Barbara Kasprzycka, Andrzej Godlewski: Dlaczego nie chce pan poprzeć Hanny Gronkiewicz-Waltz przed II turą wyborów w Warszawie?
Marek Borowski*: Politycy PO publicznie
zwracali się do mnie o poparcie ich kandydatki, bo rzekomo pomoże to odsunąć PiS od władzy. Podkreślali, że rządy braci Kaczyńskich są „kompletnym nieporozumieniem” i
„kompromitują Polskę”. Pozytywnie odbierałem te stwierdzenia. Teraz jesteśmy po wyborach i Platforma już nie jest taka stanowcza. Każdy mówi coś innego.
To panu przeszkadza?
Tak. Bo oznacza, że była to tylko retoryka oraz że PO nie jest gotowa do zdecydowanego przeciwstawienia się PiS i jego koalicjantom. Tak naprawdę
wprowadza w błąd swoich wyborców i chce z PiS współpracować, podtrzymując i umacniając jego rządy. W tej sytuacji poparcie pani Gronkiewicz przez centrolewicę źle świadczyłoby o naszych
politycznych kwalifikacjach. Teraz mówię twardo: nie popieramy nikogo.
Czy zmieni pan zdanie, gdy pojawią się szanse na koalicję z Platformą w sejmiku województwa mazowieckiego, dzięki czemu mógłby pan objąć funkcję marszałka?
Strasznie spsiała nam ta polityka. Ja nie zamierzam obejmować żadnych stanowisk w zamian za cokolwiek! Pewność, że w Warszawie nastąpi realna zmiana, daje tylko polityczna i programowa
koalicja PO i LiD. Taka była nasza ostateczna propozycja. Donald Tusk ją odrzucił. Jeśli zmieni stanowisko, my rozważymy zmianę naszego. Tyle że czasu coraz mniej...
Rok temu przed II turą wyborów prezydenckich w końcu poparł pan kandydata PO Donalda Tuska bezwarunkowo. Czemu nie chce pan tego powtórzyć?
To nieporównywalne sytuacje.
W grę wchodziła racja stanu. Zwycięstwo Tuska oznaczało,że niebezpieczne dla Polski i demokracji koncepcje PiS uzyskają jakąś przeciwwagę. Dziś na nic takiego się nie zanosi.
Dla centrolewicy potępienie PiS jest warunkiem współpracy. Czy rzeczywiście PiS jest najgorszym, co Polskę spotkało?
W ostatnim okresie zdecydowanie najgorszym. Przy czym
nie chodzi tylko o werbalne potępienie tych rządów, ale przede wszystkim o skuteczne przeciwdziałanie.
A nie uczestniczył pan we władzy jeszcze gorszej? Zanim odszedł pan z SLD, w tej partii byli Pęczak, Jagiełło i Sobotka.
Jak państwo słusznie zauważyli –
odszedłem. A co do oceny? W jednej zupie jest za dużo soli, w drugiej za dużo pieprzu. Która jest gorsza? Po 1989 r. zbudowaliśmy solidne fundamenty demokratycznego, pluralistycznego państwa i
rynkowej gospodarki. SLD budował na tych fundamentach niejednokrotnie krzywo i niefunkcjonalnie, ale stawiał też mocne ściany: konstytucja, wejście do UE, wyjście z kryzysu gospodarczego.
Kaczyńscy natomiast niszczą fundamenty w imię obsesyjnej idei IV RP, o której na razie wiadomo tyle, że moralne państwo ma być zbudowane za pomocą niemoralnych metod. Po rządach PiS naprawa
będzie trudniejsza niż po rządach SLD.
Młody lewicowy intelektualista Sławomir Sierakowski deklaruje w „Dzienniku”, że głównym przeciwnikiem centrolewicy nie jest PiS, ale Platforma.
Tam,
gdzie bez narażania naszych wartości na szwank możemy tworzyć koalicje z PO, powinniśmy je tworzyć. Trzeba jednak powiedzieć twardo: mamy pewne cele do spełnienia i te cele w ramach koalicji
chcemy spełnić. Sierakowski obawia się natomiast, że w koalicji z PO nie będziemy realizować programu, tylko znowu wszystko się rozpierzchnie w poszukiwaniu władzy.
Może ma rację? Może centrolewica powinna zająć się teraz nie walką o urzędy, ale budowaniem nowej tożsamości?
Koncepcja Sierakowskiego jest taka, że trzeba zostawić rządzenie PiS. Wycofać się i zająć pracą organiczną, zbudować centrolew i ruszyć do boju. Nie mogę tego przyjąć, bo to
skazywałoby nas na marginalizację przez długie lata. Na rolę bardzo sympatycznej grupy dyskutujących intelektualistów, którzy nie przejdą do ofensywy, bo nikt o nich nie będzie wiedział.
Tworzenie partii na zapleczu, bez działania, bez pokazywania, co się chce zrobić, bez pokazywania swoich liderów w akcji, to jest utopia.
A jakich liderów chce teraz pokazywać centrolewica? Borowskiego? Olejniczaka? Czy może Millera albo Mazowieckiego?
W kolejności alfabetycznej: Borowskiego, Olejniczaka,
Onyszkiewicza. Pod względem siły zaplecza partyjnego są to Olejniczak, Borowski, Onyszkiewicz. Pod względem doświadczenia w rządzeniu całą trójkę i jeszcze wielu innych. W każdej
klasyfikacji każdy coś wnosi. A całkiem serio: byłoby rzeczą bardzo niedobrą, gdybyśmy zaczęli teraz toczyć spory o przywództwo. Tym bardziej że jeszcze nie opracowaliśmy programu na
wybory parlamentarne. To byłby wstęp do podziałów.
Nie wspomniał pan o Leszku Millerze. Czy były premier gratulował już panu dobrego wyniku w wyborach w Warszawie?
Leszek Miller nie jest zadowolony z mojego wyniku.
Widocznie spodziewał się klęski.
Na lewicy nie ma radości również z sukcesów innych ludzi SdPl: Izabeli Sierakowskiej w Lublinie czy Andrzeja Celińskiegi na Mazowszu. Dlaczego?
Pojawiają się takie
głosy jak sekretarza generalnego SLD Napieralskiego, że „SdPl nic nie wniosła” czy „Trybuny” która napisała, że „SdPl weszła na plecach
SLD”. Ja podchodzę do nich pobłażliwie. Nie prostuję, nie wdaję się w polemiki. Czasami to po prostu niemądre, a czasami wynika z niezrozumienia roli, jaką w uzdrawianiu lewicy
odegrało powstanie SdPl.
To dlaczego Grzegorz Napieralski nie docenia waszej roli? Tak mu doradza doradza Leszek Miller?
Młody jest i trochę zapalczywy. Może tak mu się tylko chlapnęło.
A co panu radzi Aleksander Kwaśniewski?
Radzi mi iść do przodu. On sam kiedyś myślał o takim porozumieniu lewicy i Demokratów. Wówczas do niego nie doszło, bo chyba
było za wcześnie.
Czy były prezydent także zostanie twarzą nowej centrolewicy?
Rozmawiamy sobie z nim czasem o tym, co się w Polsce dzieje. On oczywiście popiera nas i nam kibicuje, ale na
razie nie ma specjalnych planów.
Na lewicy oprócz Millera ciągle działają wpływowy Marek Dyduch i szef „Trybuny” Marek Barański. Czy realna jest współpraca z Platformą, którą mieliby wspierać
zarówno tacy lewicowcy, jak i Jan Rokita czy Paweł Śpiewak?
To są niekompatybilne nazwiska. Jan Rokita jest jednym z liderów PO, a Miller nie pełni żadnej funkcji w SLD. Mówmy
o Borowskim i Olejniczaku, a nie o Millerze i Barańskim. Faktem jest jednak, że dopóki Platformie ton nadawać będą politycy, których od PiS różni tylko to, że są w Platformie, na
porozumienie trudno liczyć. Jan Rokita i część polityków PO z Krakowa ogłosili, że w II turze wyborów prezydenckich w Krakowie popierają kandydata PiS. Kandydata lewicy Jacka Majchrowskiego
poparł delikatnie Tusk, bardziej wyraźnie Szczypiński, jego kontrkandydat z PO. No to jakie jest wspólne stanowisko PO?
Czy protest wobec rządów PiS to nie za mało, by możliwa była współpraca centrolewicy z PO?
Oczywiście. Potrzebne jest również porozumienie programowe. Tyle że teraz
mówimy nie o porozumieniu parlamentarnym – to nie jest możliwe – ale o porozumieniu politycznym i programowym na szczeblu samorządowym, a to nie jest już takie egzotyczne. Za
trzy lata zobaczymy: jeśli będzie tego wymagała racja stanu, być może konieczny będzie wariant włoski, gdzie dla odsunięcia Berlusconiego warto było zawrzeć szerokie porozumienie. Nasza
rzecz, aby stworzyć silną centrolewicę, z którą każdy będzie się liczył.
Ale czy w sojuszu z PO młodej centrolewicy nie spotka los LPR? Czy nie obawia się pan, że jako przystawka zostaniecie połknięci przez większego partnera?
Przystawką
może się stać ktoś, kto ma takie predyspozycje: albo nie ma programu, jak Samoobrona, albo nie ma mocnej racji bytu, jak LPR. Liga wypłynęła na poparciu ojca Rydzyka, a jak je utraciła
popadła w rozsypkę. Centrolewica ma liderów, ma kompetentnych ludzi, pracuje nad programem. Możemy być tylko partnerem, nie przystawką.
Przez niemal całe dorosłe życie próbuje pan reformować polską lewicę. Tak było w końcówce istnienia PZPR. Kiedy nie udało się zmienić SLD, założył pan nową partię. Czy widzi
pan jeszcze sens?
Tak naprawdę to pytanie o sens życia. Albo polityka jest pasją, chęcią zmiany świata na lepsze, albo jedynie sposobem na dorobienie się i zaspokojenie
próżności. W tym drugim przypadku rzeczywiście nie ma sensu reformować: bierze się to, co jest bardziej intratne i pozwala na łatwiejsze życie. W tym pierwszym idzie się za marzeniami.
Wyborcy powiedzieli mi, że warto.
BIO
*Marek Borowski, przewodniczący Socjaldemokracji Polskiej (SdPl). Sprawował funkcję wicepremiera i ministra finansów (1993 – 1994) oraz marszałka Sejmu (2001 – 2004)