Dziennik Gazeta Prawana logo

"Lepper już nie jest wymówką"

12 października 2007, 14:45
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Wątpliwe, by historia na dłużej zapamiętała nazwisko Anety Krawczyk. Ta niewysoka brunetka przemknie przez łamy prasy, zostawiając w pamięci tych bardziej zainteresowanych polityką Polaków kilka gestów, parę zdań - pisze w DZIENNIKU Michał Karnowski.
Za pół roku większość z nas będzie miała problem z przypomnieniem sobie, jak się nazywała "ta, która ujawniła seksaferę. Jest jednak pewne, że jesień 2006 roku zostanie zanotowana jako czas ostatecznej likwidacji zagrożenia od lat wiszącego nad naszą demokracją. Maleje siła lepperowców. Kończy się czas populistycznych haseł. Pada mit czystej siły wychodzącej z ludu. Bankructwo Samoobrony jest prawie pewne i niemal nieuchronne.

Oczywiście - afery i brudy związane z zapleczem tego środowiska długo jeszcze nie znikną z łamów prasy. Taka jest natura stworzonego tam systemu. Mamy bowiem do czynienia nie tyle z partią lub spółką handlową, co towarzystwem dobrego życia z polityki. Układ towarzysko-biznesowy wokół lidera wygenerował sporo wątpliwych sytuacji i mechanizmów. Pozostanie też Samoobrona istotnym czynnikiem koalicji rządowej - jej stanowisko będzie więc od czasu do czasu opisywane. Zdarzy się też zapewne, iż postawi jakieś warunki, wyrwie kilka milionów więcej dla rolnictwa i nieco posad w rolniczych instytucjach. Ale to już będzie co innego. W końcu sami lepperowcy pewnie nie zauważą, jak pochłonie ich mrok zapomnienia.

Rafa Leppera
Trwałym efektem ostatnich wydarzeń będzie zniknięcie z polskiej polityki czegoś, co możemy nazwać rafą Leppera. Konsekwencją jej istnienia było milczące założenie większości polskich ekip rządzących - od czasów Jerzego Buzka, a nawet wcześniej - że nie ma zgody społecznej na reformy. Że zdolności modernizacyjne państwa i elit politycznych są mocno ograniczone. Istnieje bowiem w społeczeństwie potężny ruch roszczeniowo-populistyczny, utrzymywany pod kontrolą tylko dzięki skomplikowanej ekwilibrystyce. Na tyle jednak silny, że potencjalnie zdolny do wywrócenia każdego projektu reformatorskiego, jaki uzna za zagrożenie dla własnych interesów. A nawet - gotowy do podpalenia państwa i zaprzepaszczenia prozachodniego kierunku, gdy tylko pojawi się zbyt wielkie niezadowolenie społeczne.
Rafa Leppera zaczęła powstawać za Balcerowicza, ale realnym ostrzeżeniem zaczęła być za rządów Suchockiej i Rokity. Największa była za czasów AWS. Jednak i Leszek Miller musiał ją uwzględniać na swojej politycznej mapie. Oczywiście, często służyła za wymówkę, wygodną i użyteczną, by niewiele robić. Ale niewątpliwie istniała.
Lepper nie był przypadkowym przywódcą partii protestu. Bo choć trafił na związane z przejściem z komunizmu do kapitalizmu potężne pokłady frustracji, to tylko jemu udało się przekuć część tego niezadowolenia w siłę polityczną. Niewykluczone, że gdyby nie jego zapał, spryt i ciężka praca, nikt inny nie potrafiłby tego dokonać i zbudować porównywalnej pozycji. A grupy wykluczone odnajdywałyby swoich przedstawicieli raz na prawicy, a w kolejnych wyborach na lewicy. Wystarczy spojrzeć wstecz, by zauważyć jak Lepper zręcznie potrafił zarządzać tym buntem. Gdy było trzeba, blokował kraj, ukazując bezradnego premiera Buzka. Gdy dostał trochę stanowisk i interesów w obszarze rolnictwa, nagle zaprzestał buntów. Tak czy inaczej przez ostatnią dekadę to w rękach Leppera spoczywała decyzja, czy rządy będą miały spokój, czy awanturę. I to on paraliżował kolejne ekipy przed reformatorskimi wyzwaniami. Zachęcał - chwilami zmuszał - do konkurencji o wyborcę pod hasłem: „kto da więcej biednym. To Lepper blokował normalną dyskusję o gospodarce: bo jak lepperowcy byli silni, to każdy oponent Leszka Balcerowicza był łatwy do wyśmiania jako sojusznik twórcy Samoobrony. A z drugiej strony - to była wygodna wymówka dla decydujących o gospodarce. Bo gdy barbarzyńcy stali u bram, nie było miejsca na debatę o błędach i zaniechaniach poszczególnych ekip. Ciągła obrona gospodarki przed postulatem drukowania pustego pieniądza i tłumaczenie niemożności udzielenia każdemu potrzebującemu darmowego kredytu wyczerpywały uczestników debaty. Niczym szalejący po osiedlu chuligan Lepper paraliżował wszystkich.

Kaczyński pokonał wirusa
I wydawało się, że podobnie sparaliżuje PiS, które zdecydowało się zaprosić Andrzeja Leppera do współpracy. Premier i jego obóz wzięli na siebie ogromne ryzyko. A tak naprawdę była to osobista decyzja Jarosława Kaczyńskiego. To on znosił idącą za tą decyzją krytykę, a chwilami i upokorzenia. Dziś może z zadowoleniem podsumowywać, że opłaciło się. Lepperowcy są nie tylko słabsi niż kiedykolwiek, ale i bardziej lojalni wobec PiS niż wobec kogokolwiek innego. Włączeni do obozu władzy, ale pozbawieni wglądu i wpływu na sprawy dotyczące bezpieczeństwa narodowego i obszarów kluczowych jak MSWiA, MON, MSZ. Pozwala to spokojnie używać ich jako maszynki do głosowania. Sukces to tym większy, że jednocześnie Kaczyńskiemu udało się wytłumaczyć swoim wyborcom i zwolennikom, że nie miał innego wyjścia. Przekonać - czego jednak nie można być stuprocentowo pewnym - że lepperyzm jest w koalicji, ale PiS nie przesiąka tym wirusem. Zobaczymy.

Koniec wymówek
Wyczerpanie się pomysłu na Samoobronę - organizacyjnie i ideowo - otwiera w polskiej polityce nowy etap. Nie widać na horyzoncie nowego, równie silnego ruchu populistycznego, co pozwala w miarę bezpiecznie czuć się dotychczas dominującym siłom. Ale byłoby źle, gdyby uśpiło je to w błogim poczuciu wygranej bitwy. Bo jeśli groźba lepperyzmu była wymówką, to zanikanie Samoobrony tę wymówkę znosi. Teraz okaże się, czy warto było płacić cenę przełamywania izolacji lepperowców. Bo na razie zyskał Kaczyński - ma stabilną większość. Ale Polska zapłaciła za ten układ sporą cenę. Wizerunek kraju został poważnie nadszarpnięty, kolejne awantury wywoływane przez Samoobronę (taśmy Beger) lub tej partii dotyczące (seksafera) zbudowały obraz kraju niestabilnego, szarpanego awanturami.
Ta cena może okazać się warta zapłacenia tylko wtedy, kiedy polskie elity wykorzystają moment oddechu, jaki niesie kryzys lepperyzmu. Jest czas na reformy finansów państwa, przejrzenie agencji rolnych, a nawet rozważenie tak drażliwych kwestii (ale koniecznych) jak przegląd systemu emerytalno-rentowego. Kiedy, jak nie dzisiaj, zwłaszcza że sytuacja gospodarcza jest dobra, szukać odpowiedzi na pytania ile, na co i czy na pewno sensownie wydajemy pieniądze? Ile mamy długu publicznego? Na razie oddaliła się wizja kolejnej zmiany ministra finansów, co pozwala sądzić, iż wicepremier Zyta Gilowska będzie mogła dokończyć zadania, jakie postawił przed nią premier.

Lekarstwa na lepperyzm
Warto by też spróbować wbudować w polską demokrację kilka elementów, które zabezpieczyłyby przed nowym lepperyzmem. I nie sądzę, by rzeczywiście konstytucyjny zakaz kandydowania osób skazanych za przestępstwo umyślne był cudowną receptą na wszystkie bolączki demokracji. Ale na pewno zmniejszy ryzyko kolejnej katastrofy.
A już na pewno konieczna jest lepsza kontrola nad partyjnymi finansami, które przecież są pieniędzmi podatnika. To właśnie właściwie niekontrolowane refundacje nakładów na kampanie wyborcze i dotacje do bieżącej działalności popchnęły Samoobronę w kolejne otchłanie deprawacji. Dziś widać, jak słaba jest kontrola nad tą rzeką pieniędzy. To jednak tylko dodatki. Nie zastąpią zdrowej polityki, bez populizmów tego socjalistycznego i tego liberalnego, który chwilami pobrzmiewa wezwaniami właściwie do likwidacji państwa polskiego.
Lepperowska rafa chyba na dobre znika z polskiego krajobrazu. Jest się z czego cieszyć. Przecież jeszcze w 2004 roku w poradniku agitatorów Samoobrony "kto pyta ten wie" pod hasłem "rafa Leppera" zapisano: "Pierwszym rozwiązaniem, jakie wprowadzi rząd Andrzeja Leppera, będzie zagwarantowanie pracy wszystkim obywatelom RP, którzy nie z własnej winy nie mogą podjąć pracy, wypłaty zasiłków dla bezrobotnych na poziomie minimum socjalnego". I dalej lekką ręką, że koszt wyniesie ok. 30 miliardów złotych - a więc tyle, ile wynosi dziś deficyt budżetowy. A dlaczego rafa? Bo "już żadna władza, która przyjdzie po Samoobronie, nie będzie mogła dopuszczać do likwidacji miejsc pracy, bo natknie się na rafę Leppera - albo wypłaci zasiłki dla bezrobotnych, albo bezrobotni w pył rozniosą taką władzę.
W miesiącach, gdy powstawał ten projekt, lepperowcy mogli liczyć nawet na 25 procent poparcia w sondażach. Dziś poniżej pięciu. Warto dobrze wykorzystać ten czas.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj