Anna Widzyk: Niemiecka kanclerz Angela Merkel rozpoczyna kolejną ofensywę w sprawie eurokonstytucji. Czy polscy negocjatorzy także będą teraz mocniej forsować polskie
postulaty?
Marek Cichocki: Rzeczywiście po wyborach prezydenckich we Francji rozmowy o nowym traktacie wyraźnie przyspieszyły. My również staramy się rozmawiać ze wszystkimi państwami UE, ale
najwięcej czasu poświęcamy tym, którzy z różnych powodów bardziej wsłuchują się w nasze argumenty. Są to także kraje zaliczane do grona przyjaciół konstytucji UE.
Na przykład Hiszpania?
Między innymi. Ale jest też wyczuwalna wspólnota poglądów między Polską a niektórymi krajami skandynawskimi.
Dochodzą nas słuchy, że Polska łagodzi swoje stanowisko w sprawie jednego z najważniejszych postulatów: zmiany zapisanego w eurokonstytucji systemu głosowania, tzw. metody
podwójnej większości na taki, który zapewniłby równy wpływ obywateli UE na podjęte decyzje. Czy jesteśmy bardziej elastyczni?
Mam wrażenie, że nasze stanowisko pozostaje niezmienne. Dla nas warunkiem rozpoczęcia prac nad traktatem UE w ramach tzw. konferencji międzyrządowej jest zapis, że przedmiotem tych rozmów
będzie m.in. system głosowania w Radzie UE.
Nie sądzę, byśmy byli osamotnieni w tej kwestii. Część państw wykazuje dla nas zrozumienie, ale mamy też wyraźnego sojusznika - Czechy.
Pojawiły się jednak propozycje mające skłonić Polskę do zmiany stanowiska, np. propozycje korzystniejszych zapisów dotyczących możliwości blokowania decyzji.
Zapewne do ostatniej chwili będziemy otrzymywać takie propozycje i je rozważać. Ale na razie nie są one poważne.
Jednym z polskich postulatów było też uwzględnienie tradycji judeo-chrześcijańskich w nowym traktacie...
Dwukrotnie już zderzyliśmy się z niezrozumiałym oporem w tej sprawie. Żadne racjonalne argumenty nie były w stanie go przezwyciężyć. Oznacza to, że albo UE może zgodzić się na
preambułę traktatu z chrześcijaństwem, albo nie jest gotowa, by mieć jakąkolwiek preambułę.
Marek Cichocki reprezentuje Polskę w obecnych pracach nad nowym traktatem UE