W czwartek wieczorem, gdy telewizje pokazały teczki esbeckie sędziów Trybunału Konstytucyjnego: Adama Jamroza i Mariana Grzybowskiego, przypomniał mi się znany dowcip z modnego niegdyś cyklu o wariatach - pisze Janusz Rolicki, publicysta "Faktu".
W zakładzie psychiatrycznym lekarz żegna wyleczonego pacjenta, pana Kowalskiego. Cierpiał on na manię, że jest ziarnkiem owsa. Nie mija jednak wiele chwil, gdy
pacjent z rozwianym włosem, siny ze strachu powraca do doktora.
Doktor pyta: dlaczego pan powrócił?
- Bo tam jest wróbel.
- Panie Kowalski, przecież pan wie, że nie jest pan ziarnkiem.
- Tak, panie doktorze, ja o tym wiem i pan doktor wie, ale czy wie o tym wróbel?
Bardzo dobrze się stało, że dzięki aktywności posła Mularczyka - wypisz wymaluj wróbla z dowcipu - zobaczyliśmy całą przewrotność i miałkość zaskarżonej ustawy. Okazało się, że urzędnikom IPN, aby oskarżyć obywatela o współprac z SB, wystarczy grzbiet pustej teczki z informacją, że sędzia Grzybowski w czerwcu 1989 roku otrzymał pseudonim Krakatau i został tak zwanym kontaktem operacyjnym; a sędzia Jamróz, mimo namów także obdarzony pseudonimem, odmówił współpracy.
Gdyby ustawa weszła w życie, oni obaj zostaliby wpisani na internetową listę agentów i tam figurowaliby między innymi z wicepremier Zytą Gilowską. Oczywiście, z tego zarzutu oczyściłby ich każdy sąd na świecie, a mimo to infamia by pozostała na zawsze na zasadzie: nie wiadomo, czy oni ukradli czy im ukradli?
Okazało się więc, że ustawa ta kompletnie nie respektuje zasady domniemania niewinności. Jeśli się zważy, że tych teczek jest w sumie 80 kilometrów, ułożonych grzbiet przy grzbiecie, wychodzi cała skala dramatu tysięcy, jeśli nie milionów - z rodzinami - obywateli IV RP. IPN byłby bowiem szybki, a sądy nierychliwe!
Dziś nie pozostaje więc nic innego jak opublikować te wszystkie akta. Tyle, że ja w to nie wierzę. Gdy wszyscy mówią bowiem tak samo - od PiS do SLD - to z reguły wychodzi inaczej. A przecież wróbelkowi z dowcipu chodzi nie o to, aby złapać króliczka, ale aby gonić go. Natomiast po otwarciu akt zniknie możliwość politycznej gry teczkami.
PS. Prezydent, premier mówią, że przy okazji otwarcia akt nie należy informować o intymnych czy prywatnych treściach w nich zawartych. Pytam: jak to się więc stało, że Henryk Tomaszewski - jeden z najwybitniejszych w historii polskich artystów dziś, na podstawie zawartości teczki, opisywany jest jako homoseksualista? Znając jego introwertyzm można powiedzieć, to całe szczęście, że od 6 lat już nie żyje. A swoją drogą wstyd!
Doktor pyta: dlaczego pan powrócił?
- Bo tam jest wróbel.
- Panie Kowalski, przecież pan wie, że nie jest pan ziarnkiem.
- Tak, panie doktorze, ja o tym wiem i pan doktor wie, ale czy wie o tym wróbel?
Bardzo dobrze się stało, że dzięki aktywności posła Mularczyka - wypisz wymaluj wróbla z dowcipu - zobaczyliśmy całą przewrotność i miałkość zaskarżonej ustawy. Okazało się, że urzędnikom IPN, aby oskarżyć obywatela o współprac z SB, wystarczy grzbiet pustej teczki z informacją, że sędzia Grzybowski w czerwcu 1989 roku otrzymał pseudonim Krakatau i został tak zwanym kontaktem operacyjnym; a sędzia Jamróz, mimo namów także obdarzony pseudonimem, odmówił współpracy.
Gdyby ustawa weszła w życie, oni obaj zostaliby wpisani na internetową listę agentów i tam figurowaliby między innymi z wicepremier Zytą Gilowską. Oczywiście, z tego zarzutu oczyściłby ich każdy sąd na świecie, a mimo to infamia by pozostała na zawsze na zasadzie: nie wiadomo, czy oni ukradli czy im ukradli?
Okazało się więc, że ustawa ta kompletnie nie respektuje zasady domniemania niewinności. Jeśli się zważy, że tych teczek jest w sumie 80 kilometrów, ułożonych grzbiet przy grzbiecie, wychodzi cała skala dramatu tysięcy, jeśli nie milionów - z rodzinami - obywateli IV RP. IPN byłby bowiem szybki, a sądy nierychliwe!
Dziś nie pozostaje więc nic innego jak opublikować te wszystkie akta. Tyle, że ja w to nie wierzę. Gdy wszyscy mówią bowiem tak samo - od PiS do SLD - to z reguły wychodzi inaczej. A przecież wróbelkowi z dowcipu chodzi nie o to, aby złapać króliczka, ale aby gonić go. Natomiast po otwarciu akt zniknie możliwość politycznej gry teczkami.
PS. Prezydent, premier mówią, że przy okazji otwarcia akt nie należy informować o intymnych czy prywatnych treściach w nich zawartych. Pytam: jak to się więc stało, że Henryk Tomaszewski - jeden z najwybitniejszych w historii polskich artystów dziś, na podstawie zawartości teczki, opisywany jest jako homoseksualista? Znając jego introwertyzm można powiedzieć, to całe szczęście, że od 6 lat już nie żyje. A swoją drogą wstyd!
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|