Dziennik Gazeta Prawana logo

"Nie wierzę w otwarcie akt IPN"

13 października 2007, 14:53
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
W czwartek wieczorem, gdy telewizje pokazały teczki esbeckie sędziów Trybunału Konstytucyjnego: Adama Jamroza i Mariana Grzybowskiego, przypomniał mi się znany dowcip z modnego niegdyś cyklu o wariatach - pisze Janusz Rolicki, publicysta "Faktu".
W zakładzie psychiatrycznym lekarz żegna wyleczonego pacjenta, pana Kowalskiego. Cierpiał on na manię, że jest ziarnkiem owsa. Nie mija jednak wiele chwil, gdy pacjent z rozwianym włosem, siny ze strachu powraca do doktora.

Doktor pyta: dlaczego pan powrócił?
- Bo tam jest wróbel.
- Panie Kowalski, przecież pan wie, że nie jest pan ziarnkiem.
- Tak, panie doktorze, ja o tym wiem i pan doktor wie, ale czy wie o tym wróbel?

Bardzo dobrze się stało, że dzięki aktywności posła Mularczyka - wypisz wymaluj wróbla z dowcipu - zobaczyliśmy całą przewrotność i miałkość zaskarżonej ustawy. Okazało się, że urzędnikom IPN, aby oskarżyć obywatela o współprac z SB, wystarczy grzbiet pustej teczki z informacją, że sędzia Grzybowski w czerwcu 1989 roku otrzymał pseudonim Krakatau i został tak zwanym kontaktem operacyjnym; a sędzia Jamróz, mimo namów także obdarzony pseudonimem, odmówił współpracy.

Gdyby ustawa weszła w życie, oni obaj zostaliby wpisani na internetową listę agentów i tam figurowaliby między innymi z wicepremier Zytą Gilowską. Oczywiście, z tego zarzutu oczyściłby ich każdy sąd na świecie, a mimo to infamia by pozostała na zawsze na zasadzie: nie wiadomo, czy oni ukradli czy im ukradli?

Okazało się więc, że ustawa ta kompletnie nie respektuje zasady domniemania niewinności. Jeśli się zważy, że tych teczek jest w sumie 80 kilometrów, ułożonych grzbiet przy grzbiecie, wychodzi cała skala dramatu tysięcy, jeśli nie milionów - z rodzinami - obywateli IV RP. IPN byłby bowiem szybki, a sądy nierychliwe!

Dziś nie pozostaje więc nic innego jak opublikować te wszystkie akta. Tyle, że ja w to nie wierzę. Gdy wszyscy mówią bowiem tak samo - od PiS do SLD - to z reguły wychodzi inaczej. A przecież wróbelkowi z dowcipu chodzi nie o to, aby złapać króliczka, ale aby gonić go. Natomiast po otwarciu akt zniknie możliwość politycznej gry teczkami.

PS. Prezydent, premier mówią, że przy okazji otwarcia akt nie należy informować o intymnych czy prywatnych treściach w nich zawartych. Pytam: jak to się więc stało, że Henryk Tomaszewski - jeden z najwybitniejszych w historii polskich artystów dziś, na podstawie zawartości teczki, opisywany jest jako homoseksualista? Znając jego introwertyzm można powiedzieć, to całe szczęście, że od 6 lat już nie żyje. A swoją drogą wstyd!
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj