Dziennik Gazeta Prawana logo

"Prezydencie - wyjdź z twierdzy"

12 października 2007, 14:47
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Ci, którzy wstydzą się za Lecha Kaczyńskiego, bo za późno wyciąga rękę do Merkel, nie wstydzili się za Kwaśniewskiego upitego na grobach polskich oficerów w Charkowie - pisze w DZIENNIKU Dorota Gawryluk, dziennikarka TVP.
Rok temu Lech Kaczyński zameldował bratu wykonanie zadania i wkrótce potem wprowadził się do Pałacu Prezydenckiego. Po tym wydarzeniu nie wszystkim udało się zachować zimną krew. Kaczyński jako prezydent okazał się dla wielu przedstawicieli polskich elit zbyt mocnym przeżyciem. Puściły nerwy i zamiast rzeczowej dyskusji o tej prezydenturze mamy żałosne ataki na głowę państwa.
Tak teraz wypada, bo przecież Kaczyński w Pałacu jest niczym "barbarzyńca w ogrodzie". Kto tego nie rozumie, ten albo moher, albo lizus, albo głupi. Dlatego nie należy protestować, kiedy niemiecka prasa nazywa prezydenta RP kartoflem. Wypada się śmiać. Im głośniej się śmiejesz, tym bardziej jesteś salonowy i światowy - czyli taki, jaki w opinii wielu, nie jest obecny prezydent.
Tymczasem prezydentura Lecha Kaczyńskiego nie jest ani tak zła, jak malują to jego zajadli krytycy, ani niestety tak dobra, jak mogłaby być. Ocena pierwszego roku kadencji nie jest rzeczą łatwą. Przyzwyczailiśmy się w Polsce do raczej niewielkiej w porównaniu z innymi organami władzy - roli głowy państwa. Postrzegamy prezydenta raczej jako reprezentanta, przedstawiciela narodu, niż rzeczywistego kreatora politycznych zdarzeń. Dlatego pierwszy rok prezydentury Lecha Kaczyńskiego należy przede wszystkim oceniać w kontekście jego zapowiedzi z kampanii wyborczej. Porównanie tych deklaracji z rzeczywistymi dokonaniami prezydenta może być najlepszą metodą badania jego skuteczności.

Twardość aż do bólu
Doskonale pamiętam kampanię wyborczą. Prowadziłam w TVP 1 debaty Tusk - Kaczyński - także tę ostatnią, najbardziej emocjonującą, tuż przed zamknięciem lokali wyborczych. To, co najmocniej utkwiło mi wtedy w pamięci, to deklaracje Lecha Kaczyńskiego dotyczące polityki zagranicznej. Przyszły prezydent zapowiadał, że jeśli wygra wybory, to będzie prowadził twardą politykę zagraniczną. Na pytanie, co to znaczy „twardą, odpowiadał: „nie na kolanach. I rzeczywiście prezydent Kaczyński na arenie międzynarodowej „na kolanach nie występuje. Pokazał to dobitnie i szczyt przywódców państw Trójkąta Weimarskiego i ostatni szczyt 25 krajów UE w Brukseli.
Pytanie tylko, czy to wystarczy? Czy tylko wystrzeganie się pozycji „na kolanach, pozwoli wygrywać? Skoro pokazaliśmy już światu, że jesteśmy twardzi, to co dalej?
W sprawie mięsnego embarga nie widać najbardziej pożądanego efektu czyli opamiętania Rosji. Czy Pałac Prezydencki i MSZ mają pomysły na kolejne kroki? Czy w efekcie naszej postawy będziemy w świecie bardziej szanowani czy też bardziej izolowani? Mam wrażenie, że prezydent nie traktuje poważnie takich pytań. Z góry zakłada, że to, co robi, jest najbardziej słuszne, a ci, którzy o to pytają, reprezentują „układ. Tymczasem to ważne pytania. Zwłaszcza gdy zadają je ludzie, którzy tworzyli politykę zagraniczną Polski przez ostatnie lata. Zakładanie, że działali na szkodę naszego kraju jest przejawem arogancji. Często wydaje mi się, że tej arogancji i w działaniu, postawie i relacjach z ludźmi, jest w Lechu Kaczyńskim za dużo.
Za dużo też jak na jeden rok wpadek personalnych prezydenta. Bo jak inaczej nazwać mianowanie Anny Fotygi ministrem spraw zagranicznych? Dlaczego jest faworytką prezydenta? Nie sposób tego zrozumieć. Sprawny minister spraw zagranicznych, poruszający się dobrze w świecie dyplomacji, byłby zbawieniem dla głowy państwa. Zamiast takiej osoby pokazujemy jednak światu nieszczęśliwą minę minister Fotygi w połączeniu z zaciętym wyrazem twarzy prezydenta.

Stłumiona aktywność
W trakcie kampanii prezydent obiecywał dużą aktywność w polityce wewnętrznej. To miała być prezydentura pełna pomysłów, projektów ustaw i obecności w życiu politycznym kraju. Na razie jednak taka nie jest. Pałac Prezydencki nie tętni życiem. Nie widać otwartych drzwi dla różnych środowisk i pomysłów. Ustawa lustracyjna - choć od dawna wiadomo, że ułomna - jeszcze nie została przez prezydenta poprawiona. Jakby Lech Kaczyński nie miał pomysłu na to, jak to zrobić. Pamiętam, że czepiałam się Ryszarda Kalisza dawno temu, o to, że Pałac Prezydencki nie wykorzystuje możliwości inicjowania ustaw. Czepiam się o to samo i dziś. Ustawy o WSI to za mało. Mam wrażenie, że Lech Kaczyński i jego otoczenie czują się w Pałacu jak w oblężonej twierdzy. I dlatego ta prezydentura nie jest tak dobra, jak mogłaby być.
I jeszcze jedna rzecz, która Lecha Kaczyńskiego ogranicza bez wątpienia. To świadomość, że rządzą brat i jego partia. Wydaje mi się, że to usypia aktywność prezydenta. Daje mu poczucie bezpieczeństwa. Tak pewnie było z ustawą lustracyjną. Nie rozumiem, dlaczego już na etapie prac nad ustawą nie było w tej sprawie konsultacji. Późniejsze spotkania z przeciwnikami lustracji w wersji sejmowej były musztardą po obiedzie. Nie wiem, czy prezydent rzeczywiście chce być aktywny w polityce wewnętrznej, czy też godzi się na przewodnią rolę brata. W każdym razie nie widać aktywności, o której była mowa przed wyborami. Nie wiadomo, dlaczego na przykład nie udało się prezydentowi stworzyć prawa, które pozwoliłoby na odebranie wysokich emerytur byłym SB-ekom. Z tego, co wiem, takiej inicjatywy w Sejmie nie ma. Ministrowie z otoczenia prezydenta mówią jedynie o konieczności stworzenia tego rodzaju przepisów. Chciałoby się powiedzieć nie mówcie o nich, tylko je stwórzcie! Nie widać też tworzenia prawa w obszarze polityki socjalnej dotyczącej ludzi najbiedniejszych. Zwracam na to uwagę nie dlatego, że jestem przekonana, że tym właśnie powinien zajmować się prezydent, ale dlatego, że Lech Kaczyński sam o tym mówił w pierwszych dniach urzędowania.

Przeciwieństwo Kwaśniewskiego
Działania Lecha Kaczyńskiego warto by było też porównać z dokonaniami jego poprzednika. Kaczyński jest na pewno mniej gładki, mniej sympatyczny i mniej medialny niż Kwaśniewski. Obecny prezydent budował świadomie swój swój wizerunek w opozycji do poprzednika - warto to wziąć pod uwagę, oceniając głowę państwa. Ci, którzy wstydzą się za Lecha Kaczyńskiego, bo za późno wyciąga rękę do Merkel, nie wstydzili się za Kwaśniewskiego upitego na grobach polskich oficerów w Charkowie. Trudno więc nawet poważnie dyskutować na temat różnic między obydwoma prezydentami. Ci, którzy śmieją się z otoczenia obecnego prezydenta, bagatelizowali zachowanie współpracowników byłego prezydenta - takie jak słynne parodiowanie Jana Pawła II przez Marka Siwca. Oczywiście, ocena Kwaśniewskiego tylko przez pryzmat jedynie tych dwóch wydarzeń była niesprawiedliwa.
Tak samo niesprawiedliwe byłoby podsumowywanie prezydentury Lecha Kaczyńskiego na podstawie jej pierwszego roku. Na kompleksową ocenę przyjdzie czas. Dziś z pewnością nie jest sprawiedliwe potępianie wszystkiego, co prezydent robi, tylko dlatego, że nazywa się Kaczyński. I jeszcze jedna rzecz. Nie mam już siły wysłuchiwać utyskiwań na temat ponoć fatalnego otoczenia Lecha Kaczyńskiego. Nie wydaje mi się to prawdziwe. Aleksander Szczygło czy Andrzej Urbański to nie są nieudacznicy. Sprawnie poruszają się w świecie mediów i polityki. Wszystko co robi, albo czego nie robi prezydent to przede wszystkim wynik jego samodzielności, a nie efekt działania prezydenckiego otoczenia. Na Lecha Kaczyńskiego trudno jest przecież wywierać wpływ. Chociaż nie jestem przekonana, czy zawsze jest to zaleta przywódcy państwa.
Dorota Gawryluk, dziennikarka telewizyjna i radiowa. Na początku lat 90. rozpoczła pracę w telewizji Polsat, w Informacjach oraz Politycznym Graffiti. Od 2004 w TVP 1. Prowadziła program „Forum, obecnie główna prowadząca „Wiadomości
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj