Dziennik Gazeta Prawana logo

"Nie mogę milczeć"

12 października 2007, 14:45
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Nie mogę bezczynnie znosić napaści, obelg, niesprawiedliwych zarzutów i tylko spuszczać głowę w pokorze. Mam prawo do obrony - tak ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski odpowiada w DZIENNIKU Tomaszowi Terlikowskiemu, który wczoraj zalecał kapłanowi milczenie.
Tomasz Terlikowski pisze, żeby w milczeniu przyjmować ciosy i nie odpowiadać na kolejne przytyki kurii czy księży. Do pewnego stopnia zgadzam się z tym i dlatego wielokrotnie musiałem ugryźć się w język, żeby nie zareagować, kiedy byłem atakowany. Istnieją jednak nieprzekraczalne granice! Nie mogę bezczynnie znosić napaści, obelg, niesprawiedliwych zarzutów i tylko spuszczać głowę w pokorze. Mam prawo do obrony godności osobistej i kiedy ona jest naruszana, nie mogę milczeć. Dopóki chodzi tylko o posłuszeństwo, o upokorzenie - proszę bardzo, ale kiedy niszczy się mnie jako człowieka i kpi się ze mnie publicznie, tego nie mam zamiaru znosić spokojnie. Ja na to nie mogę się zgodzić.

Kuria jest nieludzka
Dlatego poruszony przez pana Tomasza Terlikowskiego problem milczenia jest dla mnie bardzo trudny, bo atakuje się mnie, a de facto nie mogę się bronić. Oprócz tego, że jestem księdzem, jestem także człowiekiem, mam swoje prawa. Moi adwersarze mogą publicznie mówić na mój temat, co chcą, poniżać mnie, tak jak to było z wypowiedziami w czasie kongregacji rejonowych, a ja nawet nie mogę merytorycznie odpowiedzieć, bo musiałbym mówić na temat lustracji. Metody, których użyła kuria, są niedopuszczalne. Najtrudniejszy jest dla mnie komunikat, jaki wydała 17 października, nie mogę go zrozumieć [w komunikacie znalazły się m.in. takie słowa: "Działalność ks. Zaleskiego przeczy podstawowym wartościom, narusza poważnie komunię Kościoła. Wypacza obraz kapłana, który staje się inkwizytorem, niemiłosiernym i bezwzględnym oskarżycielem" przyp red.]. Po pierwsze, wręczono mi go przez kierowcę z Kurii, a jednocześnie przekazano go do wszystkich mediów. Po drugie, sformułowania zawarte w komunikacie są po prostu nieludzkie. Nie godzi się tak oskarżać publicznie swojego podwładnego. W ten sposób piętnowano największych heretyków i przestępców. Nie rozumiem motywu, dla którego kuria krakowska sięgnęła po tak straszliwą broń, która może zniszczyć człowieka. Ten komunikat uniemożliwia mi funkcjonowanie. Z tym się nie mogę pogodzić.
Jestem w bardzo trudnej sytuacji. Po tym, co się wydarzyło, zawiodłem się na wielu przyjaciołach. Przypominają mi się słowa księdza Tischnera, który uczył nas na wykładach, że człowiek ma różne maski, a prawdziwą twarz pokazuje dopiero w sytuacji granicznej. Niestety, w decydujących momentach wiele osób odwróciło się ode mnie. I przetrwałem tylko dzięki temu, że inni, których znałem słabo lub w ogóle, pomogli mi w tej trudnej sytuacji. Podziały wśród moich znajomych nastąpiły w ten sposób: niektórzy odsunęli się ode mnie, ale pojawiły się osoby nowe, nowi współpracownicy. Murem stoi za mną Fundacja im. Brata Alberta. To są setki czy nawet tysiące osób, które doskonale wiedzą, że te zarzuty postawione w komunikacie: że ktoś jest niemiłosiernym inkwizytatorem, są fałszywe. Nagle, w piątej dziesiątce życia, mógłbym przewartościować wszystkie relacje osobiste.
To, co w tej chwili mnie trzyma, to moja wiara i przekonanie, że prawda zwycięży oraz wsparcie tej ogromnej drugiej grupy szlachetnych ludzi. Zwłaszcza osób związanych z „Solidarnością czy środowiskami działaczy charytatywnych, którzy wiedzą, jak wygląda moja sytuacja. Nie mam niestety wsparcia ze strony struktur kościelnych, które się praktycznie mnie wyrzekły i potraktowały jak czarną owcę.

Niszczycielski język
Nie mogę się z tym pogodzić. Nie jestem przecież winien tego, że dostałem akta IPN. Czy można do mnie mieć pretensje za to, że poszedłem do kardynała z wiadomością, iż znalazłem te akta? Czy jestem winien temu, że inni księża podejmowali współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa? Niech oni się tłumaczą. Dlaczego ja mam się tłumaczyć z tego, że o tej współpracy przeczytałem? Zaczęło się od akt, z którymi się zapoznałem jako pokrzywdzony. Zarzuty pod moim adresem wysuwają przede wszystkim ci, którzy nie znają mojej książki, nie wiedzą, o czym ona jest. Atak ten jest prewencyjny, na wszelki wypadek, i uważam, że to nieuczciwe. Niestety, rację ma pan Tomasz Terlikowski, że te ataki mają mnie sprowokować i wyprowadzić z równowagi i na przykład zmusić do odejścia. Największym marzeniem przeciwników lustracji jest to, bym zdjął sutannę i wypowiedział posłuszeństwo. Na moją obronę przemawia tylko książka, bo ona pokaże, że te ataki były bezpodstawne, a wszystkie zarzuty nieuzasadnione. Kuria niestety nigdy nie zapoznała się z treścią mojej książki. Ksiądz kardynał nie chciał jej czytać. To, co wiedzą na jej temat, to informacje, które im cały czas przekazywałem: o jakich duchownych chodzi, jaka jest ich liczba itd. O przebiegu badań informowałem na bieżąco. Natomiast nie wiedzą, jaki jest wynik tych badań.
Kuria wydała komunikat i sama teraz nie wie, jak ma wybrnąć z tej sytuacji.
Najbardziej zależy mi na odzyskaniu dobrego imienia. Ktoś, kto przeczyta ten komunikat, a mnie nie zna, pomyśli, że jestem najgorszym łajdakiem, zbójem, bandytą. Jestem księdzem już ćwierć wieku i nie przypominam sobie takiego przypadku, by władze kościelne posłużyły się kiedykolwiek tak strasznie niszczycielskim językiem. Nie rozumiem, dlaczego krytykując kogoś, niszczy się jego godność. Tego do tej pory nie było: ani za Karola Wojtyły, ani za kardynała Macharskiego, chociaż obaj byli bardzo wymagający. Nie oczekiwałem tych ciosów. Rozumiem, że mogę dostać zakaz, że mogą mnie przenieść, wymierzyć kary dyscyplinarne, ale dlaczego używają takiego języka?! Krytycy mówią, że chodzi mi o rozgłos. Nic bardziej błędnego. Rozgłos ten bardziej mi szkodzi, utrudnia prowadzenie działalności charytatywnej.

