Skończyło się na farsie: niedawno po Moskwie przechadzały się przyodziane w kostiumy niedźwiedzi nastolatki. Kreml bowiem postanowił stworzyć nową organizację pionierską "Miszki" ("Misie").

I nagle Putin, niczym Dziadek Mróz, dał Rosji nieoczekiwany prezent pod choinkę. Zaproponował kandydaturę (która od roku była uważana za odrzuconą na korzyść szefów resortów siłowych oraz biurokratów) całkiem przytomnego, porządnego, liberalnego polityka, prawnika jako swojego następcy na stanowisku prezydenta Rosji, poczynając od marca 2008 r.: 42-letniego Dmitrija Anatoljewicza Miedwiediewa. Nikt na razie nie wie, co to mogłoby znaczyć. Światło na końcu tunelu czy nowy chaos? Klonowanie Putina czy jego stopniowe odrzucanie? Kogo usatysfakcjonuje Miedwiediew: wszystkich czy nikogo?

***

A na razie - oto gdzie zmierzamy siłą rozpędu... Niedawno szedłem sobie nabrzeżem rzeki Moskwy, niedaleko Kremla. Była to szara i pochmurna niedziela, z nieba padał kłujący w twarz śnieg. Obok niewielkiej cerkwi prawosławnej zobaczyłem tłum ludzi z ikonami w rękach: brodaci mężczyźni, kobiety w chustach. Stali w milczeniu, jak we śnie lub w noweli Kafki. Ktoś z tłumu mnie poznał, przed tłum wyszedł mężczyzna ze spuchniętą twarzą.

"Kim jesteście?" - spytałem go.

"Sojusz Narodu Rosyjskiego".

"Czy to Czarna Sotnia?" - zdziwiłem się.

"Tak" - spokojnie odparł mężczyzna i wyciągnął do mnie rękę z książeczką - programem Sojuszu.

Po krótkim wahaniu wziąłem: warto wiedzieć, w jakim świecie człowiek żyje. Czarna Sotnia była jedną z najbardziej skandalicznych organizacji przedrewolucyjnej Rosji, symbolem ciemnej reakcji, ksenofobii, siłą przewodnią pogromów Żydów. I oto teraz ona się odrodziła w najbardziej radykalnej formie, żądająca nowego "samodzierżawia" - specyficznego rosyjskiego absolutyzmu, walki z Zachodem i przywrócenia przedrewolucyjnego juliańskiego kalendarza, który odstaje od ogólnie przyjętego na świecie gregoriańskiego kalendarza o trzynaście dni.

Świadome dążenie do odstawania od całego świata o trzynaście dni to metafora zmian, które odbywają się w dzisiejszej Rosji. Oczywiście, Czarna Sotnia na ogólnym tle rozwijającego się rosyjskiego nacjonalizmu jest zjawiskiem skrajnym, dzikim i marginalnym. Ale to, że wahadło ideologiczne w Rosji gwałtownie wahnęło się od liberalnych dążeń pierestrojki do odizolowania się przed Zachodem, odejścia od ogólnoludzkich wartości na korzyść kanonów prawosławia i "Rosji dla Rosjan", nie ulega żadnej wątpliwości. To zjawisko nie jest przypadkowe.

***

Cudzoziemiec, który przyjeżdża dziś do Moskwy, zwykle jest głęboko zdziwiony. Widzi bowiem przed sobą miasto, które z byłej stolicy komunizmu cierpiącej na wszystkie choroby cywilizacji sowieckiej -rozpaczliwą jednostajność, dyscyplinę koszarową, wymuszony ascetyzm, z trudem ukrywaną biedę - przeistoczyło się w kosztowną do szaleństwa metropolię nieustającej rozkoszy. Wszystko w Moskwie zdaje się być skierowane na to, żeby zrobić z życia wieczną zabawę bez umiaru, bez oglądania się na jutrzejszy dzień.

Gospodarny Europejczyk przeżywa szok, widząc rozmach zakupowego szału i rozrzutność mieszkańców Moskwy, które ewidentnie kłócą się z ogólnie niewysokim rosyjskim poziomem życia. Moskiewski styl bycia jest uwarunkowany pragnieniem przepychu. Głównym motywem jest hulanka. Restauracje, które zadowolą każdy gust, kluby nocne, dyskoteki, kasyna, sauny z prostytutkami - Moskwa pracuje w reżimie grzechu. Jednocześnie jednak daje się wyczuć zupełnie inny klimat.

Nie zdziwiłbym się bowiem, gdyby za kilka lat w Moskwie zakazano noszenia dżinsów i minispódnic, a kobiety zaczęły ukrywać włosy pod chustami. Takie wyobrażenie o przyszłości Rosji można znaleźć w książce mojego przyjaciela Władimira Sorokina "Dzień oprzycznika", w której przyszłość kraju pogrąża się w przeszłości czasów Iwana Groźnego, a tortury i modlitwy stanowią jedną całość.

Ta książka jest raczej przepowiednią pisarza, skutkiem utalentowanej intuicji, natomiast przyczyną rzeczywistego ataku nacjonalizmu na wszystkich frontach jest kryzys moralny społeczeństwa, który w Rosji przybrał formę przewlekłej choroby. Ciężko powiedzieć, kiedy to się zaczęło, możliwe, że kryzys się ciągnął przez całą epokę radziecką, tylko był maskowany dzięki potężnemu wysiłkowi komunistycznej propagandy i aparatu represji.

***

Po rozpadzie Związku Sowieckiego, kiedy powstała poważna próżnia ideologiczna, siły liberalne Rosji były zbyt słabe, historycznie nieprzygotowane do tego, by zmusić ten kraj do tworzenia cywilizacji demokratycznej. Rosja pogrążyła się w chaosie.

Dziś - jako specyficzna zapłata za błędy jelcynowskich demokratów, za krzywdy i upokorzenia państwa, które nagle przestało być supermocarstwem, za katastrofę demograficzną (każdego roku liczba mieszkańców zmniejsza się o siedemset tysięcy osób), za karygodny stan służby zdrowia i edukacji, za niezliczone rozwody i aborcje, za biedę narodową przybierającą skrajną formę - nastał nowy ustrój państwowy, kojarzący się z imieniem Putina.

Wysokie ceny ropy oraz putinowska umiejętność robienia porządków w państwie w końcu przyczyniły się do stabilizacji, w którą naród uwierzył i wierzy nadal. Ale kryzys moralny nie został zażegnany - on nadal trwa. Żeby go opanować, państwo wybrało drogę konsekwentnego zbliżenia z Cerkwią rosyjską.

Rosyjska Cerkiew prawosławna została spustoszona przez wieloletnią koegzystencję z sowieckim reżimem. Była zmuszona do współpracy z komunistami, niemniej zachowała aureolę męczennictwa i smutnego uroku ofiary historycznej. Na początku lat 90. Cerkiew miała historyczną szansę stać się podstawą moralną nowej Rosji, ale tak się nie stało: związek Cerkwi z rosyjską rzeczywistością był równie słaby jak wpływy rosyjskiego liberalizmu.

Cerkiew zaczęła rozwijać się w stronę tradycyjnego prawosławnego konserwatyzmu, coraz bardziej obawiała się wpływu katolicyzmu na Rosję (szczególnie na elity intelektualne), a naród coraz bardziej straszyła piekłem i mękami piekielnymi.

Ta atmosfera konserwatywnego zacietrzewienia raziła mnie już w połowie lat 90., kiedy znalazłem się w cytadeli prawosławia - słynnym monastyrze Optina Pustyń (Pustelnia Optyńska), gdzie kiedyś trzymano internowanych polskich oficerów, później pomordowanych w Katyniu - i zobaczyłem jak księża, którzy poczuli wreszcie niezależność od państwa, chcą nadgonić stracony czas i przywrócić władzę nad umysłami za pomocą brutalnego nacisku na psychikę ludności.

Jednocześnie - przepych wtargnął i na łono Cerkwi, po tym jak otrzymała ona od skruszonego (za winy władzy radzieckiej) państwa możliwość wzbogacenia się dzięki bezakcyzowemu handlowi papierosami i wódką.

Już Jelcyn z ekipą swych młodych demokratów nieraz był widziany w cerkwi ze świeczką w ręku. Co do byłych oficerów radzieckich służb specjalnych, którzy razem z Putinem przyszli do Boga i też zapalili świece, to na początku wyglądało to nieco dziwnie, choć potem wszystko stanęło na swoich miejscach.

Odnalezienie Boga ze strony tych oficerów stało się częścią walki z chaosem, sposobem na przywrócenie porządku. Władza nie znalazła platformy ideowej ani wśród komunistów, ani wśród liberałów. Tymczasem państwo i Cerkiew zjednoczyła wspólna niechęć do liberalizmu.

Cerkiew, naturalnie, z radością zgodziła się walczyć też z innym "złem" otwartego społeczeństwa: homoseksualizmem. Nacjonaliści związani z prawosławiem stali się użyteczni dla władzy i jej rozwoju. Nagle powyłazili oni ze wszystkich zakamarków ze swoimi sztandarami, chorągwiami, antyzachodnią retoryką.

***

Zgodnie z konstytucją Cerkiew jest oddzielona od państwa, jednak jak zapewnia Patriarcha Całej Rusi, nie jest oddzielona od narodu. Zgodnie z tym sylogizmem postanowiono oddać naród pod skrzydło Cerkwi. Od tego momentu Cerkiew zaczęła aktywnie walczyć o władzę w kraju. Wreszcie, w roku 2007 nastąpił przełom.

Cerkiew ogłosiła, że celem Rosji jest osiągnięcie carstwa bożego. Pomysł wcale nie gorszy od komunizmu. Tak zaczęło się tworzenie w Rosji cywilizacji prawosławnej. Kilka rosyjskich autorytetów akademickich i naukowych wystosowało w tym roku protest przeciwko mieszaniu się Cerkwi w życie państwa - nikt ich nie usłyszał.

Budowanie cywilizacji prawosławnej bezpośrednio dotknęło moją rodzinę. Mój młodszy brat, znawca sztuki oraz kurator wystaw Andriej Jerofiejew w 2007 r. za organizację w Moskwie w Centrum Andrieja Sacharowa wystawy "Zakazana sztuka" został ogłoszony przez wysokich zwierzchników Cerkwi "osobą niegodną podania jej ręki". Przeciwko niemu, między innymi dzięki zabiegom Cerkwi, został zaś wytoczony proces karny. Niewinne obrazki w stylu soc-artu stały się w Rosji przestępstwem przeciwko religii.

Jakie są szanse na stworzenie w Rosji prawosławnej cywilizacji? Gdyby mówić o rzeczywistej bazie, cywilizacja ta nie ma przyszłości. Większość Rosjan nadal pozostaje ateistami, znaczną część młodzieży odrzuca nieukrywane upaństwowienie Cerkwi. W wielonarodowym, wieloreligijnym kraju, jakim jest Rosja, ciężko byłoby znaleźć miejsce dla prawosławnej Cerkwi wśród muzułmanów i buddystów.

Jednak slogan został rzucony, i on zacznie działać, jeśli propaganda będzie na niego pracować, jak to było w Związku Radzieckim z komunizmem. Władza jeszcze się waha, przynajmniej Putin jeszcze nie jest zwolennikiem nauczania podstaw prawosławia w szkołach. Kto z kim wygra, łatwo przewidzieć. Władza ma wszelkie środki, żeby zatrzymać Cerkiew, jeśli ta zajdzie za daleko i jej wpływy zaczną władzy zagrażać.

Najprawdopodobniej więc władza za pomocą służb specjalnych zrobi z Cerkwi swoją marionetkę, zmusi ją do tajnego i otwartego służenia sobie. Jednak model prawosławnej cywilizacji może w jakimś stopniu zamrozić kryzys moralny w kraju. Na rosyjskiej prowincji (na poziomie władz regionalnych) ludzie już uważają rosyjską ideę prawosławną za szczyt rozwoju świata: jesteśmy aniołami, których nie lubią demony Zachodu, nieważne, że anioły z nas często pijane i skorumpowane.

Jak połączyć świętą Rosję z modernizacją, której ona tak bardzo potrzebuje, nie wiadomo. Ale w Rosji wszystko jest możliwe. Przede wszystkim w dziedzinie utopii. Na tym polega jej unikatowość. Co zaś do świątecznego prezentu Putina - Dmitrija Miedwiediewa - pożyjemy, zobaczymy.