Nie dziwię się, że „Kulturze Liberalnej” dzieło się spodobało. Sam Kuisz pisał niedawno, że w Polsce zakończył się pewien etap w dziejach – czas walki o własne państwo i trzęsienia się nad nim, by to państwo (zawsze) świeżo odzyskane zaraz się nie rozpadło. Wyrosło inne pokolenie Polaków, posługujące się też innym zestawem lęków i pragnień niż „pokolenia podległości”. Runciman przekonuje, że w świecie (demokratycznym) zakończył się pewien etap i że wyrósł nowy odbiorca demokracji, patrzący na nią mniej więcej tak, jak kiedy w sklepie ocenia dostępne dobra i usługi. Ten ustrój starzeje się tu i tam, ale tam i ówdzie tylko dojrzewa.

Pewna postać demokracji przestaje być nienaruszalna, ale demokracja jako taka wydaje się czymś oczywistym. Kuisz zwalcza histeryczno-heroiczny ton politycznych polemik w Polsce, Runciman z zaraźliwym spokojem pisze o takich przerażających go rzeczach, jak wygrana Donalda Trumpa czy fala populizmu. Obaj autorzy starają się odgrywać rolę współczesnego dr. Benjamina Spocka, znanego pediatry: dziecko płacze? Widać ma powód. Dziecko nie płacze? Też dobrze.