Dziennik Gazeta Prawana logo

"Kwaśniewski jeszcze nie wraca z urlopu"

12 października 2007, 14:43
Ten tekst przeczytasz w 11 minut
Kwaśniewski nie bardzo pasuje do obecnej polskiej polityki. Twardej, bezwzględnej, a równocześnie premiującej wyraziste pomysły. On zaś zawsze budował swą pozycję na niezdecydowaniu, braku wyraźnego zdania, swoistej miękkości - piszą w DZIENNIKU Piotr Zaremba i Michał Karnowski.
Po Aleksandrze Kwaśniewskim została w pałacu prezydenckim wielka szafa wypełniona jego przemówieniami. Zebrało się tego w ciągu 10 lat. W kolejnych tomach zapisano najdrobniejsze wystąpienie, każdy toast. Oznaka archiwistycznej dokładności podległych poprzedniemu prezydentowi służb? Czy drobny dowód sabostki dawnego lokatora, jaką jest próżność.

Ważniejsze, że dziś ta szafa i jej zawartość wydają się bezużyteczne. Nikt do niej nie sięgnie. Nikt nie wyciągnie na chybił trafił tomika, aby zgrabnym cytatem nawiązać do byłego szefa SLD. Nie tylko nikt z ekipy Kaczyńskich - to zrozumiałe. Także nikt ze starych i nowych druhów z lewicy. Czy dlatego, że Kwaśniewski spędzał głównie czas na mówieniu zdań okolicznościowych i gładkich? Dziś kompletnie nieprzydatnych - w dobie zaciętej walki lewicowej opozycji z rządami PiS i w dobie walki samej lewicy o przetrwanie na scenie.

Tamte mowy to głównie wspomnienia złotych lat 90., gdy do pewnego momentu rodzina Kwaśniewskich pozostawała pod kloszem mediów, a on sam bił rekordy osobistej popularności. "Olek to znakomity aktor, ale ktoś musiałby napisać dla niego nową rolę" - ujmuje sedno sprawy Krzysztof Janik, dawny bliski współpracownik Kwaśniewskiego, a dziś doradca nowego lidera SLD Wojciecha Olejniczaka. I co prawda Janik zastrzega od razu, że chodzi mu o to, że nie ma ludzi, którzy zorganizowaliby byłemu prezydentowi polityczne zaplecze. Ale to chyba szerszy problem. Bo z naszego dochodzenia wynika, że nie tylko politycy lewicy nie chcą za bardzo powrotu Kwaśniewskiego, że nikt nie wypatruje jego postaci wracającej na białym koniu. Wątpliwe także aby on chciał szybko wracać. Dlatego, że zbrzydła mu polityka? A może nie wie od czego zacząć, jaki temat sobie znaleźć, o jakich sprawach wypowiadać? W końcu przez lata oddziaływał głównie samą swoją osobowością (Jadwiga Staniszki nazwała go nawet "ciepłym miejscem").

A może chce sobie oszczędzić upokorzenia. Tłoczenia się w wyścigu o przywództwo między swoimi dawnymi partyjnymi kolegami Jerzym Szmajdzińskim czy Markiem Borowskim i ostatnim politycznym protegowanym, młodzieńczym Wojciechem Olejniczakiem, który - nie zgadzając się z jego decyzją o poparciu w Warszawie Hanny Gronkiewicz-Waltz zupełnie ostatnio nazwał go przed kamerami "prywatną osobą". Co więcej miał rację Kwaśniewski to dziś wykładowca na jezuickim uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie, związany kontraktem przynajmniej do marca 2007.

"Ci wszyscy, którzy przepowiadają jego szybki powrót do polityki, tworzą mity przestrzega ostatni szef jego kancelarii Waldemar Dubaniowski, bezpartyjny zaufany dawnego prezydenta, a dziś organizator jego fundacji o nazwie "Amicus Europae", "Przyjaciel Europy". I rzeczywiście, interwencje Kwaśniewskiego w polską politykę są nieliczne i powściągliwe. Poza poparciem Gronkiewicz-Waltz pośrednią okazją do zaprezentowania się, było mowa, w której zachęcał Polskę do rozmów z Białorusią wygłoszona na konferencji zorganizowanej przez jego własną fundację. Trochę mało, jak na kogoś, kto sprzedawał się jako człowiek szukający sławy przede wszystkim w świecie polityki międzynarodowej. Trzecią poufną interwencją Kwaśniewskiego jest jak opowiadają politycy SLD - doradzanie na odległość nowemu blokowi lewicowemu Lewica i Demokraci, aby uczynił swoim liderem Włodzimierza Cimoszewicza. Tyle że Cimoszewicz to kolejny wielki nieobecny, wciąż niezdecydowany, czy szukać znowu szczęścia w polityce, na dokładkę nielubiany przez polityków SLD od zawsze, a szczególnie od zeszłego roku, gdy porzucił ich nagle w obliczu wyborów prezydenckich. Czy Kwaśniewski wierzy w skuteczność takiej rady? Czy tylko przypomina o sobie? Nie wiadomo.


Same pytania, żadnych odpowiedzi. A równocześnie politycy lewicy otwarcie przytakują dziennikarzom: tak, nie czekamy na jego powrót. Zaraz potem tłumaczą: dla byłego prezydenta nie ma po prostu w krajowej polityce odpowiednio godnego miejsca. Ale przecież, by nie szukać już przykładów dawniejszych, Francuz Valery Giscard D’ Estaign po prezydenckiej kadencji dał się wybrać do parlamentu, gdzie spędził jeszcze wiele lat. Jego problem był taki sam jak 52-letniego Kwaśniewskiego - był zbyt młody, aby ograniczać się do okolicznościowych konferencji i działalności charytatywnej.

Prawda jest więc inna. Kwaśniewski nie ma dziś na postkomunistycznej lewicy wielu fanów. Choć przez lata był w tym środowisku, wbrew pozorom dystansu od bieżącej polityki, zamknięcia w prezydenckim pałacu, ostentacyjnej ponadpartyjności, postacią potężną. Choć jeszcze w pierwszej połowie rządów Millera trzymał rękę na pulsie, uzgadniając wszystko na bardzo częstych, biesiadnych spotkaniach z premierem i liderami SLD.

Grał zręcznie, a przecież nie na tyle zręcznie, aby dziś go jakoś szczególnie lubiano, Starzy liderzy: Leszek Miller i Józef Oleksy uważają go za sprawcę własnego odsunięcia na boczny tor. Marek Borowski, choć o podobnych jak Kwaśniewski zapatrywaniach (jego najbardziej ciągnęło do demokratów, ostatnio tak jak były prezydent był zwolennikiem flirtu z PO), ma żal o brak prezydenckiego poparcia dla SdPL podczas kampanii w 2005 roku. Ma też własne ambicje lidera. Także Wojciech Olejniczak, wykreowany z błogoslawieństwem Kwaśniewskiego, i ponoć wciąż przedstawiający się jako jego namiestnik, uwierzył, że może być polskim Tony Blairem. A na dwóch Blairów nie ma przecież miejsca. Jak to ujmuje w rozmowie z DZIENNIKIEM Leszek Miller: "Jest dziś wielu chętnych do roli nowego Kwaśniewskiego. I ci kandydaci nie marzą wcale o powrocie pierwowzoru".

Obecny „opiekun Olejniczaka, Krzysztof Janik głosi z kolei chwytliwą tezę, że starsze pokolenie powinno się, łącznie z nim samym usunąć."Zwycięstwo czeka nas w roku 20013, wtedy Olejniczak będzie dopiero po czterdziestce" - dowodzi. Można by dodać - a skryty w cieniu Janik będzie nadal pociągał za sznurki.

I w takim układzie dla Kwaśniewskiego nie ma za bardzo miejsca.

Ale jest i coś więcej. Zniechęcenie samego Kwaśniewskiego! Gdy pytać polityków lewicy, nawet tych ciągle mu bliskich, co u niego słychać, padają wymijające odpowiedzi. "Dzwonił parę razy". „Widziałem się z nim kilka miesięcy temu... W końcu pada wyjaśnienie prawdziwe: "nie odwiedza", "unika". Ba, on tak lubiący życie towarzyskie nie urządził ani razu przyjęcia w Warszawie."Zupełnie jakbyśmy przestali go interesować" - mówi jeden z nielicznych polityków SLD naprawdę wiernych dawnemu prezydentowi. I tłumaczy, że "Olka" tak naprawdę interesuje kariera międzynarodowa. Że czeka na propozycję - może z NATO, może z Unii Europejskiej, gdy zwolni się jedno z poważnych stanowisk.
Czy to jedyny powód tej swoistej emigracji? "Zamiast pytać o Kwaśniewskiego, spójrzcie na lewicę. Czy były prezydent dużego kraju, po dwóch pełnych kadencjach, ma wracać do takiego obozu?" - pyta Andrzej Celiński, polityk SdPL. I dodaje: "róciłby, gdybyśmy mieli wielki lewicowy ruch społeczny, idący po władzę. Nic takiego nie ma, więc na razie szuka czegoś za granicą".

Nie chcą Kwaśniewskiego i nie chce Kwaśniewski. Przyzwyczajają się do tego także zwykli Polacy. W jedynym sondażu na temat powrotu byłego prezydenta większość, co prawda nieznaczna, wypowiedziała się przeciw. Można też odnieść wrażenie, że Kwaśniewski nie bardzo pasuje do obecnej polskiej polityki. Twardej, bezwględnej, a równocześnie premiującej wyraziste pomysły. On zaś zawsze budwał swą pozycję na niezdecydowaniu, braku wyraźnego zdania, swoistej miękkości. Dziś na takich polityków nie ma w Polsce wielkiego zapotrzebowania. Nawet przedstawiany przez wielu jako sympatyczny, lecz mdły Olejniczak pręży muskuły. Stara się być twardy i szuka własnych tematów. Merytorycznych uzasadnień dla swej obecności w polityce. Kwaśniewski swojego tematu nie ma.

Czy to znaczy, że nigdy nie wróci? Nie wydawajmy pochopnych wyroków. Kariera międzynarodowa jest wątpliwa. Obecne władze musiałyby się bardzo postarać, aby go wesprzeć - a pewnie tego nie zrobią. Gdy aspirował do funkcji sekretarza generalnego, zablokował go Putin. Teraz mogą to z łatwością zrobić bracia Kaczyńscy. Zwłaszcza odkąd opowiedział się za Gronkiewicz-Waltz.

Wątpliwe, aby Kwaśniewski wytrwał długo w roli profesora. A wezwać go mogą ci sami, którzy teraz za bardzo o nim nie pamiętają. SLD więdnie jako przebrzmiała formuła, ale też nowy byt, LiD, nie stał się czymś wyrazistym. Nie ma stałych władz, nie znalazł pomysłu na przypominanie o sobie, jest wewnętrznie skłócony. Taki trochę lewicowy AWS. Tyle że AWS był początkowo trzymany twardo w garści przez związek „Solidarność z Marianem Krzaklewskim na czele. A tu brakuje przywódcy.

Do funkcji lidera zjednoczonej lewicy aspiruje oczywiście Olejniczak. Ale może się okazać za słaby, aby zapanować nad sprzecznymi ambicjami. Aby, jak mówi śmiejąc się ważny polityk lewicy, godzić w Lublinie Kurczuka z Sierakowską, a w centrali Borowskiego z Millerem. Kwaśniewskiemu taka rola dziś się z pewnością nie uśmiecha. Może nawet on, człowiek, który był na ty z prezydentami i premierami całego świata, trochę nią gardzi. Ale jutro, gdy zaczną go błagać, wzywać? Słać poselstwa? Może się, zmęczony bezczynnością i stopniowym zapomnieniem rodaków, złamać.

A co będzie jeśli i LiD okaże się niewypałem? Dubaniowski snuje, podkreślając, że to jego własne poglądy nieuzgadniane z Kwaśniewskim, wizję pożądanego rozwoju wypadków: "Umiarkowana część SLD porzuca starych aparatczyków takich jak Miller i dogaduje się z częścią Platformy, już bez Rokity. Pogodzić zaś może ich elitarna formacja Andrzeja Olechowskiego. I wspólne ugrupowanie gotowe. Oczywiście nie za pół roku. Raczej za kilka lat".

Czy w takim układzie nie byłoby miejsca dla Kwaśniewskiego? W jakiej roli? Patrona? Realnego lidera? Kandydata na premiera? Gdyby zaś w dodatku powrócił odpowiedni polityczny klimat. Jeśli projekt IV Rzeczpospolitej braci Kaczyńskich poniesie spektakularną klęskę, wróci może znów zapotrzebowanie na polityków nieco obłych, ale sympatycznych. Nie narzucających społeczeństwu za wielu poglądów, zwłaszcza gdy ich nie mają. Polityków, którzy jak powiedział o sobie sam Kwaśniewski "lubią ludzi". Odgrywałby taką rolę pewnie lepiej niż wiecznie zestresowany, kojarzący się z walką, Donald Tusk. I pewnie lepiej niż mało doświadczony Olejniczak. I miałby jeden poważny atut. Przy krótkiej pamięci wyborców byłby "człowiekiem z zewnątrz".

Oczywiście byłego prezydenta może powstrzymywać przed aktywnością coś jeszcze. Coś, o czym politycy mówią dziś tylko szeptem. Gdy kończył drugą kadencję, otwarcie dyskutowano o wlokących się za nim biznesowych ogonach. Symbolizowanych przez wspólne zdjęcie z lobbistą Markiem Dochnalem. Dziś wszyscy - z lewicy i prawicy - powtarzają po cichu o nieformalnym immunitecie, obietnicy nie nękania byłej głowy państwa kłopotliwymi śledztwami. Pośrednikiem w kontaktach między dawnym i obecnym ośrodkiem prezydenckim miał być nieoceniony doradca Lecha Kaczyńskiego Andrzej Urbański. A motyw? Choćby wiara Lecha Kaczyńskiego, że Polacy źle by odebrali represje wobec byłego prezydenta. Mniejsza o to, uzasadnione czy nie. Rzecz w tym, że jeśli taka umowa była, już została złamana. Zdaniem ludzi bliskich Kwaśniewskiemu, choćby ciągnięciem śledztwa, w którym przewija się nazwisko byłego prezydenckiego ministra Marka Ungiera, człowieka bliskiego Kwaśniewskiemu. To śledztwo dotyczy Laboratorium Frakcjonowania Osocza, typowej biznesowej wydmuszki wspartej gwarancjami przez państwo. Zresztą i sam Kwaśniewski był już przesłuchiwany przez prokuratorów przy okazji sprawy LFO. Z kolei politycy PiS uważają, że wchodząc czynnie w rozgrywkę warszawską między PO i PiS, Kwaśniewski sam pozbawił się szans na nieformalny immunitet. Zwłaszcza że jego publiczna deklaracja mogła przechylić szalę na korzyść byłej prezes NBP.

Tyle, że na ten sam fakt można patrzeć z dwóch różnych stron. Może brak politycznej aktywności Kwaśniewskiego na scenie krajowej to gwarancja, że uniknie kłopotliwych pytań. A może odwrotnie - właśnie powrót na tę scenę zapewni mu ochronę. Bo będzie wyglądało, że nawet zwykłe przesłuchanie to sposób na szczególnie groźnego przeciwnika. Obliczony na to, aby go zastraszyć. A może Kwaśniewski musi mieć po prostu czas, by się pozbierać, pomyśleć nad swoją przyszłością. Na razie przerywa po roku konsekwentne milczenie. Jeszcze w grudniu zacznie udzielać wywiadów jako pierwszej bliskiej mu "Polityce". Czy to narodziny Kwaśniewskiego eksperta? "Wszystko prawda, ale biologii i temperamentu nie da się oszukać. On kiedyś wróci" - wróży Miller. Więc jednak zapowiedź nowego życia, kolejnego politycznego wcielenia?Ale na pytanie czy mu się uda, nikt nie waży się odpowiedzieć.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj