"Te pozwy to wyjątkowa bezczelność"
Władysław Bartoszewski, były szef MSZ

Indywidualne pozwy, jakie Powiernictwo Pruskie złożyło przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, to wyjątkowa bezczelność. Na szczęście w tej sprawie wszystko układa się tak jak przewidywałem. To znaczy rząd Niemiec zareagował właściwie.
Pozwy Powiernictwa w jakiś szczególny sposób mnie nie niepokoją, chociaż żadne napięcia na linii Polska –Niemcy nie są mile widziane. W ogóle wszelkie kłótnie między ludźmi nigdy nie są niczym dobrym.
Bardzo cieszy mnie natomiast fakt, że rząd Niemiec zareagował natychmiast. Jest to szczególnie ważne w kontekście zeszłotygodniwej wypowiedzi deputowanego do Bundestagu Joachena Konrada Frommego, przedstawiciela współrządzącej CDU. Jego wypowiedzi, w których między innymi podważał umowę poczdamską, były niedopuszczalne. Jego wizji skutków drugiej wojny światowej nie da się nazwać inaczej jak infantylną. Po tych kuriozalnych wypowiedziach nastąpiły teraz bezczelne działania Powiernictwa Pruskiego, których autorem nie była co prawda ani partia CDU, ani niemiecki rząd, ale korespondują one w czasie i odpowiadają klimatowi wypowiedzi polityka współrządzącej partii.
Tym bardziej ważna jest dla mnie zdecydowana reakcja rzecznika kanclerz Angeli Merkel, który powiedział, że rząd nie popiera indywidualnych roszczeń”.
Reakcji polskiej dyplomacji nie będę komentował, bo z zasady nie wypowiadam się na temat metod jej działania. Do pewnego stopnia jestem tu stroną, gdyż sam byłem szefem Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Moja polityka została w sposób skrajny napiętnowana przez oficjalne czynniki w tym kraju. Nie było ani jednego miarodajnego człowieka, który wziąłby w obronę ministrów spraw zagranicznych. Dlatego nie chcę oceniać pracy dzisiejszego MSZ.
Popieram natomiast wszelkie działania, które służą umocnieniu suwerenności i podmiotowości naszego państwa. Cieszy mnie każdy przypadek, w którym nasza polityka zagraniczna okazuje się skuteczna.



Rząd Niemiec tego nie popiera
Ruprecht Polenz, polityk CDU

Ze wszystkich znanych mi ekspertyz prawnych wynika, że nie ma żadnej szansy, by pozwy Powiernictwa Pruskiego mogły być rozpatrzone na korzyść pozywających.
Orzecznictwo sądów jest oczywiście niezależne od polityki, a polityka nie może oddziaływać na pozwy składane przez prywatnych ludzi. Pamiętajmy jednak, że rząd niemiecki nie popiera w żaden sposób tych pozwów i działalności Powiernictwa Pruskiego.
Rząd Niemiec może nawet na tych pozwach w pewnym sensie skorzystać. Do tej pory istniały one w relacjach polsko-niemieckich jako rodzaj groźby, że zawsze mogą zostać złożone. Kiedy jednak Trybunał w Strasburgu orzeknie, że nie mają one żadnych podstaw, groźba ta w końcu zniknie. Myślę, że wyrok zapadnie szybko i wszyscy przekonamy się, że ta broń nigdy nie wypali.
Dlaczego Powiernictwo Pruskie złożyło pozwy mimo, iż prawie na pewno sprawę przegra? Ludzie, którzy za tym stoją, myślą inaczej - liczą na jakieś finansowe korzyści, prawdopodobnie mają dobrych prawników, którzy przekonali ich, że zwycięstwo jest możliwe.
Pozwy Powiernictwa Pruskiego nie mogą w żaden sposób zaszkodzić polsko-niemieckim relacjom. Oba rządy odcięły się od tych roszczeń. W Niemczech i w Polsce wiadomo, że jest to indywidualna inicjatywa kilku prywatnych osób. Czyli nie jest to żadna akcja polityczna, nie stoją za tym żadni politycy. W żaden sposób ta sytuacja nie może więc wpłynąć na jakość polsko-niemieckich relacji.
Pozwy to wynik krzywdy, jakiej doświadczyli ci ludzie oraz ich rodziny po II wojnie światowej, dlatego sprawa ma dla nich w dużej mierze wymiar moralny. Ja takiej interpretacji nie podzielam i gdyby ktoś przed złożeniem pozwu zapytał mnie o radę, zdecydowanie bym takie działanie odradził.


Pozwy ostatecznie ośmieszą Powiernictwo
Bronisław Geremek, były szef MSZ

Pozwy Powiernictwa Pruskiego wpisują się w ciąg działań tego niechętnego Polsce stowarzyszenia. Tych pozwów nie należy jednak traktować poważnie. Rozpoznanie prawnych skutków tych roszczeń wskazuje na to, że nie mają one żadnego uzasadnienia.
Niepokojące jest jednak to, że 60 lat po zakończeniu II wojny światowej są jeszcze ludzie, którzy podają w wątpliwość odpowiedzialność hitlerowskich Niemiec za rozpętanie tej wojny i za krzywdy, jakie były jej skutkiem. Najwyraźniej są w Niemczech ludzie, którzy rozrachunki z historią traktują jako instrument poszukiwania finansowych korzyści, a nie jako element odpowiedzialności moralnej i politycznej, jaką ponoszą hitlerowskie Niemcy. Przypominam, że prezydent Niemiec Horst Keller jasno wyraził swe stanowisko w tej sprawie. Także niemiecki rząd dystansuje się od inicjatywy Powiernictwa Pruskiego. Stanowisko rządu polskiego i niemieckiego w tej sprawie powinno być jednakowe.
Z prawnego punktu widzenia pozwy Powiernictwa nie są sprawą prostą. Nie ma jednak sensu zagłębiać się w prawne niuanse tej sprawy, gdyż ma ona głównie wymowę polityczną oraz moralną. Trzeba tylko pilnować, by strona polska podejmowała w Strasburgu działania rozumne, konsekwentne i twarde. Jestem przekonany, że skierowane do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu pozwy ośmieszą ostatecznie Powiernictwo Pruskie.


Pozwy Powiernictwa to skandal!
Stefan Meller, były szef MSZ

Pozwy Powiernictwa Pruskiego przeciwko Polsce uważam za skandal. Tu nie chodzi tylko o polsko-niemieckie relacje. Autorzy pozwów mają dziwaczne wyobrażenie tego, czym jest i powinna być Europa.
Ten skandal uruchamia nie tylko pewne niedobre mechanizmy w stosunkach polsko-niemieckich, ale kładzie się także cieniem na europejską politykę. To jest przywoływanie upiorów przeszłości, której Niemcy są spadkobiercami, czy tego chcą, czy nie.
Do tego pozwy te wytwarzają pewien typ nastrojów w części niemieckiej opinii publicznej, które współgrają z resentymentami, wciąż obecnymi w Niemczech.
Najważniejsze są jednak odcinające się od całej sprawy reakcje rządu niemieckiego oraz poważnych polityków, w tym i takich, o których moglibyśmy raczej sądzić, że sprzyjają roszczeniom Powiernictwa Pruskiego.
Nie obawiam się, by z tych pozwów coś wynikło, by Trybunał w Strasburgu uwzględnił roszczenia. Jest jednak problem dużo głębszy. Sprawa pozwów Powiernictwa, wcześniejsza sprawa wypędzonych (czy przesiedlonych - jak my mówimy) pokazują pewien stan świadomości czy orientacji niemieckiej. Wierzę, że demokracja niemiecka budowana na tak trudnych podstawach po II wojnie światowej zrzuci z siebie wszelkie złe cechy. Nie zapominajmy, że polsko-niemieckie relacje są kluczowe z punktu widzenia budowy wspólnej polityki europejskiej.