.