RAFAŁ WOŚ: Czy to prawda, że kanclerz Merkel próbuje wywierać presję na eurosceptyczne rządy w Warszawie, Pradze i Londynie, pokazując im, że większości członków Unii podoba
się istniejąca eurokonstytucja?
GÜNTER GLOSER: To nie jest żadna presja, ale raczej wypełnianie zadań, jakie stoją przed prezydencją. Jesteśmy na ostatniej prostej naszej prezydencji i chcemy dobrze
przygotować brukselski szczyt UE pod koniec czerwca.
Jakiś czas temu rozesłaliśmy do europejskich stolic kwestionariusze z pytaniami, jakich zmian tamtejsze gabinety oczekują od traktatu konstytucyjnego. Zorganizowaliśmy też spotkanie przedstawicieli negocjacyjnych, czyli tzw. sherpów, wiemy mniej więcej, jakie jest stanowisko większości państw. Nic jednak nie zastąpi rozmowy w cztery oczy pomiędzy politykami.
Z rozmów DZIENNIKA z polskimi politykami wynika, że Warszawa będzie walczyć o zmianę systemu głosowania w Radzie Unii Europejskiej. Polacy nie chcą zgodzić się na zapisaną w
konstytucji zasadę podwójnej większości. Co wy na to? Ta zmiana to przecież jeden z niemieckich priorytetów?
Wiemy o tym. Kanclerz Merkel będzie próbowała przekonać premiera Kaczyńskiego, że nie warto otwierać tej puszki Pandory. Proponowana w traktacie konstytucyjnym zasada podwójnej większości
jest naszym zdaniem lepsza niż dotychczasowe rozwiązania. Jest prostsza i ułatwia podejmowanie decyzji wewnątrz Unii.
Na dodatek za zapisami w konstytucji opowiada się większość państw Unii. Poza tym jej wypracowanie to efekt długich negocjacji i osiągniętego w pocie czoła kompromisu. Jeśli teraz - na
prośbę Polski - zaczniemy majstrować przy systemie liczenia głosów, inne państwa zapytają, dlaczego nie otworzyć innych rozdziałów. Zdecydowanie powinniśmy być bardzo ostrożni z
otwieraniem tej puszki Pandory.
A jeśli Polacy będą się upierać?
Będziemy rozmawiać i nawzajem się przekonywać. Tak funkcjonuje przecież Unia Europejska.
Günter Gloser, minister do spraw europejskich w rządzie Angeli Merkel