Dziennik Gazeta Prawana logo

Łukasz Bąk: Kia, przez ciebie dostanę zawału! [KOMENTARZ]

3 czerwca 2016, 08:22
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Kia sportage
Kia sportage/KIA
Ze zdumieniem obserwuję rozpowszechniającą się w motoryzacyjnym świecie modę na dodawanie do nazw samochodów słowa „sport”. W ten sposób producenci starają się zasugerować wam, że oto stoicie przed niepowtarzalną szansą wyjechania z salonu odpowiednikiem Usaina Bolta – czyli czymś smukłym, bardzo szybkim i niebywale zwinnym.

Na przykład toyotą auris touring sports z silnikiem o mocy 99 koni mechanicznych, którą w wolnych chwilach możecie ścigać się spod świateł z matkami pchającymi wózki z dziećmi (i za każdym razem przegrywać). Albo oplem insignią sports tourer, który w najtańszej wersji przyspiesza tak, jakby ciągnął za sobą kotwicę z lotniskowca USS Nimitz. Ewentualnie volkswagenem golfem sportsvanem 1,2 TSI dysponującym 85 końmi, w których jest tyle życia i wigoru, ile w uschniętej paprotce. Jest też ssamgojongonogoja action sports – koreańska wyścigowa półciężarówka. Podobno żyje na świecie człowiek, który postanowił udowodnić, że jest ona w stanie osiągnąć podawane przez producenta 163 km/h. Było to w lipcu 2014 r. Aktualnie ma już na liczniku 117,5 km/h.

W ten sposób doszliśmy do kii sportage, którą jeździłem przez ostatnie kilka dni. Miała pod maską 115-konnego diesla, napęd tylko na jedną oś i wnętrze w kolorze, który w katalogu powinien nosić nazwę „rozmazana psia kupa”. Każdy ze wspomnianych 115 koni w miejskim ruchu pracował ciężko i wytrwale, ale gdy tylko zobaczyły znak drogi ekspresowej, natychmiast pozdychały. Prawdopodobnie ze śmiechu, że w ogóle przyszło mi do głowy je tam zabrać. Sportage 1,7 CRDi jest tak mocny i dynamiczny, że gdy w burzowy dzień wyjedziecie nim z garażu, to mocniejszy podmuch wiatru z powrotem was do niego wepchnie. Przyspieszenie mierzy się tu za pomocą kalendarza, a szósty bieg jest używany równie często co puchowe kurtki przez mieszkańców Nairobi.

Ale – o ile oczywiście będziecie chcieli – Kia chętnie sprzeda wam Sportage z jakimś mocniejszym dieslem. W ofercie są jeszcze dwie wersje: 136- oraz 185-konna. Je jednak też wam odradzam. Choć nie dlatego, że są powolne. Powód jest zupełnie inny – najlepszy silnik, jaki obecnie jest dostępny w tym modelu, to zupełnie nowa, benzynowa, turbodoładowana jednostka 1,6 T-GDI. 177 koni chętnie zabiera się do pracy, do tego są bardzo ciche, kulturalne i charakteryzują się umiarkowanym apetytem. Przy naprawdę dynamicznej jeździe po mieście i autostradzie potrzebowały średnio tylko 9 litrów benzyny, podczas gdy 115-konny diesel – zaledwie litra mniej ON.

Co więcej, najmocniejsza benzyna jest aż o 12 tys. zł tańsza od najmocniejszego diesla. I może mieć napęd na cztery koła oraz automatyczną 6-biegową skrzynię biegów.

O ile to pierwsze szczerze wam polecam, to niech was ręka boska broni zamawiać automat. Działa on ze zdecydowaniem kobiety wybierającej się na pierwszą randkę – najpierw przymierza całą zawartość szafy, a następnie dochodzi do wniosku, że nie ma co na siebie założyć. Podobnie automat w kii: gdy wciśniecie pedał gazu, przymierzy on wszystkie dostępne przełożenia i dojdzie do wniosku, że żadne z nich nie pasuje. Przełączenie skrzyni w tryb „sport” zmienia tylko tyle, że nieco szybciej dochodzi ona do wniosku, że nie wie, co ma zrobić. Ale z manualem nowy Sportage to naprawdę bardzo dobre auto.

Szalenie podoba mi się jego sylwetka – o ile poprzednia generacja miała proporcje Kim Kardashian, z przytłaczającym wielkim tyłkiem na pierwszym planie, to obecna jest elegancka, subtelna i nietuzinkowa. Szczerze mówiąc, to jeden z najładniejszych SUV-ów na rynku. A gdy wybierzecie wersję wyposażenia GT Line lub XL, także jeden z najlepiej wykończonych, z mnóstwem rozwiązań spotykanych kilka lat temu wyłącznie w luksusowych limuzynach. Ergonomia, łatwość obsługi, jakość spasowania, wyciszenie wnętrza, fotele – we wszystkich tych aspektach Sportage prezentuje europejski poziom. A ten japoński już przeskoczył. Dotyczy to również zawieszenia i prowadzenia.

Układ kierowniczy SUV-a Kii jest precyzyjny jak Maksim Czudow na strzelnicy, a zawieszenie sprężyste niczym nogi Aliny Kabajewej. I jeżeli tak na to patrzymy, 177-konny benzynowy Sportage ma coś wspólnego ze sportem. Ale w przypadku 115-konnego diesla jest to coś zupełnie innego – zadyszka, której towarzyszy uczucie stanu przedzawałowego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj