Dlaczego warto i trzeba wykorzystywać wolność? A wobec tego na czym polega zakaz?

Kiedy moja córka dostała polecenie powrotu do domu o określonej godzinie, wiedziała - bo jej to tłumaczyłem - że jest to wybór między wolnością (hulania po nocy) a jej bezpieczeństwem. Dzięki temu uczyła się także, czym jest kompromis. Bo przecież dziecko czy młody człowiek nie lubi kompromisów i woli wolność od bezpieczeństwa. Dopiero wytłumaczenie natury życia publicznego (tu można sięgnąć do Hobbesa) pokazuje, że nie można jednocześnie mieć pełnej wolności i pełnego bezpieczeństwa.

Sprawa wolności ma jeszcze inne praktyczne, ale i filozoficzne wymiary. Wszystkie postanowienia podejmowane przez moje dzieci w stosunku do innych osób starałem się im zawsze pokazać tak, by sobie uświadamiali obecność „drugiego”. Filozoficzne „ja” kieruje przecież swoją uwagę przede wszystkim na nasz zamknięty świat, a nie na "drugiego". Obecności „drugiego” po z natury egoistycznym dzieciństwie trzeba się dopiero nauczyć. Filozofia pomaga zrozumieć nie tylko fakt, że „drugi” istnieje, ale i że my istniejemy w pewnym stopniu dlatego, że on istnieje. Jest to nieco skomplikowana formuła dla zwyczajnego koleżeństwa, bez którego nie ma dzieciństwa. Ale filozofia (nawet Martin Heidegger) pomagają młodym ludziom zrozumieć i te komplikacje. Bo przecież, jak doskonale pamiętam, bardzo trudno jest dziecku wydobyć się ze swojego świata i porozumiewać z innymi. Takie współżycie z innymi jest najważniejsze, ale na równych zasadach. A te równe zasady to tolerancja.

Tłumaczenie, czym jest tolerancja, zajmowało mi szczególnie dużo czasu. W naszych dziwacznych czasach przywykliśmy do tego, że inni są różni. Dzieci nie tak łatwo się tego uczą. Kiedy tłumaczyłem córce, że tolerancja nie wymaga wcale podzielania cudzych poglądów, a jedynie szacunku dla tych, którzy mają inne zdanie, wcale mi nie szło to tak łatwo. Bo nawet dla dorosłych jest to bardzo trudne, jeżeli nie nauczą się tego jako dzieci.
Moje dzieci dorastały wśród książek filozoficznych i słyszały w domu nieustanne rozmowy o filozofii. Dzięki temu mimochodem nauczyły się, co to jest racjonalizm, a co irracjonalizm. A to też było dla nich ważne, bo w naszych czasach panuje powszechne przekonanie, że racjonalizm stanowi zawsze właściwą postawę, a tymczasem filozofia może pomóc w zrozumieniu, że nie wszystko jest racjonalne, że wobec tego nie da się zawsze wyjaśnić świata.

Pamiętam, jak córka zapytała mnie, dlaczego ludzie tak pchają się do tramwaju. Na takie pytanie można odpowiedzieć banalnie, że się spieszą, ale można także sięgnąć do rozważań dotyczących natury ludzkiej i obecnej w niej, według większości filozofów, przyrodzonej agresji.

W ogóle natura ludzka jest pasjonującym tematem i z rozważań na jej temat wynikają liczne życiowe decyzje. Wyjaśnienie tego, że człowiek na pewno z natury nie jest dobry, ale raczej skłonny do zła, pomaga potem w życiu i uczy elementarnej ostrożności. Chociaż trzeba uważać, by naturalny u dzieci optymizm nie został zniszczony przez filozoficzną mizantropię. Wreszcie istnieje sfera podstawowych wyborów, wyborów na całe życie. I dzieci powinny zdawać sobie z tego sprawę możliwie jak najwcześniej. Decyzje filozoficzne zapadają bowiem we wczesnej młodości. Jakże trudno je we współczesnym świecie wyjaśnić, że pluralizm, który jest rzeczą wspaniałą, nie powinien przeradzać się w relatywizm, który jest rzeczą złą. Filozoficzna droga najprościej zmierza do celu, bo – jak tłumaczyłem dzieciom – można mieć wiele różnych rzeczy i zaznawać wielu różnych przyjemności, ale to nie znaczy wcale, że są to rzeczy i przyjemności równoważne. Po swojej córce widzę, że dzieci, które miały kontakt z filozofią najlepiej rozumieją, że są pytania, na które trzeba sobie odpowiedzieć, a które innym często nawet nie przychodzą do głowy.

Marcin Król - filozof, historyk idei