"Pięćdziesiąt lat temu dla niechrześcijan lub chrześcijan niepraktykujących świętem narodowym w naszym laickim państwie było nie Boże Narodzenie, lecz Nowy Rok. Dzisiaj role się odwróciły" - pisze w DZIENNIKU francuski publicysta Guy Sorman.
Pamiętam, że w czasach mojego dzieciństwa Boże Narodzenie obchodzili tylko chrześcijanie. Tylko oni ubierali choinki. Chodzili na pasterkę, która zaczynała się o
północy. Dla wszystkich pozostałych Boże Narodzenie było najwyżej pretekstem do sutej kolacji i dawania prezentów dzieciom – ale tylko dzieciom. Jednak pięćdziesiąt lat temu dla
niechrześcijan lub chrześcijan niepraktykujących prawdziwym świętem narodowym w naszym bardzo laickim państwie było nie Boże Narodzenie, lecz Nowy Rok. To jemu towarzyszył orszak szampanów
i podarków, dla małych i dużych.
Potem, w ciągu pięćdziesięciu lat role się odwróciły. Boże Narodzenie stało się świętem narodowym, a Nowy Rok popada w zapomnienie. Czy owo upowszechnienie się Bożego Narodzenia to wyraz zwycięstwa czy porażki chrześcijaństwa? Paradoksalnie to właśnie dlatego, że Boże Narodzenie nie jest już postrzegane jako święto specyficznie chrześcijańskie, spotkało się z tak powszechnym przyjęciem. Sklepy są pełne, bo opustoszały kościoły. Dekoracje w naszych miastach nie pozostawiają najmniejszych wątpliwości w kwestii pogańskiego charakteru tych świąt. Choinka, zwyczaj o germańskich i pogańskich korzeniach, jest wszędzie. Tuż za nią kroczy czerwonolicy Mikołaj - ale nikt nie wie, że narysował go pierwotnie amerykański ilustrator w XIX wieku. Jezus? Stał się zupełnie niewidoczny, a żłóbki - za czasów mego dzieciństwa dość często spotykane - znikły niemal całkowicie albo relegowane zostały do nielicznych wiejskich kościołów. Choć ostało się jeszcze parę pasterek, to przesunięto je bliżej godziny dziesiątej, aby nie psuć rodzinnych spotkań, a przede wszystkim, by nie psuć wieczora przed telewizorem: bo prawdziwa msza to oczywiście telewizja, a jej charakter jest bardziej medialny niż religijny.
Ta namacalna dechrystianizacja Bożego Narodzenia wyjaśnia nam, dlaczego we Francji jego obchody nie są przedmiotem sporów. Każdy obchodzi Boże Narodzenie na własny sposób. Praktykujący katolicy mogą powstrzymać się od nadmiernej konsumpcji i iść na mszę – co wymaga od nich odporności na obecne mody. Dla chrześcijan, którzy są nimi tylko z nazwy, Boże Narodzenie jest okazją, by przypomnieć sobie o chrześcijańskim pochodzeniu albo o wychowaniu w kulturze chrześcijańskiej. Ale Watykan jest daleko. Sugestia ze strony "L'Osservatore Romano", aby nie świętować publicznie Bożego Narodzenia, aby wierzący przeżywali je wyłącznie w głębi ducha, nie wzbudziła we Francji najmniejszego echa. W naszych mediach nie zostawiła żadnego śladu.
Jedyna debata innej natury to ta, czy Boże Narodzenie jest świętem narodowym i chrześcijańskim i czy Francja nie powinna uznać dwóch innych świąt (i dni wolnych od pracy), szczególnie żydowskich i muzułmańskich? Jean-Pierre Raffarin, były premier Francji, zamierzał je wprowadzić. Bez sukcesów. Większość żydów (wyjąwszy niektórych ekstremistów) woli obchodzić swoje święta lub ich nie obchodzić, prywatnie i dyskretnie. Natomiast muzułmanie, których pociągała propozycja tamtego rządu, nie mogli między sobą dojść do zgody, które święta powinny być obchodzone. Prób tych więc poniechano. Nasze rządy wiedzą, że islam jest tematem niezwykle wybuchowym, a warunkiem zachowania politycznego zdrowia jest milczenie na jego temat.
Nie bądźmy jednak cyniczni. Boże Narodzenie się skomercjalizowało, ale powyższy opis jest niepełny, nie wystarcza też do zrozumienia prawdziwych uczuć, które tego dnia ogarniają większość Francuzów. Bez wątpienia narodziny Chrystusa schodzą na drugi plan, ale pominąwszy komercję, Boże Narodzenie stało się świętem łączącym całą społeczność, jest świętem jednej kultury: obchodzenie Bożego Narodzenia oznacza, że jest się razem, jak członkowie tej samej rodziny, jak obywatele tego samego narodu, jak ludzie wywodzący się z tej samej kultury, nazywanej teraz judeochrześcijańską, i jak obywatele świata. Ważny znak: tego dnia Francuzi nie przepuszczą w telewizji papieskiego błogosławieństwa, udzielanego we wszystkich językach świata; w pewien sposób jest ono bowiem świadectwem nowego zjawiska zwanego globalizacją. Co jest szczególnym paradoksem, Boże Narodzenie jest coraz częściej obchodzone w społeczeństwach niechrześcijańskich. Dzisiaj można zobaczyć Mikołajów nawet w Chinach. Boże Narodzenie jest więc tym, co nas łączy. Zwycięstwem czy porażką Chrystusa?
Guy Sorman - dziennikarz, publicysta polityczny i filozof. Absolwent prestiżowej École Nationale d'Administration. Jest współpracownikiem m.in. „Le Figaro”, „The Wall Street Journal” i DZIENNIKA. Kawaler Legii Honorowej
Potem, w ciągu pięćdziesięciu lat role się odwróciły. Boże Narodzenie stało się świętem narodowym, a Nowy Rok popada w zapomnienie. Czy owo upowszechnienie się Bożego Narodzenia to wyraz zwycięstwa czy porażki chrześcijaństwa? Paradoksalnie to właśnie dlatego, że Boże Narodzenie nie jest już postrzegane jako święto specyficznie chrześcijańskie, spotkało się z tak powszechnym przyjęciem. Sklepy są pełne, bo opustoszały kościoły. Dekoracje w naszych miastach nie pozostawiają najmniejszych wątpliwości w kwestii pogańskiego charakteru tych świąt. Choinka, zwyczaj o germańskich i pogańskich korzeniach, jest wszędzie. Tuż za nią kroczy czerwonolicy Mikołaj - ale nikt nie wie, że narysował go pierwotnie amerykański ilustrator w XIX wieku. Jezus? Stał się zupełnie niewidoczny, a żłóbki - za czasów mego dzieciństwa dość często spotykane - znikły niemal całkowicie albo relegowane zostały do nielicznych wiejskich kościołów. Choć ostało się jeszcze parę pasterek, to przesunięto je bliżej godziny dziesiątej, aby nie psuć rodzinnych spotkań, a przede wszystkim, by nie psuć wieczora przed telewizorem: bo prawdziwa msza to oczywiście telewizja, a jej charakter jest bardziej medialny niż religijny.
Ta namacalna dechrystianizacja Bożego Narodzenia wyjaśnia nam, dlaczego we Francji jego obchody nie są przedmiotem sporów. Każdy obchodzi Boże Narodzenie na własny sposób. Praktykujący katolicy mogą powstrzymać się od nadmiernej konsumpcji i iść na mszę – co wymaga od nich odporności na obecne mody. Dla chrześcijan, którzy są nimi tylko z nazwy, Boże Narodzenie jest okazją, by przypomnieć sobie o chrześcijańskim pochodzeniu albo o wychowaniu w kulturze chrześcijańskiej. Ale Watykan jest daleko. Sugestia ze strony "L'Osservatore Romano", aby nie świętować publicznie Bożego Narodzenia, aby wierzący przeżywali je wyłącznie w głębi ducha, nie wzbudziła we Francji najmniejszego echa. W naszych mediach nie zostawiła żadnego śladu.
Jedyna debata innej natury to ta, czy Boże Narodzenie jest świętem narodowym i chrześcijańskim i czy Francja nie powinna uznać dwóch innych świąt (i dni wolnych od pracy), szczególnie żydowskich i muzułmańskich? Jean-Pierre Raffarin, były premier Francji, zamierzał je wprowadzić. Bez sukcesów. Większość żydów (wyjąwszy niektórych ekstremistów) woli obchodzić swoje święta lub ich nie obchodzić, prywatnie i dyskretnie. Natomiast muzułmanie, których pociągała propozycja tamtego rządu, nie mogli między sobą dojść do zgody, które święta powinny być obchodzone. Prób tych więc poniechano. Nasze rządy wiedzą, że islam jest tematem niezwykle wybuchowym, a warunkiem zachowania politycznego zdrowia jest milczenie na jego temat.
Nie bądźmy jednak cyniczni. Boże Narodzenie się skomercjalizowało, ale powyższy opis jest niepełny, nie wystarcza też do zrozumienia prawdziwych uczuć, które tego dnia ogarniają większość Francuzów. Bez wątpienia narodziny Chrystusa schodzą na drugi plan, ale pominąwszy komercję, Boże Narodzenie stało się świętem łączącym całą społeczność, jest świętem jednej kultury: obchodzenie Bożego Narodzenia oznacza, że jest się razem, jak członkowie tej samej rodziny, jak obywatele tego samego narodu, jak ludzie wywodzący się z tej samej kultury, nazywanej teraz judeochrześcijańską, i jak obywatele świata. Ważny znak: tego dnia Francuzi nie przepuszczą w telewizji papieskiego błogosławieństwa, udzielanego we wszystkich językach świata; w pewien sposób jest ono bowiem świadectwem nowego zjawiska zwanego globalizacją. Co jest szczególnym paradoksem, Boże Narodzenie jest coraz częściej obchodzone w społeczeństwach niechrześcijańskich. Dzisiaj można zobaczyć Mikołajów nawet w Chinach. Boże Narodzenie jest więc tym, co nas łączy. Zwycięstwem czy porażką Chrystusa?
Guy Sorman - dziennikarz, publicysta polityczny i filozof. Absolwent prestiżowej École Nationale d'Administration. Jest współpracownikiem m.in. „Le Figaro”, „The Wall Street Journal” i DZIENNIKA. Kawaler Legii Honorowej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz