Polska jest sexy dzięki Polkom. Na przykład ten artykuł piszę między innymi dlatego, że przede mną głos zabrały Manuela Gretkowska i Agata Bielik-Robson. Kobiety obdarzone niezwykle zacną inteligencją i co najmniej dorównującą owej inteligencji urodą - pisze w DZIENNIKU Wojciech Tomczyk.
Pamiętacie Państwo zapewne dzień, kiedy mieliście ten straszny sen. Sen, po którym obudziliście się z krzykiem: „Ratunku, jestem Angolem!”.
Albo: „Ratunku, jestem Niemcem!”. Czy w wydaniu hardcore’owym: „Ratunku, jestem Ruskiem!”(albo Japońcem).I zapewne pamiętacie tę ulgę po
krótkiej rozmowie z ukochaną osobą (mogła to być choćby nasza własna Matka-Polka), kiedy okazywało się, że na szczęście nic się nie zmieniło. W dalszym ciągu, tak jak wieczorem, przed
zaśnięciem byliśmy Polakami. Bycie Polakiem koi nerwy.
Sławomir Mrożek, nie tylko świetny pisarz, ale i mądry człowiek, napisał kiedyś sam o sobie: „Jestem Polakiem i na to nie ma rady”. To zdanie uderza swą przenikliwością. Jest w nim wszystko — świadomość naszej własnej egzystencji, ale także mądra, pogodna rezygnacja. Polak musi pogodzić się ze swoim losem, nie ma wyjścia, tak jak każdy porządny bohater tragiczny, kiedy staje naprzeciw nieuchronnego. Na przykład Gertruda, matka księcia Hamleta, w finale sztuki, po wypiciu jednego drinka za dużo. Kiedy żegna się z całą swą par excellence toksyczną rodziną. (By, jak pamiętamy, po chwili spotkać się z nimi w Krainie Wiecznych Łowów). Polak może wyjechać z Polski, ale z Polaka wydostać się nie ma szans. Nie ucieknie, nie pozbędzie się genu polskości. Ale też z drugiej strony: po jakie licho miałby się go pozbywać? Czy Francuz chce nie być Francuzem?
Jestem przekonany, że polskość jest dana nam raz na zawsze. I jak mówią w Legii Cudzoziemskiej: „Maszeruj albo giń!” Innego wyjścia po prostu nie mamy. Trzeba swoją polskość polubić i zaakceptować. Co nie wydaje się być zadaniem szczególnie trudnym. Ponieważ polskość jest fajna. Polskość jest dżezi i polskość jest seksi. Skoro odpowiedziałem już twierdząco na rzeczywiście zasadnicze pytanie: „Czy Polska jest sexy?” – pora uzasadnić dlaczego.
Polska jest sexy dzięki Polkom. Polki są, były i zawsze będą wyjątkowo pięknymi kobietami. Dodatkowo Polki są także kobietami mądrymi. Nie tylko ja od lat badam problem, dlaczego tak często uroda i inteligencja idzie u Polek w parze. Na przykład ten artykuł piszę między innymi dlatego, że przede mną głos zabrały Manuela Gretkowska i Agata Bielik-Robson. Kobiety obdarzone niezwykle zacną inteligencją i co najmniej dorównującą owej inteligencji urodą. W takim towarzystwie po prostu czuję się świetnie. Przyznam, że trochę mnie to nawet, za przeproszeniem, nobilituje.
W tej sytuacji średnio przekonują mnie argumenty przeciwników Polski jako kraju niezwykle działającego na zmysły. Nie przekonują mnie biadolenia, że nie mamy bomby atomowej, że nie wszyscy jesteśmy wystarczająco pachnący i wyluzowani. Mam troszkę powyżej uszu wysłuchiwania ocen, że polska kultura jest prowincjonalna, zaściankowa i nieprzetłumaczalna. Co złego jest w prowincji? Prowincja jest piękna zawsze i wszędzie. To hałaśliwe metropolie, ludne stolice świata są męczące i sprzeczne z naturą człowieka. Co złego jest w nieprzetłumaczalności? Dlaczego Francuzi czy Rumuni muszą koniecznie czytać Mickiewicza czy mistycznego Słowackiego? Czy Mickiewicz staje się gorszym poetą tylko dlatego, że nie czytają go Grecy i Hindusi? Istnieje z jednej strony dziedzictwo światowej kultury i istnieją także kultury narodowe. Rozdzieranie szat, że Warszawa nie jest Wenecją, a Łódź Amsterdamem również troszkę jest moim zdaniem pozbawione sensu. Pałac Kultury oczywiście śliczny nie jest, ale nam wcisnął go nasz były Wielki Brat. Natomiast Francuzi zupełnie dobrowolnie zohydzili Paryż (kiedyś z przesadą nazywany Warszawą Zachodu), stawiając piramidę pod Luwrem i okropną dzielnicę biurowców Defense, która zdominowała oś Pól Elizejskich.
Oczywiście i Pałac i Defense można będzie kiedyś zburzyć. Natomiast uroda i inteligencja polskich kobiet wyplenić się po prostu nie da i przetrwa wszystkie zawieruchy. Ponieważ ma silne podstawy sięgające zapewne czasów przedpiastowskich. To historia ukształtowała urodę Polek. Historia też sprawiła, że są one mocniejsze psychicznie i inteligentniejsze od swych zachodnich koleżanek.
Uroda polskich kobiet została ukształtowana przez stulecia najazdów (jak nie my na kogoś, to ktoś na nas), jasyrów, brania branek, porywania szlachcianek w jedną stronę i w drugą. Najeźdźcy burzyli nam zabytki. Które zresztą jeszcze wówczas nie były zabytkami. Mordowali, ale – oddajmy im sprawiedliwość – także gwałcili. Tatarzy, Niemcy, Ruscy, Ukraińcy, Turcy, nawet Szwedzi. Gwałciło nasze prababki rycerstwo zaciężne pozostające na żołdzie częściowo tylko przestrzegających ślubów czystości krzyżaków. Tradycja polskiej tolerancji również zrobiła swoje. Mam na myśli tolerancję religijną i narodowościową. To dzięki niej chronili się w Polsce prześladowani w swoich krajach Holendrzy, Szkoci, Niemcy, Czesi. Polska była ojczyzną dla Żydów. Schronienie znajdowali u nas protestanci, starowiercy. Genialne hasło reklamowe z tamtych czasów „Polska krajem bez stosów” przyciągało do nas kobiety podejrzewane o czary. A z reguły były to kobiety prześladowane gdzie indziej ze względu na charakter i urodę. Czary miały znaczenie drugorzędne. Rzeczpospolita Obojga Narodów była krajem rzeczywiście wielokulturowym. To co wydarzyło się wiele lat później w Ameryce, to co dzieje się dziś w Europie zachodniej — koegzystencja i mieszanie ras i kultur w Polsce wydarzyło się dawno, dawno temu. Dlatego polskie kobiety są piękne. A takie na przykład Angielki? Finki albo Dunki? Szkoda rozmawiać. Europa Zachodnia potrzebuje jeszcze kilkuset lat, by nam pod tym względem dorównać.
Polska ma wiele pięknych twarzy. Dzięki nim można przetrwać nawet najdłuższy listopad. Na przykład siedząc przy kominku, wsłuchując się w nostalgiczne tony Chopina czy zachwycającej swym smutkiem muzyki Henryka Mikołaja Góreckiego. Patrząc w oczy pięknej Polki. Bez pośpiechu i napięcia rozmawiać z nią o hermetycznej polskiej literaturze i arcyseksownym mistycyzmie Słowackiego. Czy o rzeczy tak trudno uchwytnej jak uroda naszych prowincjonalnych, zamglonych i nostalgicznych do bólu nizin. Jest to bardzo, bardzo sexy.
Natomiast z mężczyznami jest o wiele, wiele gorzej. Polacy tylko pod jednym względem nie ustępują Polkom. Są urodziwi, czasem nawet przystojni. A nawet najtęższe umysły przyznają, że uroda, choć ważna, dla mężczyzny nie jest najważniejsza. Facet przede wszystkim musi być dorosły. To znaczy musi być niezależny i odpowiedzialny.
Kilkanaście lat temu modna była amerykańska kreskówka Beavis and Butthead. Emitowała ją MTV. Został zrealizowany także film kinowy, który zapewne dostępny jest w co bardziej wytrzymałych wypożyczalniach. Bohaterami i narratorami filmu byli dwaj, niecałkiem nierozgarnięci nastolatkowie. Mieli jedno w głowie – chcieli seksu, odlotu itp. Powtarzali co chwila mantrę: „Ale syf, co za syf, jak żyję, większego syfu nie widziałem”. Wszyscy znamy takich nastolatków. Mało tego, niektórzy z nas mają odwagę przyznawać, że w swoim czasie mieli do rzeczywistości stosunek taki jak owi młodzieńcy. Ale nastolatkiem nie jest się całe życie. Z tego się wyrasta. Człowiek przestaje wyobrażać sobie, że świat istnieje po to, by jemu – właśnie jemu – zapewnić wygodę i rozrywkę.
Dlatego dziwi mnie, że dorośli ludzie w naszym kraju, kiedy zaczynają mówić o Polsce, automatycznie wskakują w spodenki Beavisa i Buttheada i powtarzają: „Ale syf, co za syf, większego syfu jak żyję nie widziałem”. Piszą na ten temat głębokie eseje, kręcą o tym filmy, piszą powieści i sztuki. I to trwa już od kilkunastu lat. Nie ma w kulturze refleksji na temat skoku cywilizacyjnego i kulturowego, jaki się dokonał w wolnej Polsce. Mamy natomiast kilkaset światowej klasy arcydzieł o naszych dziedzicznych najwyraźniej przywarach: chamstwie, nietolerancji, nacjonalizmie, debilizmie. Mówiąc najprościej: jesteśmy nieudacznikami. Nie nadajemy się do niczego. Kompletnie. Co ciekawe, taki Polaków Portret Własny usiłujemy sprzedać na zewnątrz, w Europie. O świecie nie ma co mówić, świat o naszym istnieniu nie wie i raczej się już nie dowie. To już dawno stało się nudne. A nuda na pewno nie jest sexy.
biogram
Wojciech Tomczyk, najciekawszy scenarzysta, dramaturg, producent i krytyk filmowy. Autor scenariuszy m.in. do seriali telewizyjnych „Oficerowie”, „Oficer” i „Zaginiona” oraz do filmów, „Spona”, „Czarne słońca”, „Rajski ptak”. Autor sztuk teatralnych „Wampir” i „Norymberga”.
Sławomir Mrożek, nie tylko świetny pisarz, ale i mądry człowiek, napisał kiedyś sam o sobie: „Jestem Polakiem i na to nie ma rady”. To zdanie uderza swą przenikliwością. Jest w nim wszystko — świadomość naszej własnej egzystencji, ale także mądra, pogodna rezygnacja. Polak musi pogodzić się ze swoim losem, nie ma wyjścia, tak jak każdy porządny bohater tragiczny, kiedy staje naprzeciw nieuchronnego. Na przykład Gertruda, matka księcia Hamleta, w finale sztuki, po wypiciu jednego drinka za dużo. Kiedy żegna się z całą swą par excellence toksyczną rodziną. (By, jak pamiętamy, po chwili spotkać się z nimi w Krainie Wiecznych Łowów). Polak może wyjechać z Polski, ale z Polaka wydostać się nie ma szans. Nie ucieknie, nie pozbędzie się genu polskości. Ale też z drugiej strony: po jakie licho miałby się go pozbywać? Czy Francuz chce nie być Francuzem?
Jestem przekonany, że polskość jest dana nam raz na zawsze. I jak mówią w Legii Cudzoziemskiej: „Maszeruj albo giń!” Innego wyjścia po prostu nie mamy. Trzeba swoją polskość polubić i zaakceptować. Co nie wydaje się być zadaniem szczególnie trudnym. Ponieważ polskość jest fajna. Polskość jest dżezi i polskość jest seksi. Skoro odpowiedziałem już twierdząco na rzeczywiście zasadnicze pytanie: „Czy Polska jest sexy?” – pora uzasadnić dlaczego.
Polska jest sexy dzięki Polkom. Polki są, były i zawsze będą wyjątkowo pięknymi kobietami. Dodatkowo Polki są także kobietami mądrymi. Nie tylko ja od lat badam problem, dlaczego tak często uroda i inteligencja idzie u Polek w parze. Na przykład ten artykuł piszę między innymi dlatego, że przede mną głos zabrały Manuela Gretkowska i Agata Bielik-Robson. Kobiety obdarzone niezwykle zacną inteligencją i co najmniej dorównującą owej inteligencji urodą. W takim towarzystwie po prostu czuję się świetnie. Przyznam, że trochę mnie to nawet, za przeproszeniem, nobilituje.
W tej sytuacji średnio przekonują mnie argumenty przeciwników Polski jako kraju niezwykle działającego na zmysły. Nie przekonują mnie biadolenia, że nie mamy bomby atomowej, że nie wszyscy jesteśmy wystarczająco pachnący i wyluzowani. Mam troszkę powyżej uszu wysłuchiwania ocen, że polska kultura jest prowincjonalna, zaściankowa i nieprzetłumaczalna. Co złego jest w prowincji? Prowincja jest piękna zawsze i wszędzie. To hałaśliwe metropolie, ludne stolice świata są męczące i sprzeczne z naturą człowieka. Co złego jest w nieprzetłumaczalności? Dlaczego Francuzi czy Rumuni muszą koniecznie czytać Mickiewicza czy mistycznego Słowackiego? Czy Mickiewicz staje się gorszym poetą tylko dlatego, że nie czytają go Grecy i Hindusi? Istnieje z jednej strony dziedzictwo światowej kultury i istnieją także kultury narodowe. Rozdzieranie szat, że Warszawa nie jest Wenecją, a Łódź Amsterdamem również troszkę jest moim zdaniem pozbawione sensu. Pałac Kultury oczywiście śliczny nie jest, ale nam wcisnął go nasz były Wielki Brat. Natomiast Francuzi zupełnie dobrowolnie zohydzili Paryż (kiedyś z przesadą nazywany Warszawą Zachodu), stawiając piramidę pod Luwrem i okropną dzielnicę biurowców Defense, która zdominowała oś Pól Elizejskich.
Oczywiście i Pałac i Defense można będzie kiedyś zburzyć. Natomiast uroda i inteligencja polskich kobiet wyplenić się po prostu nie da i przetrwa wszystkie zawieruchy. Ponieważ ma silne podstawy sięgające zapewne czasów przedpiastowskich. To historia ukształtowała urodę Polek. Historia też sprawiła, że są one mocniejsze psychicznie i inteligentniejsze od swych zachodnich koleżanek.
Uroda polskich kobiet została ukształtowana przez stulecia najazdów (jak nie my na kogoś, to ktoś na nas), jasyrów, brania branek, porywania szlachcianek w jedną stronę i w drugą. Najeźdźcy burzyli nam zabytki. Które zresztą jeszcze wówczas nie były zabytkami. Mordowali, ale – oddajmy im sprawiedliwość – także gwałcili. Tatarzy, Niemcy, Ruscy, Ukraińcy, Turcy, nawet Szwedzi. Gwałciło nasze prababki rycerstwo zaciężne pozostające na żołdzie częściowo tylko przestrzegających ślubów czystości krzyżaków. Tradycja polskiej tolerancji również zrobiła swoje. Mam na myśli tolerancję religijną i narodowościową. To dzięki niej chronili się w Polsce prześladowani w swoich krajach Holendrzy, Szkoci, Niemcy, Czesi. Polska była ojczyzną dla Żydów. Schronienie znajdowali u nas protestanci, starowiercy. Genialne hasło reklamowe z tamtych czasów „Polska krajem bez stosów” przyciągało do nas kobiety podejrzewane o czary. A z reguły były to kobiety prześladowane gdzie indziej ze względu na charakter i urodę. Czary miały znaczenie drugorzędne. Rzeczpospolita Obojga Narodów była krajem rzeczywiście wielokulturowym. To co wydarzyło się wiele lat później w Ameryce, to co dzieje się dziś w Europie zachodniej — koegzystencja i mieszanie ras i kultur w Polsce wydarzyło się dawno, dawno temu. Dlatego polskie kobiety są piękne. A takie na przykład Angielki? Finki albo Dunki? Szkoda rozmawiać. Europa Zachodnia potrzebuje jeszcze kilkuset lat, by nam pod tym względem dorównać.
Polska ma wiele pięknych twarzy. Dzięki nim można przetrwać nawet najdłuższy listopad. Na przykład siedząc przy kominku, wsłuchując się w nostalgiczne tony Chopina czy zachwycającej swym smutkiem muzyki Henryka Mikołaja Góreckiego. Patrząc w oczy pięknej Polki. Bez pośpiechu i napięcia rozmawiać z nią o hermetycznej polskiej literaturze i arcyseksownym mistycyzmie Słowackiego. Czy o rzeczy tak trudno uchwytnej jak uroda naszych prowincjonalnych, zamglonych i nostalgicznych do bólu nizin. Jest to bardzo, bardzo sexy.
Natomiast z mężczyznami jest o wiele, wiele gorzej. Polacy tylko pod jednym względem nie ustępują Polkom. Są urodziwi, czasem nawet przystojni. A nawet najtęższe umysły przyznają, że uroda, choć ważna, dla mężczyzny nie jest najważniejsza. Facet przede wszystkim musi być dorosły. To znaczy musi być niezależny i odpowiedzialny.
Kilkanaście lat temu modna była amerykańska kreskówka Beavis and Butthead. Emitowała ją MTV. Został zrealizowany także film kinowy, który zapewne dostępny jest w co bardziej wytrzymałych wypożyczalniach. Bohaterami i narratorami filmu byli dwaj, niecałkiem nierozgarnięci nastolatkowie. Mieli jedno w głowie – chcieli seksu, odlotu itp. Powtarzali co chwila mantrę: „Ale syf, co za syf, jak żyję, większego syfu nie widziałem”. Wszyscy znamy takich nastolatków. Mało tego, niektórzy z nas mają odwagę przyznawać, że w swoim czasie mieli do rzeczywistości stosunek taki jak owi młodzieńcy. Ale nastolatkiem nie jest się całe życie. Z tego się wyrasta. Człowiek przestaje wyobrażać sobie, że świat istnieje po to, by jemu – właśnie jemu – zapewnić wygodę i rozrywkę.
Dlatego dziwi mnie, że dorośli ludzie w naszym kraju, kiedy zaczynają mówić o Polsce, automatycznie wskakują w spodenki Beavisa i Buttheada i powtarzają: „Ale syf, co za syf, większego syfu jak żyję nie widziałem”. Piszą na ten temat głębokie eseje, kręcą o tym filmy, piszą powieści i sztuki. I to trwa już od kilkunastu lat. Nie ma w kulturze refleksji na temat skoku cywilizacyjnego i kulturowego, jaki się dokonał w wolnej Polsce. Mamy natomiast kilkaset światowej klasy arcydzieł o naszych dziedzicznych najwyraźniej przywarach: chamstwie, nietolerancji, nacjonalizmie, debilizmie. Mówiąc najprościej: jesteśmy nieudacznikami. Nie nadajemy się do niczego. Kompletnie. Co ciekawe, taki Polaków Portret Własny usiłujemy sprzedać na zewnątrz, w Europie. O świecie nie ma co mówić, świat o naszym istnieniu nie wie i raczej się już nie dowie. To już dawno stało się nudne. A nuda na pewno nie jest sexy.
biogram
Wojciech Tomczyk, najciekawszy scenarzysta, dramaturg, producent i krytyk filmowy. Autor scenariuszy m.in. do seriali telewizyjnych „Oficerowie”, „Oficer” i „Zaginiona” oraz do filmów, „Spona”, „Czarne słońca”, „Rajski ptak”. Autor sztuk teatralnych „Wampir” i „Norymberga”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|