Może jestem naiwna, ale uważam, że w rządzie powinny zasiadać autorytety intelektualne i moralne. Andrzej Lepper, z całym szacunkiem do niego jako do człowieka, nie jest ani jednym, ani drugim. Jego kilkunastoletnia obecność w polskiej polityce miała tylko negatywne konsekwencje dla jakości samej polityki, a przede wszystkim dla społeczeństwa. Wzięcie go do rządu przez Prawo i Sprawiedliwość było po prostu sprzeniewierzeniem się wszelkim standardom. Doszło do relatywizacji zasad kierujących życiem publicznym. Jeśli godzimy się na to, żeby człowiek, który ma na koncie wyroki, pełnił zaszczytną funkcję wicepremiera, to znaczy, że się godzimy na wiele. I w takim razie dużo rzeczy jest już dozwolonych.
Za sprawą Samoobrony polska polityka obniża loty, zamiast dążyć do tego, aby w kraju rządziły autorytety i ludzie kompetentni. Najgorsze, że całe społeczeństwo to dostrzega i też obniża swój poziom, bo przykład idzie z góry. Jak wiadomo, to elity kształtują standardy obowiązujące w społeczeństwie. Nie tylko polityczne, ale też kulturowe. A jaki wpływ na społeczeństwo mogą mieć takie "elity" jak Andrzej Lepper i inni działacze Samoobrony? Jaki wpływ na morale Polaków miały np. afery seksualne w Samoobronie?
Z własnego doświadczenia wiem, że ludzie Samoobrony naprawdę potrafią wprawić w zażenowanie. Z racji wykonywanego zawodu czasami z nimi rozmawiam i widzę, że niektóre posłanki, czy posłowie Samoobrony mają problem nawet z poprawnym formułowaniem zdań po polsku. W takich momentach przypominam sobie, że parlamentarzystami były takie osoby, jak Tadeusz Mazowiecki, czy Władysław Bartoszewski. Do rangi symbolu urasta to, że na miejscu Wiesława Chrzanowskiego zasiada teraz Genowefa Wiśniowska.
Mam więc nadzieję, że kończy się kariera Andrzeja Leppera. Kariera, której apogeum były wicepremier zawdzięcza Jarosławowi Kaczyńskiemu, kiedy dostał zaproszenie do rządu. Premier, dążąc za wszelką cenę do wymarzonej IV RP, zapomniał, że nie każdy środek uświęca cel. Przecież IV RP skażona np. seksaferą nie będzie już raczej symbolem przełomu moralnego, nowej, lepszej Polski. Duża część tych, którzy generalnie popierali ideę IV RP, ma z tego powodu niesmak, w tym politycy PiS, jak np. Paweł Zalewski.
Teraz Jarosław Kaczyński usuwa Leppera z rządu, ale nie z powodu zniesmaczenia. Za tą decyzją również stoi jego kalkulacja polityczna. Stara się utrzymać większość bez Leppera. Ale przecież nie tylko Lepper jest problemem. Nawet jeśli odejdzie, w Samoobronie pozostaną przecież inni działacze, niezbyt dobrze pasujący do IV RP. Czy ich też się pozbędzie? Niekoniecznie, skoro jako następców Leppera wymienia się Krzysztofa Filipka, z zawodu - o ile się nie mylę - dozorcę, albo Andrzeja Aumillera, obecnie ministra budownictwa, wcześniej w Unii Pracy, która była w koalicji z SLD.
Wciąż nie wiadomo zresztą, czy Andrzej Lepper do rządu nie powróci, tak jak nie jest przesądzone, czy Samoobrona zostanie w rządzie. Ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły. Słyszałam jednak, że partia Leppera jest rozbita. Posłowie i działacze Samoobrony mają kredyty i boją się przedterminowych wyborów. Boją się utraty przywilejów i stanowisk i wcale nie chcą iść za Lepperem. Coś się więc zmieniło w Samoobronie.
Nie jest już tak, że składa się z Andrzeja Leppera i bezimiennej masy. Działacze nabrali jakiegoś doświadczenia, a Andrzej Lepper trochę zsunął się z piedestału. Choć jego ludzie oficjalnie stoją za nim murem, widać, że coś pękło. I to pęknięcie mogą wykorzystać tacy ludzie, jak Ryszard Czarnecki. Mam wrażenie, że przebiera nogami, żeby stanąć na czele partii. Wrócił nagle do Polski ze Strasburga, mimo że trwało posiedzenie Parlamentu Europejskiego, wypowiada się na temat obecnego kryzysu nie po myśli Leppera. Jeszcze niedawno takie rzeczy wydawały się niewyobrażalne.
W poniedziałek, kiedy Samoobrona ma podjąć decyzję co do przyszłości koalicji z PiS, mogą się więc wydarzyć różne rzeczy. Jeszcze przedwczoraj wydawało się, że Andrzej Lepper jest zupełnie poniżony, a Jarosław Kaczyński zrealizował swój cel - rządzenia z Samoobroną, ale bez Leppera. Ten jednak wciąż walczy i dostaje argumenty do rąk. Pomagają mu wątpliwości wokół operacji CBA.