Dziennik Gazeta Prawana logo

"To dowód, że potrzeba nam lustracji"

13 października 2007, 14:51
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Trybunał Konstytucyjny miał, w nadziei wielu, w tym - jak się wydaje - także części jego członków, obalić lustrację i napiętnować ją prawnie i moralnie. Tymczasem początek rozprawy skompromitował sam Trybunał i pośrednio również przeciwników lustracji - pisze Maciej Rybiński, publicysta "Faktu".
Jeżeli w niesłychanie ekskluzywnym gronie, jakim jest Trybunał Konstytucyjny, zasiadają i rozstrzygają ludzie, ukrywający swoją esbecką przeszłość, do kogo my, zwykli obywatele, podlegający nieodwołalnie decyzjom tego Trybunału, możemy mieć jeszcze zaufanie. Komu możemy wierzyć, że jego wątpliwości wobec ustawy lustracyjnej wynikają rzeczywiście z przesłanek moralnych i prawnych, a nie po prostu z chęci ukrycia własnych przewin czy potknięć z przeszłości.

Walka z lustracją trwa u nas już nieprzyzwoicie długo. Cała historia polityczna III RP - od grubej kreski Tadeusza Mazowieckiego aż po obecne zamieszanie w Trybunale Konstytucyjnym - to konwulsje lustracyjne. Histeryczne reakcje wielu środowisk opiniotwórczych na każdą próbę ujawnienia przeszłości ukrytej w aktach SB świadczą raczej o tym, jak wielu ludzi, skądinąd wybitnych, ma osobisty i grupowy interes w ukryciu prawdy, niż o tym, jak wrażliwe i subtelne mamy elity.

Osobiście nie jestem zwolennikiem obecnej ustawy lustracyjnej, tak jak nie byłem miłośnikiem poprzedniej. Obie były rezultatem kompromisów, nie tylko politycznych, ale i etycznych. Zawsze opowiadałem się za całkowitym otwarciem archiwów IPN i zupełną ich dostępnością.

Ale rozumiem konieczności. I rozumiem także, że decyzja w sprawie formy lustracji jest decyzją polityczną. Jest wyrazem polityki państwa wobec niedawnej i wciąż bolesnej przeszłości. Poddawanie tej polityki kontroli Trybunału jest, mimo że ma ona charakter prawny, niczym innym jak tylko zastępowaniem polityki przez orzeczenie sądowe.

Po prostu unieważnianiem politycznych decyzji, i to nie dotyczących jakichś szczegółów prawa administracyjnego czy handlowego, ale rozstrzygnięć strategicznych dla zdrowia moralnego społeczeństwa. Dziś i w przyszłości. Jest w tym jakiś fatalizm, żeby nie powiedzieć w tym akurat przypadku nieprzyzwoitość, zważywszy na atmosferę, w jakiej ten proces się rozpoczął, fakt, że jego wynik został z góry przesądzony oraz ze względu na osobiste uwikłanie niektórych sędziów.

Przykro mi to pisać, ale mamy smutny, nowy rozdział polskiego piekła, w którym byli TW i ich poplecznicy wciągają wszystkich, nie wyłączając Trybunału Konstytucyjnego, w esbeckie błoto. Jeśli z tego w końcu jednak wyjdziemy, to upaprani. Wszyscy. Z Trybunałem Konstytucyjnym na czele.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj