Prezes ma jasny przekaz: Decyzja kongresu jest jasna i oczywista. PiS potwierdziło przywództwo prezesa, który nie dopuści do powstania chorego systemu baronów partyjnych. I tyle. Albo więc panowie Dorn, Ujazdowski i Zalewski będą lojalnymi członkami partii, albo chcą odejść, by szukać własnej drogi. Mają do tego prawo.
Nie, ja też bywam krytyczny. Chodzi o to, że panowie robili to głównie przez media. Chociażby w sobotniej „Gazecie Wyborczej", gdzie Ujazdowski pozwala sobie na niewybredne
żarty ze swoich kolegów. Byliśmy tym wstrząśnięci. Tu już nie chodzi o politykę, ale o zwykłą kulturę osobistą. Pewnych rzeczy nie powinno się robić.
Dyskusja oczywiście będzie trwała. Ale nie może już dotyczyć modelu przywództwa. Ta została zakończona decyzją kongresu.
Trzej byli wiceprezesi nie mogli być na kongresie, bo tak stanowi statut. A statut to jest nasze prawo. Za co więc przepraszać?
Nie można. Zamiast toczyć dyskusję wewnątrz partii, w tym także na kongresie, oni woleli prowadzić medialną kampanię wbrew interesowi PiS.
Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.
To będzie już ostateczny sygnał o braku woli współpracy. Tej sytuacji nie można ciągnąć w nieskończoność, bo to zabija partię. Byli wiceprezesi też pewnie chcieliby jakiegoś
rozstrzygnięcia. Będzie wiadomo: zostają czy odchodzą?
Ja nigdy nie byłem w PC. I wielu moich kolegów też nie.
To smutne. Okazuje się, że Kazimierz Marcinkiewicz jest politycznym kameleonem. Gdzie przykucnie, tam się dostosowuje do otoczenia. Współtworzył AWS, ale odchodząc z tej formacji,
bezwzględnie krytykował Jerzego Buzka. Przez całe lata dobrze się czuł w PiS. Ostro krytykował Platformę, nazywając ich gabinet cieni „cieniasami". Został premierem z
nadania naszej partii, mimo że nigdy nie był nawet jej wiceprezesem. Był szefem rządu także w koalicji z Samoobroną i LPR. I też zdradził. Smutna jest obecna służebna rola Marcinkiewicza,
który dostarcza Donaldowi Tuskowi bilety na londyńskie mecze. To jest przestroga dla każdego, kto chce odejść z PiS. Ale jest mi przykro z jeszcze jednego powodu: wypowiedzi Marcinkiewicza to
dowód, jak trudno w polityce o wdzięczność. Bez Jarosława Kaczyńskiego on nigdy nie zostałby premierem, nie byłby tam, gdzie jest dzisiaj.
Sobotni kongres był w oczywisty sposób rozliczeniowy. Kongres na temat przyszłości, programowy, odbędzie się w przyszłym roku. Nasza rola będzie dwoista. Z jednej strony musimy być partią
opozycyjną, która kontroluje władzę. Z drugiej - stworzyć wiarygodną alternatywę dla PO, by wygrać kolejne wybory parlamentarne. IV Rzeczpospolita musi przybrać konkretne kształty, musimy
pokazać, jak w każdej dziedzinie życia dokonać dobrego przełomu.
*Adam Bielan jest rzecznikiem PiS i wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego