Dziennik Gazeta Prawana logo

Barber: W walce Clinton i Obamy przegra McCain

23 kwietnia 2008, 03:06
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Trwający już cztery miesiące wyścig o nominację Partii Demokratycznej jest walką na osobowości, doświadczenie i wizerunek w oczach wyborców w dużo większym niż kiedykolwiek wcześniej stopniu. Obaj kandydaci reprezentują bliskie ich zwolennikom wartości, są nośnikami demokratycznych idei, a różnice w ich programach nie są tak istotne - pisze w DZIENNIKU amerykański politolog Benjamin Barber.

Dla wielu obserwatorów wielomiesięczna batalia między Hillary Clinton i Barackiem Obamą o nominację w wyborach prezydenckich jest świadectwem słabości Demokratów. Trudno o większe nieporozumienie.

Rywalizacja wewnątrz Partii Demokratycznej trwa długo - nie wynika to jednak z tego, że mamy do czynienia z kandydatami słabymi. Wręcz przeciwnie, mamy do czynienia z niezwykle silnymi politykami. Być może prawybory w Pensylwanii okażą się ich spektakularną ostateczną konfrontacją.

Skąd tak długi i wyrównany wyścig obojga kandydatów tej samej partii? Otóż wielu demokratów najchętniej zagłosowałoby na Hillary Clinton i Baracka Obamę równocześnie - oboje reprezentują przecież tak ważne dla nas wartości. Wybór jest więc niezwykle trudny, bo różnice w programach obojga kandydatów są bardzo nieznaczne. Różnią się - i słyszeliśmy to już wielokrotnie - doświadczeniem, umiejętnościami i stylem prowadzenia polityki.

Oboje są zupełnie różnymi a zarazem znakomitymi przywódcami. Wyborcy nie stoją więc przed dylematem, który program wybrać, ale którego człowieka poprzeć. Dla tych, którzy popierają Hillary Clinton, jej doświadczenie jako nowojorskiej senator i pierwszej damy podczas prezydentury Billa Clintona są najważniejsze.

Takiego doświadczenia na politycznej scenie wielu może jej pozazdrościć. Jednak to, co dla jednych jest argumentem na rzecz Clinton, zdaniem innych przemawia przeciwko niej. Zwolennicy Obamy twierdzą, że Hillary Clinton jest zbyt silnie umocowana w Waszyngtonie, natomiast czarnoskóry kandydat jest człowiekiem bez politycznych długów i zobowiązań. Doświadczenie może więc być i rekomendacją, i przeszkodą w przekonaniu do siebie wyborców.

Ci, którzy popierają Baracka Obamę, nie tylko go cenią, ale wręcz kochają i widzą w nim jedyną nadzieję na zmianę. Ci, którzy stoją murem za Hillary Clinton wierzą, że olbrzymie doświadczenie pomoże jej skutecznie walczyć o interesy wyborców. Czy są to jednak obiektywne kryteria, którymi można się kierować? Trwający już cztery miesiące wyścig o nominację Partii Demokratycznej jest walką na osobowości, doświadczenie i wizerunek w oczach wyborców w dużo większym niż kiedykolwiek wcześniej stopniu. Obaj kandydaci reprezentują bliskie ich zwolennikom wartości, są nośnikami demokratycznych idei, a różnice w ich programach nie są tak istotne.

Warto powtórzyć raz jeszcze, że po raz pierwszy w historii stoi przed nami wybór między kobietą a Afroamerykaninem. Oboje mają bardzo silne poparcie, również dlatego, że są pionierami w politycznej walce, ze względu - odpowiednio - na swoją płeć i kolor skóry. Z jednej strony bardzo bardzo cieszy zwolenników Partii Demokratycznej, że tacy właśnie kandydaci walczą o nominację, z drugiej jednak trochę szkoda, że rywalizują ze sobą właśnie kobieta i czarny polityk.

Ten dramatyczny wyścig nie jest wyrazem słabości Partii Demokratycznej. To, że elektorat partii jest podzielony niemal pół na pół, jest oczywiście wyrazem sympatii dla jednej lub drugiej politycznej osobowości. Nie mam jednak wątpliwości, że kiedy Partia Demokratyczna wyłoni swojego kandydata na stanowisko prezydenta USA, wyborcy się zjednoczą. John McCain nie będzie miał szans w tym starciu.

Ostatnie sondaże Gallupa pokazują, że poparcie dla Georgea W. Busha jest najniższe w historii prowadzonych badań. Wojna w Iraku niezmiennie ma bardzo wielu przeciwników, ekonomia stoi na skraju zapaści, trwa kryzys na rynku kredytów hipotecznych, a ponad 60 proc. Amerykanów nie jest zadowolonych z kierunku, w którym zmierzają Stany Zjednoczone. Dlatego wciąż maleje i będzie malało zaufanie do Republikanów.

Kiedy prawybory dobiegną końca, bez względu na to czy kandydować będzie Barack Obama czy Hillary Clinton, w wyborach prezydenckich kandydat Demokratów pokona reprezentanta Partii Republikańskiej. Jego przewaga będzie miażdżąca. Wierzę też, że katastrofalne notowania administracji Georgea W. Busha nie tylko zaprowadzą kandydata demokratów do Białego Domu, ale zagwarantują partii zwycięstwo w kolejnych wyborach do Kongresu.

*Benjamin Barber, amerykański politolog, publicysta, autor książek "Dżihad kontra McŚwiat" oraz "Imperium strachu". Niebawem w Polsce ukaże się jego książka "Skonsumowani"

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj