Jak rozumieć ostatnią aktywność pana Marka Falenty? To groźba dla polityków PiS?

Niewątpliwie jego wypowiedzi stanowią pewnego rodzaju szantaż. W moim przekonaniu, pan Marek Falenta desperacko próbuje teraz coś dla siebie ugrać. Pamiętajmy, że został skazany, następnie uciekł i ukrywał się. Potem go złapano, a dziś próbuje dla siebie uzyskać coś, czego nie udało mu się uzyskać przed sądem. To takie dążenie do ułaskawienia za wszelką cenę. Jestem jednak przekonany, że prezydent Andrzej Duda zaszantażować się nie da i będzie postępował zgodnie z procedurami. Jeśli pan Falenta ma jakiekolwiek materiały czy dokumenty mogące kompromitować bądź oskarżać polityków, to powinien je czym prędzej ujawnić. Wtedy opinia publiczna mogłaby je ocenić i wyrobić sobie własne zdanie. Ja te działania postrzegam jednak jako rozpaczliwą próbę obrony albo co najmniej uzyskania lepszych warunków po wyroku sądowym.

Taka gra taśmami i ujawnianie w mediach co jakiś czas nowych nie jest kompromitacją służb?

Trudno od służb wymagać, żeby zdziałały cuda. Pewne rzeczy udało się już ustalić - proszę zauważyć, że właśnie wyrok dotyczący Marka Falenty jest tego żywym dowodem. To przykład dobrego działania polskich służb. Sam fakt, że udaremniono jego ucieczkę również zasługuje na docenienie.

Afera taśmowa trwa już jednak od 2014 roku...

Sama afera już nie ma kontynuacji, bo pan Falenta już wówczas przestał nagrywać. Czym innym jest natomiast problem publikacji tych nagrań. Nie wiemy do dziś, ile razy podsłuchiwano polityków. Ja bym porównał to z nieprzeprowadzoną w latach 90-tych lustracją. Uważam, że wszystkie dokumenty powinny zostać ujawnione. Wówczas nastąpiłby jednorazowy szok i stosunkowo szybkie oczyszczenie atmosfery politycznej w duchu transparentności.

To samo mówili politycy Platformy Obywatelskiej w czasie swoich rządów.

Jednak za ich rządów zbyt wiele nie ustalono. Skazanie Marka Falenty nastąpiło dopiero po zmianie władzy. Co więcej, my chcemy wyjaśnić tę sprawę do końca. Nie będziemy Falenty ani chronić, ani nadmiernie tłamsić. Chcemy poznać prawdę.

Może do tego pomocna byłaby komisja śledcza mogąca się zająć tą sprawą? Skoro PiS nie ma nic do ukrycia to takie działanie by przecież nie zaszkodziło.
Czy gdy opozycja rządziła to powołała komisję śledczą?

A PiS się jej wtedy domagał. Zabawne odwrócenie ról.

Być może. W moim przekonaniu prokuratura działa dziś jednak o wiele sprawniej. To, że pan Marek Falenta próbuje odgrywać rolę osoby poszkodowanej, nic nie znaczy - ma takie prawo. Organy państwa nie przychylają się do tej wizji. Pamiętajmy, że nagrał on polityków używających dość wulgarnego języka, załatwiając pewne interesy, pozwalające przypuszczać, że robili to niezgodnie z prawem. Może w takim razie taka komisja śledcza zajęłaby się też politykami, którzy dali się nagrać?

Czyli premierem Mateuszem Morawieckim?

Premier Morawiecki nie powiedział niczego co mogłoby rzucać na niego choć cień podejrzenia. Warto jednak pamiętać, że Platforma Obywatelska, składając wniosek o powołanie takiej komisji działa w zasadzie przeciwko swoim politykom. Prawo i Sprawiedliwość nie planuje poparcia tej inicjatywy, jednak skoro opozycja jej chce, to niech wskaże, kto ma być przesłuchany. Przecież wśród takich osób musieliby się znaleźć nagrani politycy.

Czy opinią publiczną wstrząsną jeszcze kolejne taśmy?
Nie chciałbym, aby tak było - trzeba to załatwić raz a porządnie. W czasach PO-PSL nie udało się tego zrobić. Im więcej czasu upływa od tego momentu, tym większe zagrożenie, że osoby dysponujące nagraniami będą próbowały nimi manipulować sceną polityczną. Trudno powiedzieć, co jest na tych nagraniach, ale nie mamy na to wpływu. Lepiej, żeby takie materiały ujrzały światło dzienne niż były przedmiotem zakulisowych gier.

Co pan sądzi o wyroku sądu skazującym Tomasza Arabskiego na dziesięć miesięcy w zawieszeniu?
Wyrok wygląda tak, jakby pan Tomasz Arabski dostał ostrzeżenie - "niech to będzie ostatni raz". A przecież ta sprawa, katastrofa lotnicza, której ofiarami były najważniejsze osoby w państwie, nie powinna być rozpatrywana w ten sposób. Albo Tomasz Arabski jest winny i ponosi odpowiedzialność, w tym wypadku, doprowadzenie do śmierci 96 osób, albo niewinny. Ten wyrok jest dla mnie niezrozumiały. Tak jakby bano się podjąć ostateczną decyzję.

Za łagodny?
Jeżeli był winny, to powinien ponieść zdecydowanie dalej idące konsekwencje. A jeśli niewinny to powinien zostać uniewinniony. Wyrok w zawieszeniu jest formą pośrednią nie przystającą do rangi sprawy.

Spodziewa się pan na tej podstawie kolejnych wyroków dotyczących katastrofy smoleńskiej?
Jeśli osoba będąca niejako głównym oskarżonym dostaje tak symboliczny wyrok to trudno spodziewać się wyciągnięcia konsekwencji od innych zaangażowanych w rozdzielenie wizyt Prezydenta i premiera w kwietniu 2010 roku.