Młodzi Amerykanie i Europejczycy protestujący przeciw niesprawiedliwości społecznej i deficytowi demokracji tylko z pozoru przypominają bezsilne ofiary bezdusznego kapitalizmu. Są doskonale zorganizowani, rozumieją współczesne media. Są też mistrzami zbierania funduszy na swoje akcje. Tak jak ich poprzednicy z lat 60., wcześniej czy później skończą w wielkich korporacjach, czołowych redakcjach albo polityce.

Gdy kryzys ustąpi, staną się wersją 2.0 Joschki Fischera, Daniela Cohna-Bendita czy Jerry’ego Rubina. Redaktorzy rewolucyjnego magazynu „Occupy Wall Street” równie dobrze mogliby pracować w Murdochowskim „Wall Street Journalu”. Członkowie Zgromadzenia Ogólnego skupiającego liderów antykapitalistycznej krucjaty w USA szybko odnaleźliby się jako członkowie zarządów banków, z którymi walczą. Bardziej interesujące niż dzisiejsze protesty będzie przyglądanie się temu, jak oburzonych zasysa system.

Skrajnie lewicowy amerykański dziennikarz i aktywista ruchu Okupuj Wall Street (OWS) Jed Brandt to przykład urodzonego menedżera. Mimo wiary w międzynarodowy komunizm jest mistrzem fundraisingu. W ciągu kilku dni za jego sprawą OWS zebrał 50 tys. dol. Wcześniej dał się poznać jako współtwórca i publicysta popularnego lewicowego tabloidu „Spheric”.

Ideolog ruchu OWS David Rolfe Graeber to z kolei znany w USA anarchista i antropolog. Dawniej zakotwiczony na Uniwersytecie Yale, dziś wykłada w London School of Economics. Ten badacz historii niewolnictwa na Madagaskarze, hierarchii i rewolt doskonale rozumie współczesny PR. To on przekonywał, by protesty OWS przenieść z weekendu na dni robocze, gdy działają banki i giełda. Czyli wtedy, gdy można przyciągnąć znacznie większe zainteresowanie mediów.

Blogger Jesse LaGreca wyrasta z kolei na telewizyjną twarz OWS. Powtarzaniu, jak bardzo dyskryminowany jest przez media głównego nurtu, towarzyszą efekciarskie występy u legendarnej Christiane Amanpour w telewizji ABC. Peroruje tam jak medialne zwierzę. Kamery go lubią.

Każdy z liderów OWS w USA z powodzeniem mógłby pełnić rolę słynnego w latach 30. populisty Huey Longa. Autor programu „Podzielmy nasze bogactwo” i krytyk Fed wypłynął na Wielkim Kryzysie. Radykalny lewak doskonale odnajdował się w roli ubranego w garnitur senatora, który niemal rzucił wyzwanie w walce o prezydenturę Franklinowi Rooseveltowi.

W Europie liderzy ruchu antykapitalistycznego są podobni. Brytyjskie akcje przeciw giełdzie w Londynie organizuje OccupyLSX. Jedną z prominentnych działaczek OLSX jest 30-letnia Naomi Colvin. Zanim rozpoczęła walkę z bankami, zasłynęła z organizowania w Wielkiej Brytanii grup poparcia dla Bradleya Manninga – amerykańskiego kaprala, który przekazał dane wywiadu USA portalowi WikiLeaks. Dziś Colvin z równym zaangażowaniem protestuje przeciw CDS-om i agencjom ratingowym.

W Niemczech jednym z liderów ruchu jest zielony eurodeputowany i alterglobalista Sven Giegold. Zanim wszedł do PE, był wśród twórców organizacji ATTAC, Obywatelskiej Inicjatywy Opodatkowania Obrotu Kapitałowego. W Polsce średnia wieku oburzonych jest nieco niższa niż w USA i Europie Zachodniej. Protesty organizują warszawscy aktywiści z Zespołu Szkół im. Maharadży Jam Saheba Digvijay Sinhji.

Dla antykapitalistów i w USA, i w Europie sondaże są przychylne. Według opublikowanego w „Timesie” badania popiera ich 54 proc. ankietowanych. Bardzo przychylnych jest 25 proc. Jeśli wykorzystają ten potencjał, za kilka lat zamienią arafatki i wojskowe kurtki M-65 na markowe garnitury. Świat polityki i biznesu wcześniej czy później się o nich upomni.