Jacek Wakar, zastępca redaktora naczelnego magazynu Kultura TV:

To wspomnienie z dzieciństwa ma wyjątkowo intensywny kolor, smak 6 grudnia, za oknami zimowo-jesienna szarówka, mija siódma rano, trzeba wstawać. Tak samo było wczoraj, ale ten dzień oczekiwany jest od dawna. Przy łóżku kapcie, ale tam zwykle prezent się nie mieścił. św. Mikołaj zostawiał go obok, tak bym zobaczył go zaraz po przebudzeniu.

Mikołaj, który przenikał bez trudu przez zamknięte okno i przynosił zwykle to, o co najbardziej prosiłem rodziców, aż do znudzenia. Był jednak tylko niewinną przygrywką, preludium przed głównym daniem. A to nadchodziło 24 grudnia wraz z Wigilią. Właśnie koło choinki, przy opłatku dzieciństwo zyskuje swą pełnię. Pamiętam ten dzień przez całe lata jako najpiękniejszy w roku.

Wiem, że brzmi to ckliwie i sentymentalnie, ale nic na to nie poradzę. Scenariusz zdarzeń był zawsze taki sam. Najpierw opłatek, kolejne potrawy na stole, przy których mnie i mojej siostrze coraz bardziej się nudziło. Wreszcie przed deserami następowała długo oczekiwana kulminacja. Ktoś z dorosłych niemal siłą zaciągał nas do drugiego pokoju, żeby Aniołki mogły działać w spokoju. Przez dłuższą chwilę zajmował nas, czym popadło, ale my i tak łypaliśmy, gdzie nie trzeba. Na koniec rozlegał się nieodmiennie krzyk: "Ojej, Aniołki już były i przyniosły prezenty!". Z siostrą nurkowaliśmy więc pod choinkę, szukając tego, co dla nas.

Sam nie wiem, kiedy przestałem wierzyć w św. Mikołaja i znacznie ważniejsze w naszym domu Aniołki. Któregoś dnia - samo przyszło, samo odeszło. Poczułem wtedy może nie traumę, bo świat przygotowuje dzieci na różne nieprzyjemne odkrycia, ale na pewno smutek. Wigilie były takie same, ale już inne. Przez jakiś czas czegoś mi brakowało.

Bo z Mikołaja chyba nie warto się śmiać. Kumpel powiedział mi, że na różne sposoby próbował dać do zrozumienia swoim córkom, że to nie święty w czerwonym płaszczu z długą białą brodą przynosi im prezenty, ale to do nich nie docierało, bo wiedziały swoje, wierzyły w swoje. Co możemy zaproponować im w zamian za śmieszne - być może - i naiwne Aniołki?

Kapiące sztucznym złotem choinki z centrów handlowych, agresywną świąteczną reklamę, która startuje tuż po Wszystkich Świętych, wwiercając się w głowy? Mikołaj, Aniołki, 6 grudnia, Wigilia to nieodłączne elementy dziecięcego snu, marzeń i iluzji. Dobrze jest wierzyć, że Ktoś jest, patrzy i nagrodzi, nawet jeśli nie do końca na to zasługujesz. Dobrze czekać na prezenty, w myślach przypominając treść wystosowanego do św. Mikołaja listu, który cudem zniknął nocą - Mikołaj w końcu jest zawsze skuteczny.

W przywiązaniu do takiej wiary jest coś, co nieodłącznie kojarzy się z dzieciństwem - niewinność. Dlatego na zabiegi mego syna, gdy szykował list do Mikołaja, patrzyłem z pełną aprobatą. Czasem też sam korzystam z pewnej obecności Mikołaja, marszcząc brwi i powtarzając grobowym głosem: "No tak, a Mikołaj patrzy…" Skutkuje stuprocentowo. Dlatego nie odbiorę Karolowi i Kubie Aniołków i św. Mikołaja. Chcę, żeby to był kolor także ich dzieciństwa. Zamiast, czy może raczej już obok, krzykliwych reklam i smutnej racjonalności świata dorosłych.

Nie ma nic złego w niewierze w Mikołaja

Magda Żakowska, szefowa działu życie codzienne

Dorośli chcą wierzyć w kapitalizm, chociaż podświadomie wiedzą, że jest niesprawiedliwy. Wybierają go, bo kusi kolorowymi witrynami sklepów, bo obiecuje więcej niż "tylko" równość i sprawiedliwość społeczną. Podobnie jest z dziećmi. Chcą wierzyć w Świętego Mikołaja, chociaż podświadomie wiedzą, że nie istnieje. Gdyby nie prezenty, już dawno posłałyby go z powrotem na biegun. Kiedy byłam mała, w Wigilię za Świętego Mikołaja przebierał się mój tata. Na pierwszy rzut oka było widać, że to on kryje się pod szlafrokiem i krzywo doklejoną brodą z waty. Kompletnie mnie to nie ruszało. Bo były prezenty. Dopóki nie byłam wystarczająco dojrzała, by zmierzyć się z myślą, że Święty Mikołaj nie istnieje, koncentrowałam się właśnie na nich.

Shirley Temple przestała wierzyć w Świętego Mikołaja, kiedy miała sześć lat - chciała przekazać mu listę prezentów, a on poprosił ją o autograf. Był 1934 r. Nie było telewizji, reklam, internetu. Dzisiaj tłumy Świętych Mikołajów gromadzą się w mallach, przedszkolach, kreskówkach. Sprzedają już nie tylko coca-colę, ale wszystko, co tylko można w przedświątecznej gorączce opylić. Jeszcze chwila, a Święty Mikołaj - śladem Paris Hilton i Jennifer Lopez - wypuści swoją linię perfum. Już wkrótce Światowa Organizacja Zdrowia narzuci mu z pewnością dietę odchudzającą w ramach walki z otyłością w krajach wysoko rozwiniętych. A decyzję tę oprotestuje Związek Zawodowy Świętych Mikołajów, który w ramach defensywy ogłosi Wigilię dniem wolnym od pracy. Jeżeli Święci Mikołajowie w ogóle mają związki zawodowe, bo sądząc po rejonach, w które się zapuszczają (Europa Zachodnia), mają raczej prawicowe przekonania.

W telewizyjnej reklamówce mały chłopiec ogłasza: "Nie ma Świętego Mikołaja, ale jest Allegro.pl!". To nie jest reklama dozwolona od lat 18. I nie jest emitowana po godz. 21. Wręcz przeciwnie - wasze dzieci mogą obejrzeć ją przed dobranocką. Czy naprawdę myślicie, że nadal jesteście w stanie utrzymywać je w błogiej niewiedzy?! Dzieci nie są takie głupie.

Antropolodzy badając wierzenia prymitywnych plemion pytali członków ich społeczności wprost - czy naprawdę wierzycie, że pochodzicie od ptaka (albo ryby, albo kangura)? "Oczywiście, że nie - odpowiadali - "Macie nas za idiotów?! To nasi przodkowie wierzyli w te bajki". Mówiąc krótko, transferowali swoją wiarę na innych. I my - jak słusznie zauważył Slavoj Zizek - robimy to samo z naszymi dziećmi poddając je mikołajkowemu rytuałowi. Dopóki one (podobno) wierzą w Świętego Mikołaja, nie chcemy, aby przeżyły rozczarowanie. Organizujemy więc dla nich mikołajkowe obchody - przebieramy się, zakradamy się nocą do ich pokoi, aby wypełnić prezentami buty - a one udają, że w to wszystko wierzą, aby z kolei nie rozczarować nas. I żeby dostać prezenty, oczywiście.

Dziś świat szybciej pozbawia dzieci złudzeń niż za czasów Shirley Temple. Ale nie ma nic złego w niewierze w Mikołaja. Bo dziecięcej wyobraźni nie można zmniejszyć - ma przecież nieograniczoną przestrzeń, aby się rozwijać. Wszechświat jest w końcu wystarczająco skomplikowanym i atrakcyjnym miejscem. Ze Świętym Mikołajem czy bez niego.