ARTUR GRABEK: Szykuje się pan już do wcześniejszych wyborów?
ROMAN GIERTYCH: Nie sądzę, by do nich doszło. Ten Sejm będzie trwał do konstytucyjnego końca kadencji. Aby doszło do jego samorozwiązania potrzebne są głosy PiS, PO i SLD. Prawo i
Sprawiedliwość zgodzi się na wcześniejsze wybory, jeżeli będzie miało lepsze notowania od Platformy, i odwrotnie. Taka sytuacja jest po prostu nie możliwa. Samorozwiązanie Sejmu to 307
głosów za, każdy nieobecny i wstrzymujący głos jest de facto głosem przeciw. Przy takim głosowaniu bardzo ciężko o dyscyplinę w klubie.
A czwartkowe spotkanie Donalda Tuska z prezydentem i deklaracje obu polityków, że wybory będą w październiku?
Dlaczego PiS chce wyborów – to wiemy doskonale. To ucieczka do przodu przed komisją ds. CBA i przed decyzją Państwowej Komisji Wyborczej. A Donald Tusk chciał znaleźć wytłumaczenie,
dlaczego poprze konstruktywne wotum nieufności, co więcej jestem przekonany, że działał w porozumieniu z Wojciechem Olejniczakiem.
Nie rozumiem. O czym pan mówi?
Donald Tusk twierdził, że konstruktywne wotum nieufności jest ostatecznością, że potrzebne są wybory. Do samorozwiązania Sejmu najprawdopodobniej nie dojdzie, bo zabraknie głosów. I wtedy
PO z czystym sumieniem będzie mogła głosować za konstruktywnym wotum nieufności, by przejąć władzę. Ale to, czy ten wniosek zostanie przegłosowany, będzie z kolei zależało od LiS. To my
będziemy języczkiem u wagi.
A LiS jak zagłosuje?
Na razie zgłosiliśmy swoją propozycję rozwiązania tego kryzysu. Podkreślam, że zrobiłem to w porozumieniu z Andrzejem Lepperem.
Pan chce ratować koalicję. Proponuje rząd bez liderów partii rządzących. Wierzy pan w to, że Andrzej Lepper jest jeszcze w stanie porozumieć się z Jarosławem
Kaczyńskim?
Myślę, że dziś lub jutro do takich rozmów dojdzie. W polityce wszystko jest możliwe. Mam pewną propozycję, którą chce przedłożyć premierowi.
Co to za propozycja?
Nie mogę zdradzić.
A wierzy pan, że Kaczyński jest gotów wyjść z rządu?
Skoro ja mogę, to dlaczego on nie? Nie ma ludzi niezastąpionych.
Chodzi raczej o oddanie władzy.
Przecież Kaczyński już jej nie ma.
Rozmowy nie będą proste. Andrzej Lepper nazwał Kaczyńskiego potworem, groził ujawnieniem taśm, które mają być porażające i uderzać w premiera.
Nie traktuję tego poważnie. Zapewniam pana, że nikt nie nagrywa rozmów pomiędzy członkami rządu czy liderami partyjnymi. Jeżeli nawet ktoś by takimi nagraniami dysponował, to gdyby je
ujawnił, de facto działałby przeciwko sobie. Polityka to dziesiątki nieoficjalnych rozmów, o których treści się nie mówi. Jeżeli Lepper czy ktokolwiek opowiadałby o nich, to nikt więcej
nie chciałby z nim rozmawiać.
Rozumiem, że był to blef albo grożenie palcem. W każdym razie atmosfera nie sprzyja rozmowom. Co się stanie, jeżeli panowie nie dojdą do porozumienia?
Wtedy Samoobrona poprze każdy rząd, w którym nie będzie Jarosława Kaczyńskiego. To jest oczywiste.
A co z LiS?
LiS istnieje i ma się dobrze. Kończymy pracę nad wspólnym programem. W przyszłym tygodniu mamy zaplanowane dwie konferencje. Jedna właśnie w tej sprawie, druga dotycząca komisji CBA.
Z naszych informacji wynika, że Lepper trzyma klub w garści, bo wszystkim, którzy zostaną przy nim, obiecuje pierwsze miejsca na listach wyborczych. Jak pójdzie do wyborów razem z
Ligą, to tych jedynek okaże się za mało.
Traktuję to jako plotki. Umowa jest taka, że Liga i Samoobrona dzielą się miejscami pół na pół.
________________________________________________________________________
Roman Giertych jest wicepremierem, ministrem edukacji i liderem LPR