Anna Wojciechowska: Dlaczego zrezygnował pan z zasiadania w prestiżowej Kapitule Orderu Orła Białego?
Władysław Bartoszewski: Napisałem list, w którym przypomniałem panu prezydentowi, że kapituła przekazała mu insygnia orderu 23 grudnia 2005 r. na Zamku Królewskim. I liczyliśmy
wtedy na dobrą współpracę. Od tej pory pan prezydent nie uznał za właściwe zwołać ani razu Kapituły, choć ustawa o orderach i odznaczeniach mówi wyraźnie, że pięcioosobowa kapituła
bada, ocenia i opiniuje wpływające wnioski, przedstawia wyniki swojego głosowania prezydentowi, który potem postępuje, jak uważa.
Ale on nie miał żadnego doradztwa, bo go nie potrzebował. Oczywiście nie napisałem w liście, że nie potrzebował, ale stwierdziłem, że nie ma. W związku z tym uważam po roku i czterech
miesiącach, że moja rola jako sekretarza kapituły jest zupełnie fikcyjna, nie spełniam oczekiwań wynikających z ustawy. A ja fikcyjnie działać nie zamierzam. Poza tym wciąż dowiadywałem
się z prasy złych rzeczy, a to że ktoś jest w kapitule, a to że go nie ma, a to o nowo odznaczonych.
Wcześniej współpraca w ramach kapituły nie szwankowała?
Wcześniej kapituła zbierała się dwa, trzy razy w roku z udziałem ówczesnej głowy państwa, akurat nie mojego bohatera, bo nigdy na SLD nie głosowałem. Ale to nie ma nic do rzeczy.
Zachowywano się prawidłowo. A akurat obóz narodowo-katolicki, na który głosuję zachowuje się nieprawidłowo. To co mam zrobić? Do grudnia 2005 r. ani jeden order nie został przyznany wbrew
mojej opinii czy poglądom. Na ogół wnioski przyjmowaliśmy jednomyślnie, niekiedy w wyjątkowych przypadkach zdanie było podzielone. Inicjatywę mieliśmy wszyscy. Ja byłem np. inicjatorem
przyznania Orła Białego Wiesławowi Chrzanowskiemu.
I teraz on wejdzie do kapituły na pana miejsce, jak poinformowała Kancelaria Prezydenta.
Nie wiem, czy wejdzie. Napisałem właśnie do niego prywatny list, że dowiedziałem się z gazet o tym, że on wraz z 97-letnią panią Sendlerową, którą znam 65 lat, mają być podobno w
kapitule. Zapytałem go uprzejmie, jak on przewiduje pracę za nią.
Pana rezygnacja zbiegła się w czasie z wykluczeniem z kapituły prof. Bronisława Geremka i Tadeusza Mazowieckiego. Czy to nie ten fakt zaważył na pana decyzji?
No
właśnie zostałem sam. Co, ja jestem palant?! Dowiaduję się z gazet, że jest jeszcze w kapitule pan Gwiazda, on sam mówi jednemu dziennikarzowi, że o niczym nie wie, drugiemu mówi co innego.
A przecież poinformowanie sekretarza kapituły, że pan prezydent powołał pana Gwiazdę, jest psim obowiązkiem pracowników prezydenta. Nie muszę się o tym dowiadywać z gazet, bo i tak je
kupuję.
Co się dzieje w Polsce, że współpraca nie jest już możliwa nawet w tak prestiżowym ciele jak Kapituła Orderu Orła Białego, która powinna być ponad wszelkimi
podziałami?
Nie wiem. Mogę panią tylko skierować do eurodeputowanego PO pana Bogdana Klicha, który ma jako jedyny kwalifikacje, żeby na ten temat się wypowiedzieć, bo do chwili objęcia swojego urzędu
był praktykującym lekarzem psychiatrą w Krakowie. Teraz jest politykiem antyczerwonym, obserwuje i jest kompetentny. Ja nie pojmuję tego zjawiska i nie mam zamiaru tego
badać.
Poziom konfliktu w Polsce jest już taki, że bez pomocy psychiatrii nie możemy się porozumieć w żadnej sprawie?
Ja jestem człowiekiem łagodnym. Rok i cztery miesiące wytrzymywałem ten stan rzeczy, ale jeżeli 3 maja dowiedziałem się znowu o orderach z gazet, to przepraszam. Pan Kwaśniewski nigdy by
sobie nie pozwolił na to, żeby nie zapytać kapituły. Ja jestem w dobrych stosunkach z marszałkiem Senatu, kilkoma ministrami, wieloma senatorami. Nie mam żadnych problemów w rozmowach z nimi.
A że ktoś ma jakieś problemy psychologiczne w kontaktach z otoczeniem...
Tyle że te problemy przekładają się na nasze życie publiczne.
Tak, podobno premier z Włoszczowy ma też problemy psychologiczne poza Włoszczową, bo we Włoszczowie jest bohaterem jako starszy peronowy. A co będzie, jak zbuduje tam lotnisko transatlantyckie,
z którego będą latać samoloty tylko do Pekinu?