Kościół nie może niczego ukrywać
Zgadzam się jednak z panem Tomaszem Terlikowskim, że cały ten spór daleko odbiegł od meritum. Kościół miał przecież 17 lat na przygotowanie się na lustrację księży, ale do tej pory nie wypracował żadnej strategii postępowania. Nie rozwiązano żadnego pojawiającego się problemu. W mediach padały nazwiska konkretnych księży uwikłanych we współpracę z tajnymi służbami i te sprawy wciąż są niewyjaśnione, podejrzenia nie rozwiane lub potwierdzone. W tej chwili jest to konflikt głównie emocjonalny. Ktokolwiek zajrzy do akt Instytutu Pamięci Narodowej, jest atakowany z założenia, bez patrzenia, czy ma rację, czy nie. Nawet obecna dyskusja dotyczy tylko samego faktu, że napisałem książkę. Tymczasem trzeba ją najpierw przeczytać, a dopiero potem można o niej dyskutować. Największy problem jest taki, że od 17 lat moja praca to pierwsza książka poruszająca ten temat. Jest ona rzetelnie opracowanym materiałem. Mam nadzieję, że stanie się początkiem debaty o lustracji w Kościele, normalnej dyskusji, a nie kłótni i wzajemnych ataków, które do niczego nie prowadzą.
Ja wydaję książkę, a kolejny ruch należy do władz kościelnych. Na jego działania nie mam żadnego wpływu. Jednak jest bardzo ważne, żeby Kościół umiał uporać się z tym problemem. Przecież przez dwa tysiące lat istnienia Kościoła popełniał on błędy i nie może ich ukrywać. Musi stworzyć szansę tym ludziom, którzy zbłądzili, i dać im możliwość zadośćuczynienia, pokuty, przywrócenia na łono Kościoła. Ci ludzie, niektórzy na pewno, żyją w straszliwym dramacie. Sami nie są w stanie się od niego uwolnić i Kościół musi im podać rękę, pomóc wyjść z życia w kłamstwie.
Poza tym jest bardzo istotne, żeby Kościół był autentyczny. Nie może być posądzany, że chce ukrywać pewne rzeczy. To musi być Kościół, który potrafi i chce patrzeć w przeszłość. Siłą Kościoła jest życie w prawdzie i autentyczności, w tym, że księża służą Panu Bogu. Dlaczego ludzie szanują księży? Bo wierzą, że oni są uczciwi i chcą pomagać innym. A nawet jak któremuś się noga powinie, bo człowiek jest tylko człowiekiem i ksiądz nie stanowi tu żadnego wyjątku, to Kościół powinien umieć takie problemy rozwiązać. Powinien pokazać metodę rozwiązywania takich spraw. Jednak swoimi ostatnimi decyzjami względem mnie zademonstrował, jak sobie poradzić z problemem zła, ale wybrał dziwną drogę. Niektórzy są przerażeni metodami, które Kościół wybrał: strzelania do tych, którzy o tym mówią.
W książce znajduje się opis akt księży, fotokopie tych dokumentów i odpowiedzi księży, którzy współpracowali. Chciałem napisać prawdę o swoim pokoleniu, o tych, którzy żyli w latach 70. i 80. w państwie komunistycznym. O sobie nie piszę. To nie jest wspomnienie kombatanta. I o nikim nie piszę źle, bo nie wydaję ocen moralnych, tylko pokazuję, jak bardzo wówczas była skomplikowana sytuacja. Staram się przedstawić samo zjawisko i pokazać bohaterów. Problem tajnych współpracowników to niejeden temat, bo nie jest to książka o dawnych TW. Moja praca traktuje o metodach, jakimi SB niszczyło Kościół. Rzetelne przedstawienie tego było głównym celem mojej publikacji. Nie spodziewałem się, że tak straszną cenę za to zapłacę. Tym bardziej że pierwsze sygnały, jakie otrzymałem, były zachęcające. Wiele osób mówiło mi, żebym pisał o tych czasach, m.in. o księdzu Kazimierzu Jancarzu, o księdzu Adolfie Chojnackim, bo o nich nikt nie pamięta, kim byli. I właśnie tym księżom dedykowałem moją pracę. Problem zaczął się, jak wypłynęły pewne nazwiska i okazało się, że oprócz bohaterów byli i ci, którzy współpracowali z tajnymi służbami. Od tego momentu zaczęły się problemy.

*Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, honorowy kanonik Archidiecezji Krakowskiej i duszpasterz Ormian w południowej Polsce. Dawniej działacz Studenckiego Komitetu "Solidarności" i współredaktor podziemnego pisma "Krzyż Nowohucki". W latach 80. aktywny działacz NSZZ "Solidarność" związany z Duszpasterstwem Ludzi Pracy parafii św. Maksymiliana w nowohuckich Mistrzejowicach. W 1987 r. współzałożył Fundację im. św. Brata Alberta zajmującą się pomocą osobom upośledzonym. Wieloletni współpracownik "Tygodnika Powszechnego" i laureat przyznawanego przez pismo Medalu św. Jerzego. W lutym 2006 r. wystąpił z postulatem ujawnienia konfidentów SB działających wśród duchowieństwa krakowskiego. 3 maja 2006 odznaczony został przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj