Dziennik Gazeta Prawana logo

"Zachód bez mydła wchodzi Chinom do t..."

21 marca 2008, 23:23
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Niech PKOl dogada się z innymi krajami i na otwarcie ingrzysk wszyscy sportowcy niosą małą flagę Tybetu. Jeżeli jednak zrobi to jeden facet, dopadną go - mówi mistrz olimpijski z Moskwy w skoku o tyczce Władysław Kozakiewicz. W rozmowie z DZIENNIKIEM przekonuje, że bojkotowaniem Chin powinni zająć się politycy, a nie sportowcy.


: To byłby idiotyzm. Takie teorie wygłaszają ludzie, którzy nie mają nic wspólnego ze sportem.


Tylko co to ma wspólnego ze sportem? Jestem za wolnym Tybetem, szkoda mi ludzi, którzy ostatnio tam zginęli. Ale na świecie w różnych konfliktach dzień w dzień giną ludzie. I co? Politycy sobie rozmawiają, debatują, podają ręce. Muzycy jeżdżą do tych krajów na koncerty, aktorzy na festiwale. Zapewniam, że Chiny nie przejmują się tym, czy jacyś sportowcy zbojkotują igrzyska. Jeżeli Chiny zbojkotuje jakaś potężna firma, np. motoryzacyjna, to taki ruch będzie miał sens. Ale zachodnie firmy proszą Chińczyków, żeby kupowali ich samochody. Przepraszam, ale świat zachodni potrafi im bez mydła wchodzić do t...


A co złego w tym, że sportowiec niesie mały proporczyk innego kraju, np. Tybetu? Wyobrażam sobie taką sytuację, ale tylko na wielką skalę. Bo jeżeli zrobi to jeden facet, to go dopadną. Niech PKOl porozmawia z komitetem niemieckim, francuskim, szwajcarskim i np. Papuą i Nową Gwineą. Niech ustalą, że na otwarcie igrzysk wychodzą z małymi flagami Tybetu.


Nie. Ja tylko mówię, co ewentualnie można zrobić w tej sytuacji. Sportowiec jedzie na igrzyska walczyć o medal. Nic innego nie może go interesować. Igrzyska to najpiękniejsza rzecz na świecie i nie powinny mieć nic wspólnego z polityką. Wyobraźmy sobie, że nasz reprezentant walczy w Pekinie z Chińczykiem. Może ten Chińczyk też jest przeciwny polityce swojego kraju? A może cierpi tak samo jak my w Polsce, kiedy jakiś palant powiedział, że nie jedziemy na igrzyska do Los Angeles.


To był dramat. Siedzieliśmy na obozie we Włoszech. To tam, w radiu, usłyszeliśmy, że bojkotujemy igrzyska. Wszyscy zeszli ze stadionu. Jaki był sens dalej trenować?


Oczywiście, że była. Wie pan, ja nie miałem wyjścia... Jeżeli ktoś podstawi nogę w biegu na 1500 m, to można się poderwać, kląć, nawet dogonić drania i walnąć go w łeb. A co ja mogłem zrobić w skoku o tyczce? Nie miałem przeciwnika, który mi podstawił nogę. Moim przeciwnikiem była sowiecka publika. Gwizdali na mnie, więc chciałem się na nich wyżyć. I pokazałem im wała. Gdybym się na nich wydarł, nikt by mnie nie usłyszał. A jak im pokazałem prosty gest, to zobaczył to cały świat.


Bo nie powinno się. Nie planowałem tego, jadąc na igrzyska. Tak się ułożyła sytuacja.


Trafiłem na dywanik ministra sportu Mariana Renke. Ostro się tłumaczyłem. Ale to był facet, z którym dało radę pogadać. Nie było łatwo, bo ambasador sowiecki w Warszawie wystąpił o odebranie mi medalu, niby obraziłem jego naród. My tłumaczyliśmy, że nie miałem nic przeciwko narodowi rosyjskiemu, tylko tym, którzy gwizdali. To załagodziło sytuację.


Niczego bym nie żałował. Do dziś uważam, że to była słuszna decyzja.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj