Dziennik Gazeta Prawana logo

Andrzej Jaroszewicz: Zdziwiła mnie śmierć Solskiej. Uważam, że miała swój udział w torturowaniu mojego ojca

15 marca 2018, 20:00
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Andrzej Jaroszewicz. Fot.. Maksymilian Rigamonti
Andrzej Jaroszewicz. Fot.. Maksymilian Rigamonti/Dziennik Gazeta Prawna
Za dużo nienawiści jest w tej zbrodni. Przestępca, który chce okraść dom, nie czuje nienawiści do ofiary. A tu było tak, jakby ktoś chciał wyładować złość. To jak morderstwo w odwecie - mówi Andrzej Jaroszewicz o zabójstwie swojego ojca w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

Magdalena Rigamonti: Jest Jan Jaroszewicz, pana brat, jest rodzina pana macochy, Alicji Solskiej-Jaroszewicz.
Andrzej Jaroszewicz*: W tym całym wydarzeniu bardzo zdziwiła mnie śmierć Alicji Solskiej, bo uważam, zresztą nie tylko ja, że część, przepraszam za słowo, usług, wykonywanych przy moim torturowanym ojcu, mogło, według mnie odbywać się przy udziale pani Solskiej.

Pan do niej mówił mamo.
Kiedy byłem dzieckiem ‒ tak. Myślałem, że tak trzeba. Bardzo wcześnie straciłem matkę.

Miał pan sześć lat.
Niecałe. Wychowywała mnie babcia. A potem przyszła obca kobieta, zajęła miejsce mojej mamy. Mogę śmiało powiedzieć – zła kobieta. Zła z gruntu. Niech pani zauważy, że w łazience, w której ją zastrzelili, leżały kołderka i poduszka. Czy ktoś, kto chce za chwilę kogoś zastrzelić, robi swojej ofierze posłanko i wiąże ją sznurem tak delikatnie, by mogła się bez trudu wyplątać? Może miało być tak, że sprawcy powiedzieli: „Pani tu poleży, poczeka, my załatwimy sprawę, rano panią znajdą i wszystko będzie w porządku”.

No, ale ktoś strzelił jej w głowę, z bliskiej odległości.
Może za dużo widziała? Może jednak ktoś się przestraszył świadka? Może spanikowała? Bo tak, jak mówię, kiedy się chce zabić, to się nie robi posłanka. Tam się musiało zdarzyć coś niezmiernie dramatycznego... Z drugiej strony, tylko żona mojego ojca wiedziała, jakie leki bierze ojciec i te leki zostały mu podane w czasie, kiedy był męczony. Ona wiedziała, gdzie są ojca koszule, gdzie bielizna, a przecież ojciec był przebrany w czyste ubrania w trakcie tortur. W tym wszystkim widać kobiecą rękę. Jesteśmy w trzecim uruchomieniu śledztwa w sprawie morderstwa Piotra Jaroszewicza i mam nadzieję, że to wszystko zostanie wzięte pod uwagę. To nie był tylko mój ojciec, to był premier polskiego rządu.

PRL-owskiego rządu.
Ja wiem, że niektórzy z obecnie rządzących uważają, że wtedy Polski nie było, ale jednak była. Ojciec 10 lat był premierem, 36 lat w rządzie na różnych wysokich stanowiskach. Przed wojną był nauczycielem, potem został zesłany na Syberię, gdzie ciężko pracował jako drwal, szedł do armii Andersa, trafił do armii Berlinga. Gdyby nie zachorował na tyfus, to może ja bym się urodził w Londynie... Teraz machina państwowa jest znowu uruchomiona. Mam nadzieję, że po to, by się dowiedzieć, co się stało z premierem i co się stało z różnego rodzaju rzeczami z domu mojego ojca, z dokumentami z sejfu, z białymi kamieniami i wreszcie kim była Alicja Solska.

Żoną pana ojca.
Nie tylko żoną. Była kimś jeszcze.

Zabójstwo małżeństwa Jaroszewiczów - miało miejsce w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 w warszawskim Aninie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj