Czy partia o. Tadeusza Rydzyka ma szansę zaistnieć w polityce?

Prof. Kik: Pytanie brzmi raczej: czy ma jakikolwiek sens dla obozu Zjednoczonej Prawicy?

Reklama

A ma?

Bardzo wątpliwy. Metoda D’Hondta, stosowana w Polsce do podziału mandatów w wyborach, preferuje duże polityczne byty. Czyli jedność w partyjnych szeregach. Natomiast to, co robi obóz toruński jest próbą stworzenia instrumentu wpływu w prawicowym obozie. Dołożenie czwartego elementu do obecnego PiS, z przybudówkami Jarosława Gowina i Zbigniewa Ziobry, osłabi ten twór. Prawica straci możliwość scentralizowanego działania. Dziwne, że o. Rydzyk nie dostrzega tego ryzyka. Z pewnością ma świadomość, że polska prawica ma historycznie uwarunkowane tendencje do rozdrabniania się i skłócania. Jedność z 2015 r jest fenomenem na naszej scenie politycznej i najwyraźniej nie wszyscy to doceniają.

Czyli to podcinanie gałęzi, na której się siedzi?

Działalność polityczna redemptorysty niekoniecznie musi mieć aż tak dramatyczny finał, niemniej tworząc nową partię warto zawsze mieć na uwadze to, co robi opozycja. A ta właśnie jest na jednoczącej fali. Najnowsze sondaże pokazują, jakie korzyści mogą płynąć z tego zwierania szyków przeciwko PiS. Mówi się wręcz o 50 proc. poparciu w eurowyborach. I jeśli ta taktyka sprawdzi się w wyścigu do Parlamentu Europejskiego, z pewnością zostanie powtórzona w kraju.

Reklama

Zagranie z Torunia pachnie więc sabotażem.

Myślę, że tu bardziej chodzi o chorobę, która toczy całą naszą polityczną klasę. I, jak widać, prawicy nie oszczędza. To bezideowość. Główną motywacją do działania jest chęć urządzenia się, ustawienia. A jeśli ludzi pragnących władzy nie łączy żadna głębsza idea, zostają interesy. To tłumaczy wiele egzotycznych koalicji i wolt, które obserwujemy.

Jak PiS zareaguje na taką niespodziankę?

Prawica zdobyła władzę dzięki niskiej frekwencji w wyborach parlamentarnych oraz rozbiciu w centrum i na lewym skrzydle. Wykorzystała kryzys w PO. Nie zmienia to faktu, że dzisiaj rząd PiS reprezentuje realnie ok. 18 -20 proc. wszystkich uprawnionych do głosowania. Jarosław Kaczyński wie, że jeśli znów chce wygrać, musi otworzyć się na centrum, zyskać bardziej liberalnych wyborców. Musi iść na kompromisy, tymczasem kościół toruński jest bezkompromisowy. Mateusz Morawiecki zostając premierem miał promować proeuropejską twarz PiS. Temu służyło zwolnienie z ministerialnych stanowisk ludzi związanych z o. Rydzykiem. To pokazało również, że przedstawiciele Torunia nie bardzo mieszczą się w strategii PiS poszerzenia bazy społecznego oddziaływania. Prezes Kaczyński z pewnością jednak wie, że kościół toruński to nie cały polski Kościół, a wpływy redemptorysty są ograniczone do wąskiego grona wyznawców. Małego, choć niezwykle głośnego.

Co z tym gronem zrobić?

Kościół toruński ma ogromne wpływy w PiS. Polityczna inicjatywa jest więc próbą zawłaszczenia partii od środka. Z góry skazaną na współpracę. Sama może liczyć na skromne poparcie. Do realnej władzy dojdzie jedynie jako przybudówka PiS, na wzór ludzi Gowina czy ziobrystów. Pytanie, czy Prawo i Sprawiedliwość pójdzie na taki układ? I w perspektywie najbliższego roku wyborczego to mało prawdopodobne. Bo zagarniając pod swoje skrzydła radykałów z Torunia partia ryzykowałaby utratę poparcia wyborców spod znaku tzw. lewicy socjalnej. Czyli ludzi, którym nie podoba się koncepcja kraju proponowana przez PO czy Nowoczesną. Ludzi, którzy chcą silnego, opiekuńczego państwa. Ci wyborcy, owszem, są konserwatywni i prokatoliccy, ale to nie ortodoksi. Jeśli więc PiS zaostrzy swój stosunek do np. aborcji, czego już domaga się o. Rydzyk, jego elektorat może nie wytrzymać tego radykalnego kursu.

I odejdzie? Tylko dokąd?

Co jakiś czas pojawia się partia protestu, która przechwytuje niezadowolonych. Tak było z Kukiz’15. Tak może być teraz z pomysłem politycznym Roberta Biedronia.

To byłaby dość duża wolta…

Nie takie ruchy wykonywali już wyborcy zmieniając sympatie z SLD na PiS, a następnie na PO, by potem przenieść swoje zainteresowanie znów na PiS…

Wracając jednak do „Ruchu Prawdziwej Europy”, bo taką ma nazwę partia o toruńskich korzeniach, to póki co oficjalnie firmuje ją europoseł Mirosław Piotrowski.

To człowiek zaufania o. Rydzyka. Bardzo inteligentny profesor, historyk, nauczyciel akademicki. Sprawny, ale zdecydowanie nie charyzmatyczny. Wiem, co mówię, bo mieliśmy okazję razem pracować. Nie jest typem przywódcy, nie ma w sobie przebojowości. To człowiek drugiego planu, który dostał z pewnością rolę do odegrania.

Schemat jakby podpatrzony w PiS…

Porównuje pani Jarosława Kaczyńskiego do Tadeusza Rydzyka? Otóż ten drugi może poruszać się tylko w kamiennym kręgu swoich wierzących wyznawców. Podczas gdy pierwszy jest strategiem mającym znacznie szersze pole manewru.

Nie do końca to kamienny krąg, skoro „Ruchu Prawdziwej Europy” został powołany z myślą o wiosennych wyborach do PE. Czyli szerokie wody.

Tu są dwa wytłumaczenia. Po pierwsze, niekoniecznie musi chodzić o europarlament, ale o przećwiczenie kampanii i struktur przed jesiennymi wyborami krajowymi. A po drugie, dziś w Europie rodzą się nurty, które chcą zmienić charakter UE. Każdy głos jest na wagę złota. Gdyby redemptoryście z Torunia udało się wprowadzić do Parlamentu Europejskiego choćby dwie osoby, oznaczałoby to wzrost siły narodowych populistów chcących bardziej chrześcijańskiej i konserwatywnej Europy. Jeden cel nie wyklucza drugiego.