- przekonuje komandor Kalitowski, obecnie szef firmy Maritime Safety & Security specjalizującej się w szkoleniach z zakresu bezpieczeństwa morskiego. Kalitowski dobrze zdaje sobie sprawę z zagrożeń, jakie niosą ze sobą ataki uzbrojonych piratów. Jego firma zajmuje się ochroną statków na rejsach dalekomorskich, głównie na tak zwanym Rogu Afryki, czyli w pobliżu słynącego z napadów pirackich Półwyspu Somalijskiego.
Jednak były komandos jednostki morskiej Formoza i płetwonurek bojowy zaleca spokojne podejście do tej sprawy. Przypuszcza, że piraci nigeryjscy będą zachowywać się podobnie jak somalijscy.
- zaznacza komandor Kalitowski.
Jego zdaniem napadu na polską załogę drobnicowca "Szafir" nie należy odbierać jako działania celowo wymierzonego w Polskę. Zwraca uwagę, że statek płynął pod cypryjską banderą, choć rzeczywiście czymś rzadko spotykanym jest sytuacja, w której ofiarą ataku pada załoga jednorodna narodowościowo. - przypomina ekspert w rozmowie z dziennik.pl.
Czy pięciu porwanych polskich marynarzy może spodziewać się odsieczy ze strony nigeryjskich lub innych służb specjalnych? Kalitowski powątpiewa. - zauważa były komandos. W 2011 roku doszło do nieudanej próby odbicia zakładników z frachtowca należącego do jednej z niemieckich firm. Nie udało się wówczas odbić członków załogi. W wyniku akcji piraci zabili dwóch marynarzy, a jeden utonął.
Dlatego o wiele lepszym i bezpieczniejszym dla obu stron rozwiązaniem jest wpłacenie okupu. Tym bardziej, że armatorzy wykupują specjalne ubezpieczenia - Kidnap and ransom insurance - właśnie na taką ewentualność.
Samo przekazanie okupu wygląda różnie. Aby uniknąć konfrontacji i tym samym zagrożenia dla uprowadzonych, nie używa się do tego statków. wyjaśnia szef Maritime Safety & Security. Jego zdaniem, wiele wskazuje na to, że również dla uprowadzonej polskiej załogi wszystko skończy się szczęśliwie.
W nocy z czwartku na piątek u wybrzeży Nigerii uprowadzono pięciu marynarzy ze statku "Szafir" płynącego pod cypryjską banderą. Jednostka należy do armatora ze Szczecina.