Czy w ostatnim momencie przed śmiercią pojednał się z Bogiem, oddał się Jego miłosierdziu? Tego nie wiemy, ale mogło tak być. Judasz też mógł dostąpić zbawienia. Jezus umarł przecież za wszystkich ludzi. W tym zdaniu nie ma nawiasu: za wszystkich poza Judaszem i Hitlerem
: Wiara tym się różni od wiedzy, że pozostawia wątpliwości. Gdybym, nawet jako ksiądz, uciekał od pytań, wpadałbym w ideologię. Pan Bóg nie oczekuje od nas, że
będziemy wszystko przyjmować bezkrytycznie. Po to dał nam rozum, byśmy go używali, byśmy szukali i stawiali pytania. To poszukiwanie - nawet wątpienie - pokazuje, że nam zależy, że wiara
jest czymś ważnym, co chcemy zgłębiać. Św. Tomasz mówił, że rozum prowadzi do wiary. Ale musimy też przyjąć, że nie zaspokoimy naszej chęci zamknięcia wszystkiego w pewnikach, w
zdaniach ostatecznie oznajmujących. Z ludzkiej kondycji wynika, że chcemy wszystko zrozumieć, jakby to był film w kinie. Wyobrażamy sobie, jak przebiegały dni Triduum Paschalnego, jak Jezus
wyglądał, co było najpierw, a co potem. Tylko że sensem jest to, o czym nam te wydarzenia mówią, a nie jak przebiegały.
Tak samo można zapytać, dlaczego Piotr zdradził. Dlaczego w zasadzie wszyscy uczniowie od Jezusa się odwrócili - przy krzyżu stał tylko Jan. Nie zareagowali w Ogrójcu, kiedy żołnierze
przyszli Jezusa aresztować. Nie stanęli w Jego obronie - poza Piotrem, który jednak tej samej nocy Jezusa się wyparł. Ten moment grzechu, zdrady, jest obecny w każdym z nas. Każdy mógł
zdradzić.
Chyba nie zrobił tego tylko dla pieniędzy. Chyba też do końca nie zdawał sobie sprawy, do czego przykłada rękę. Pokazał czysto ludzką słabość, właściwą każdemu z nas. Postać Judasza
jest dla nas najbardziej niepokojąca właśnie dlatego, że w głębi duszy każe zapytać: może ja też jestem Judaszem? Ale Judasz nie tylko zdradził przyjaciela, wydał go za pieniądze.
Najgorsze w jego historii jest to, że trwał w tej zdradzie później: zwątpił w to, czego uczył Jezus. Odrzucił fakt, że Bóg może go nadal kochać. Pozwolił diabłu wmówić sobie, że
zło, które uczynił, jest nieodwracalne. Judasz dość szybko przeraził się tym, co zrobił - zobaczył, że to było złe. Ale nie uwierzył, że Pan Bóg może mu wybaczyć, i się
powiesił.
Oczywiście, że miał. Każdy z nas ma wolną wolę, żeby zgrzeszyć lub nie. Historia Judasza pokazuje tragizm ludzkiej kondycji - kondycji każdego z nas. Jesteśmy grzeszni i słabi. Ale jest
też wielką przestrogą: Judasz w zwątpieniu poszedł dalej. Popełnił samobójstwo. Czy w ostatnim momencie przed śmiercią pojednał się z Bogiem, oddał się Jego miłosierdziu? Tego nie
wiemy, ale mogło tak być. Judasz też mógł dostąpić zbawienia. Jezus umarł przecież za wszystkich ludzi. W tym zdaniu nie ma nawiasu: za wszystkich poza Judaszem i Hitlerem.
Pamiętajmy, że Bóg stał się człowiekiem. Stał się do nas podobny we wszystkim oprócz grzechu. Doświadczał więc jak najbardziej realnie bólu i strachu. Wiedział, że będzie strasznie
cierpiał. Wiedział też, że za chwilę opuszczą go jego przyjaciele, uczniowie, których umiłował. W tym strachu był człowiekiem.
Nasza wiara nie polega na tym, byśmy byli bohaterami, istotami doskonałymi. Sensem wiary jest poszukiwanie bliskiej relacji z Panem Bogiem, Jego obecności. Z Jezusem do końca był Jan, stał pod
krzyżem. Nie wiemy natomiast, co się działo z dwunastoma, gdy Jezus był skazywany, męczony, zabijany. Wiemy, że się rozproszyli. Ale może stali gdzieś w tłumie wokół Jezusa? Trzeba
pamiętać, że na ich oczach zawalił się ich świat. To nie były wielkie osobistości, lecz zwykli rybacy. Dopiero Chrystus nadał sens ich życiu. I nagle wszystko, co było piękne, zawaliło
się. Im się wydawało, że to będzie już koniec. Później też było im trudno uwierzyć w Zmartwychwstanie. W drodze do Emaus, kiedy jeszcze nie wiedzieli, że rozmawiają z Chrystusem,
powiedzieli "a myśmy się spodziewali…" - spodziewali się zupełnie innego Mesjasza i innego końca tej historii. To miał być Król, który wyzwoli Izrael spod władzy
Rzymian. Do momentu ukrzyżowania oni myśleli, że czeka ich triumf i wyzwolenie, społeczne i polityczne. Dopiero po Zmartwychwstaniu, kiedy zaczynają w nie wierzyć, rozumieją, że chodzi o coś
znacznie ważniejszego. Dotąd nie rozumieli słów Jezusa, który mówił, że będzie musiał odejść, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. Stąd ich rozproszenie po Wielkim Piątku, kiedy upada
ich Mistrz. Oczekiwali czegoś zupełnie innego.
Chcielibyśmy naukowych dowodów. Chcielibyśmy odkryć grób Jezusa. Tylko że nawet jeśli go znajdziemy, to będzie pusty, skoro Jezus zmartwychwstał. Jeśli zmartwychwstał z ciałem, to nie
znajdziemy tego ciała i nie przekonamy się, czy połamano Mu golenie. Są dowody "zewnętrzne" na to, że Jezus istniał, pisali o nim żydowscy i rzymscy historycy. Mówili też
o Jego uczniach - nie zawsze pozytywnie. Ale nie ma rzeczowych dowodów na Zmartwychwstanie. Święty Paweł mówił: to, co dla nas jest sensem wiary, dla Żydów było zgorszeniem, a dla Greków
było śmieszne.
Cała tradycja żydowska mówi o tym, jak bardzo myli się ta "szalona" grupa, która widziała w zabitym skazańcu Mesjasza. Ale właśnie ich "szaleństwo", ta
niesamowita siła wyznawców Jezusa jest dowodem na autentyczność Zmartwychwstania. Zwykli, prości ludzie nagle znajdują w sobie siłę i głoszą z wielką mocą prawdę o Chrystusie. Są gotowi
za nią iść na męki i śmierć. Ich wiara w niezwykły sposób zaczyna się rozprzestrzeniać i to jest najmocniejszy dowód, że u jej podstaw musiało leżeć coś prawdziwego.
O. Maciej Kosiec OP publicysta, dziennikarz, wiceprezes Katolickiej Agencji Informacyjnej