Trudno jest utrzymać uwagę przez tak długi czas. W wielu miejscach Tusk był mało konkretny, a w innych być może za bardzo konkretny. Zaciągnął bardzo poważne zobowiązania i z pewnością będzie z nich rozliczany.

Reklama

Przemówienie było nierówne. Widać było, że w niektóre fragmenty premier wkładał więcej serca i mówił z większym zaangażowaniem. Były też całe obszary spraw, o których Tusk mówił powodowany przede wszystkim obowiązkiem, że trzeba je poruszyć.

Najwięcej energii włożył w kwestie, które dotykają pewnej symboliki, słów-kluczy. Kilkanaście razy używał słów takich, jak "zaufanie”, "normalność”, "solidarność”. W takich momentach Tusk mówił do ludzi, którzy nie głosowali na PO i boją się nowego rządu. Chodzi nie tyle o elektorat PiS, choć to oczywiście też, ale np. pracowników sfery budżetowej. Tusk wyraźnie mówił im, że podwyższy ich wynagrodzenia. To bardzo poważne zobowiązanie. Akceptował też potrzebę solidarności, oglądania się na tych, którzy najbardziej cierpią, czują się przegrani, liczą na państwo opiekuńcze.

Ważną deklarację usłyszeliśmy w dziedzinie służby zdrowia. Zdaniem premiera nie będzie poprawy sytuacji w służbie zdrowia, jeżeli nie otworzy się rynku ubezpieczeń. Poprzednicy o tym wspominali, ale nikt nie powiedział jasno, że rzecz nie tyle w prywatyzacji czy decentralizacji służby zdrowia, lecz właśnie w ubezpieczeniach. Cieszę się, że Tusk zauważył, że pacjent, który co miesiąc płaci sporą składkę zdrowotną, powinien mieć możliwość wyboru spośród ofert różnych ubezpieczalni. Jeśli tego nie będzie, nie będzie racjonalnej sieci szpitali, lepszych usług zdrowotnych i podwyżek w służbie zdrowia.

Bardzo wzruszającą częścią expose był fragment o konieczności ułatwienia udziału w życiu społecznym ludziom niepełnosprawnym. W czasie, kiedy Donald Tusk mówił na ten temat, kamery pokazywały niepełnosprawnych posłów, którzy muszą zajmować miejsce blisko wejścia do sali, bo nawet budynek Sejmu nie jest przystosowany do ich potrzeb. Problem jest więc realny i dobrze, że ważny polityk wreszcie go zauważył.

Nie podobały mi się wycieczki osobiste premiera pod adresem Jarosława Kaczyńskiego. Premier mógłby sobie je darować i nie mówić o tym, że, cytuję z pamięci, "każdy, kto umie obsługiwać komputer, wie, jak ważny jest dostęp do szerokopasmowego internetu” albo wyliczać posłów, którzy mają dzieci i ile ich mają.

Nieco śmieszny był fragment o budowie boisk w każdej gminie. Co do meritum - oczywiście dobrze by było, gdyby ten pomysł został zrealizowany. Ale w expose zabrzmiał prawie jak znane z PRL hasła o kolorowym telewizorze i Ursusie traktorze w każdej zagrodzie.

W kwestii polityki zagranicznej padły dwie istotne zapowiedzi. Pierwsza to obietnica respektowania tego, co wynegocjował poprzedni rząd w kwestii traktatu reformującego UE i Karty Praw Podstawowych. W sprawie Iraku jednak byłoby zdumiewające, gdyby Tusk zapowiedział co innego, niż to, że w 2008 roku polscy żołnierze zostaną wycofani z Iraku.