Dziennik Gazeta Prawana logo

Bąk: Auta, które udają. Wiele marek utraciło swój pierwotny charakter

27 kwietnia 2018, 12:30
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Range Rover Velar D300 HSE First Edition
Range Rover Velar D300 HSE First Edition/dziennik.pl
Wiele marek utraciło swój pierwotny charakter. Zerwały z korzeniami. Ich samochody nie są złe, ale nie mają niczego wspólnego z tym, jak je zapamiętaliśmy z przeszłości. Szkoda...

W ostatni weekend dowiedziałem się, skąd wzięło się moje zainteresowanie wszystkim, co związane z motoryzacją. Mama przyznała, że gdy nosiła mnie w brzuchu, to sztachała się benzyną. Podjeżdżali z ojcem na stację, on napełniał bak golfa I w kolorze pleśni, ona zaś uchylała okno w aucie i robiła głębokie wdechy. Jak się dobrze zastanowić, tłumaczy to również inne moje cechy. Na przykład bywam wybuchowy. I nie jestem do końca normalny.

Po pleśniowym golfie ojciec kupił jettę w kolorze ziemi, potem żółtego passata w dieslu po pracowniku Deutsche Post. Jeśli pod koniec lat 80. jeździliście do Zakopanego i zwróciliście uwagę na chmurę czarnego dymu unoszącego się nad miastem, to jej sprawcą było właśnie to auto.

Pamiętam nawet wozy moich wujków. Brat ojca jeździł peugeotem 309, potem volkswagenem polo, a następnie peugeotem 205. Tym ostatnim jeździłem też ja. To było pierwsze auto, które samodzielnie prowadziłem. Rozjechałem nim kurę sąsiadki mieszkającej po lewej stronie i przestawiłem słupek płotu dzielącego nas od sąsiada po prawej. Miałem wtedy 13 lat. Inny wujek – szwagier ojca – prenumerował miesięcznik „Auto Moto”. Mieszkał daleko i odwiedzaliśmy go rzadko. Raz na pół roku wpadaliśmy do niego na dwa dni. I były to najcudowniejsze dwa dni w życiu młodego motoryzacyjnego świra – przez 48 godzin nie spałem, nie jadłem, nie odzywałem się, tylko czytałem ostatnie numery pisma.

W tamtych czasach znałem pojemności skokowe wszystkich dostępnych w Europie samochodów – i to co do centymetra sześciennego. Jako jedyny nastolatek w kraju potrafiłem rozwinąć skrót DOHC. Mogłem nie wiedzieć, jak miał na imię główny bohater noweli „Antek”, ale potrafiłem wytłumaczyć, czym jest moment obrotowy. Niestety, nikogo to nie obchodziło. Bo na początku lat 90. nie liczyły się ani konie mechaniczne, ani niutonometry. Od samochodów oczekiwano zupełnie czego innego. Tego, że będą takie, jak obiecuje producent. Autentyczne. Prawdziwe.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj