Belgijski KBC znalazł się pod ścianą. Musi rozliczyć się z 7 mld euro, które dostał od rządu w czasie kryzysu. I znalazł sposób – jak właśnie poinformował, sprzedaje Kredyt Bank i ubezpieczeniową Wartę. Według nieoficjalnych informacji kupca na Millennium szuka też portugalski BCP, podobnie niemiecki Commerzbank ma rozważać pozbycie się BRE. Powody są podobne – długi i konieczność poprawy płynności finansowej. Podniesienie kapitału w obecnej sytuacji na rynkach finansowych to dość karkołomne zadanie (zwłaszcza dla Portugalczyków), lepiej więc znaleźć branżowego kupca na część aktywów. A te w szybko rozwijającej się Polsce stały się cenne.

Reklama

Najpoważniejszymi pretendentami będą zapewne banki, które jeszcze nie zakotwiczyły mocno na naszym rynku, np. BNP Paribas czy Deutsche Bank. Wiele mogłyby też zyskać średniaki, takie jak BPH, skokowo zwiększając swój zasięg działania. Problematyczny jest zysk największych krajowych banków. Są duże i byłyby tylko trochę większe. Ale kto wie, może i one znajdą tu jakieś synergie.

Prof. Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP, uważa, że to okazja, by kupić takie podmioty po niższych cenach. Gdy to usłyszałem, pomyślałem: zaczęło się. Teraz odezwą się politycy i zaczną kombinować. Odbijać banki z rąk zagranicznego kapitału. W końcu ścieżki zostały przetarte. Rok temu mieliśmy poronioną próbę odbicia BZ WBK z rąk Irlandczyków. Wtedy rząd ogarnęła moda na tworzenie narodowych czempionów (na szczęście nie wyszła poza stadium koncepcji). Jej elementem miało być przejęcie BZ WBK przez w połowie państwowy PKO BP. Były premier Jan Krzysztof Bielecki argumentował wówczas, że czasy się zmieniły, mamy za dużo kapitału zagranicznego w bankach, a z kryzysu trzeba wyciągać wnioski. Mimo wizyt w Irlandii polskich polityków plan spalił na panewce, bank trafił w ręce hiszpańskiego Santandera.

Boję się, że ktoś może teraz chcieć odgrzać ten kotlet. To, że mamy około 70-proc. udział kapitału zagranicznego, jest prawdą. Tak, to więcej niż średnia europejska. I co z tego? Mamy ponad 80-proc. udział w produkcji telewizorów w Europie i czy z tego powodu ktoś za granicą snuje programy odbijania nam rynku? W dużym udziale kapitału zagranicznego nie ma nic groźnego. Strachy, że w kryzysie wytransferują pieniądze z Polski, by ratować spółki matki, się nie sprawdziły. Tymczasem to dzięki zagranicznemu kapitałowi udało się w Polsce zbudować silny sektor bankowy. Poza tym wraz z naszym rozwojem i wzmacnianiem się lokalnego kapitału i tak sektor będzie się powoli spolszczał. Dobrym przykładem jest wejście Zygmunta Solorza-Żaka do Polkomtelu i wypchnięcie stamtąd brytyjskiego Vodafone.

Prof. Rybiński zauważa, że już dawno zgłaszał pomysł, aby z części rezerw walutowych utworzyć fundusz na pożyczki dla przedsiębiorców na takie właśnie transakcje mające na celu odbijanie banków z rąk obcego kapitału. Tylko kto miałby tym zawiadywać i według jakich kryteriów przydzielać pieniądze? Przyznam szczerze, że gdy słyszę takie słowa, przed oczami staje mi przykład pewnego funduszu, który na początku lat 90. miał też służyć szlachetnemu celowi oddłużenia Polski. Nazywał się FOZZ.

Kolejna rzecz, która budzi moje wątpliwości, to głosy, że kupno udziałów w bankach jest okazją. Może by tak było, gdyby pod młotek szły aktywa w dotkniętych kryzysem Grecji czy Portugalii. Natomiast polskie banki to perły w koronie zagranicznych koncernów. Nie zostaną oddawane za bezcen. Widać to już po oczekiwaniach KBC, których chce za Kredyt Bank i Wartę 2,5 mld euro. To dwa razy więcej niż ich wartość rynkowa! Austriacki Raiffeisen właśnie kupił od Greków Polbank – za 70 proc. akcji zapłacił 490 mln euro, zdaniem analityków bardzo drogo.

Najważniejsze jest, by system bankowy był silny, a rynek konkurencyjny. Stare chińskie powiedzenie, wypromowane przez Deng Xiaopinga brzmi: „Nieważne, jakiego koloru jest kot, ważne, by myszy łowił”. W Polsce wiele osób wciąż uważa, że kot powinien mieć biało-czerwone paski.